Gość (37.30.*.*)
Wprowadzenie tak radykalnych zmian w skali całej Unii Europejskiej oraz realizacja projektów ekologicznych w Afryce to scenariusz, który brzmi jak ekologiczna rewolucja. Aby zrozumieć, jak realnie wpłynęłoby to na temperaturę i klimat naszej planety, musimy rozbić te działania na czynniki pierwsze. Choć Unia Europejska odpowiada obecnie za około 7-8% globalnych emisji gazów cieplarnianych, jej działania mają ogromne znaczenie jako wzorzec dla reszty świata.
Całkowity zakaz lotów krajowych i wewnątrzkontynentalnych w UE oraz eliminacja pojazdów spalinowych to uderzenie w dwa filary emisji transportowych. Transport odpowiada za około 25% emisji gazów cieplarnianych w UE, z czego transport drogowy generuje ich lwią część (ponad 70%).
Wycofanie aut spalinowych mogłoby drastycznie obniżyć emisję CO2, tlenków azotu i pyłów zawieszonych w miastach. Jednak efekt klimatyczny zależy od tego, czym zastąpimy te pojazdy. Jeśli energia do aut elektrycznych pochodziłaby z węgla, zysk netto byłby mniejszy. Z kolei zakaz lotów wewnątrz UE zmusiłby miliony ludzi do korzystania z kolei. Lotnictwo odpowiada za około 3,7% całkowitych emisji w UE, ale emisje te odbywają się na dużych wysokościach, co potęguje efekt cieplarniany (poprzez smugi kondensacyjne). Taki zakaz byłby odczuwalny, ale w skali globalnej obniżyłby temperaturę o ułamek stopnia Celsjusza, ponieważ loty międzykontynentalne (najbardziej emisyjne) nadal by się odbywały.
Nałożenie 25-procentowego podatku na konkretne produkty to próba sterowania konsumpcją. Największy wpływ na klimat miałby podatek na wołowinę. Produkcja mięsa wołowego jest niezwykle zasobochłonna – generuje ogromne ilości metanu (gazu cieplarnianego wielokrotnie silniejszego niż CO2) oraz wymaga ogromnych połaci ziemi. Zmniejszenie popytu na wołowinę w UE mogłoby ograniczyć wylesianie w Ameryce Południowej, co jest kluczowe dla stabilizacji klimatu.
Podatek na olej palmowy i kokosowy również uderza w przyczynę wylesiania tropików. Z kolei opodatkowanie freonu (gazów HFC) to kontynuacja działań zmierzających do ochrony warstwy ozonowej i redukcji silnych gazów cieplarnianych. Wpływ podatku na sól, cukier i słodziki miałby znaczenie głównie zdrowotne, a ich bezpośredni wpływ na globalną temperaturę byłby znikomy, poza niewielką redukcją emisji związanych z ich przetwórstwem.
Zalesienie 2,5% nowych obszarów w każdym państwie członkowskim UE to ogromne przedsięwzięcie. Powierzchnia UE to około 4 miliony km², więc 2,5% to dodatkowe 100 000 km² lasów (obszar wielkości niemal jednej trzeciej Polski). Tak duży "pochłaniacz" mógłby wiązać miliony ton CO2 rocznie, co realnie wspierałoby dążenie do neutralności klimatycznej.
Jeśli chodzi o Afrykę, liczby wyglądają nieco inaczej:
Aby oszacować wpływ tych działań na temperaturę, musimy posłużyć się uproszczonym modelem. Przyjmijmy, że UE emituje około 3,5 Gt (miliardów ton) ekwiwalentu CO2 rocznie.
Łącznie moglibyśmy mówić o redukcji rzędu 1-1,2 Gt CO2 rocznie. Biorąc pod uwagę, że świat emituje rocznie ponad 50 Gt, działania te obniżyłyby globalną emisję o około 2%. Według modeli klimatycznych, aby zatrzymać ocieplenie na poziomie 1,5°C, musimy zredukować emisje do zera do 2050 roku. Działania samej UE, bez zaangażowania Chin, USA i Indii, mogłyby obniżyć prognozowaną temperaturę o około 0,05°C do 0,1°C do końca wieku.
Można odnieść wrażenie, że ułamek stopnia to niewiele, ale w klimatologii każda dziesiąta część stopnia to mniej ekstremalnych zjawisk pogodowych, mniejsze ryzyko susz i stabilniejszy poziom mórz. Największą wartością takiego pakietu zmian nie byłby jednak sam wynik liczbowy, ale efekt domina. Gdyby Europa udowodniła, że można funkcjonować bez aut spalinowych i lotów krótkodystansowych, technologie te stałyby się tańsze i bardziej dostępne dla reszty świata.
Warto zauważyć, że budowa 10 biogazowni w Afryce to kropla w morzu, ale jeśli stałyby się one wzorcem dla tysięcy kolejnych, efekt skali mógłby być gigantyczny. To samo dotyczy zalesiania – 2 miliony drzew to początek, który uczy lokalne społeczności, jak dbać o ekosystemy w dobie zmieniającego się klimatu.
Czy wiesz, że sadzenie drzew nie zawsze chłodzi planetę? W regionach bardzo mroźnych (północna Skandynawia czy Syberia) ciemne korony drzew mogą pochłaniać więcej ciepła słonecznego niż jasny śnieg, który wcześniej tam zalegał. Zjawisko to nazywamy efektem albedo. Dlatego zalesianie jest najskuteczniejsze w strefach umiarkowanych i tropikalnych, gdzie tempo wzrostu drzew i pochłaniania CO2 przewyższa zmiany w odbijaniu światła.