Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie radykalnych zmian w składzie i fizyce naszej atmosfery to fascynujące ćwiczenie intelektualne, które pozwala zrozumieć, jak delikatna jest równowaga podtrzymująca życie na Ziemi. Choć niektóre z zaproponowanych przez Ciebie zmian mogą brzmieć jak recepta na "super-atmosferę", rzeczywistość biologiczna i klimatyczna byłaby znacznie bardziej skomplikowana – i niestety, prawdopodobnie mniej łaskawa dla człowieka.
Zacznijmy od najbardziej odczuwalnej zmiany: spadku średniego ciśnienia atmosferycznego o 250 hPa. Obecnie średnie ciśnienie na poziomie morza wynosi około 1013 hPa. Po spadku wynosiłoby ono około 763 hPa.
Co to oznacza w praktyce?
To tak, jakbyśmy nagle przenieśli całą ludzkość i ekosystemy na wysokość około 2400–2500 metrów nad poziomem morza (odpowiednik wysokości Rysów lub wielu miast w Andach).
Zaproponowana zmiana składu o 0,035% wydaje się niewielka, ale w skali atmosferycznej jest rewolucyjna. Obecnie stężenie ~$CO_2~#$ wynosi około 0,042% (420 ppm). Jeśli zabierzemy z tego 0,035%, zostaniemy z poziomem około 0,007% (70 ppm).
Wpływ na florę (rośliny):
To byłaby katastrofa. Większość roślin (tzw. rośliny typu C3, do których należy pszenica, ryż i większość drzew) potrzebuje minimum 150–200 ppm ~$CO_2~#$, aby przeprowadzać fotosyntezę. Przy poziomie 70 ppm rośliny te po prostu przestałyby rosnąć i zaczęłyby obumierać z głodu. Ekosystemy lądowe uległyby zawaleniu, co doprowadziłoby do masowego wymierania fauny (zwierząt) z braku pożywienia.
Wpływ na klimat:
~$CO_2~#$ jest kluczowym gazem cieplarnianym. Jego niemal całkowite usunięcie, mimo lekkiego wzrostu pary wodnej (która też jest gazem cieplarnianym), mogłoby doprowadzić do gwałtownego ochłodzenia planety i ryzyka wystąpienia efektu "Ziemi-śnieżki".
Pojawienie się tlenku glinu (~$Al_2O_3~#$) na poziomie 0,051% kosztem azotu to scenariusz rodem z filmu science-fiction. Tlenek glinu nie jest gazem – w warunkach ziemskich to twardy, abrazyjny proszek (używany np. w papierze ściernym).
Aby sprawdzić, czy człowiek miałby czym oddychać, musimy obliczyć ciśnienie parcjalne tlenu (~$pO_2~#$). To ono decyduje o tym, czy tlen przeniknie do naszej krwi.
Krok 1: Obliczenie nowego stężenia tlenu.
Obecnie tlen stanowi ok. 20,95%. Dodajemy 0,035%:
~| 20,95\% + 0,035\% = 20,985\% ~#|
Krok 2: Obliczenie nowego ciśnienia całkowitego.
~| 1013,25 hPa - 250 hPa = 763,25 hPa ~#|
Krok 3: Obliczenie ciśnienia parcjalnego tlenu.
~| pO_2 = 763,25 hPa \times 0,20985 \approx 160,17 hPa ~#|
Dla porównania, na poziomie morza standardowe ~$pO_2~#$ wynosi około ~$212 hPa~#$. Spadek do ~$160 hPa~#$ oznacza, że mimo iż procentowo tlenu jest ciut więcej, to fizycznie w każdym wdechu dostarczamy organizmowi o około 25% mniej cząsteczek tlenu.
Odpowiedź brzmi: Nie, żylibyśmy znacznie krócej lub w ogóle nie bylibyśmy w stanie przetrwać.
Często myślimy, że więcej tlenu oznacza większe i zdrowsze organizmy. W karbonie (ok. 300 mln lat temu) stężenie tlenu wynosiło ok. 35%, a ciśnienie było prawdopodobnie wyższe niż dziś. To pozwalało owadom, które oddychają przez tchawki (system rurek), osiągać gigantyczne rozmiary (np. ważki o rozpiętości skrzydeł 70 cm). Jednak w Twoim scenariuszu spadek ciśnienia całkowitego niweluje korzyści z minimalnego wzrostu procentowego tlenu, więc efekt byłby odwrotny – owady i inne zwierzęta miałyby problem z dostarczeniem energii do tkanek.