Gość (37.30.*.*)
Strach to jedna z najbardziej pierwotnych emocji, która towarzyszy nam od narodzin aż do późnej starości. Choć mechanizm "walcz lub uciekaj" jest taki sam dla każdego, sposób, w jaki nasz mózg przetwarza powtarzające się zagrożenie, zmienia się drastycznie wraz z wiekiem. Stwierdzenie, że dorośli "twardnieją", a dzieci przeżywają lęk zawsze tak samo mocno, zawiera w sobie bardzo dużo prawdy, choć nauka dorzuca do tego kilka istotnych zastrzeżeń.
W psychologii proces, o którym mowa, nazywamy habituacją. To mechanizm, dzięki któremu nasz układ nerwowy uczy się ignorować bodźce, które – mimo że początkowo wydawały się groźne – nie niosą ze sobą realnych konsekwencji. Jeśli dorosły człowiek regularnie ogląda horrory lub pracuje w warunkach wysokiego stresu, jego ciało migdałowate (ośrodek strachu w mózgu) przestaje wysyłać sygnały alarmowe z taką samą intensywnością.
Dzieje się tak, ponieważ u dorosłego człowieka w pełni wykształcona jest kora przedczołowa. To "racjonalny szef" naszego mózgu, który potrafi szybko ocenić sytuację: „To tylko film”, „To tylko głośny dźwięk, który już znam”. Kora przedczołowa wysyła sygnał hamujący do ciała migdałowatego, wyciszając reakcję lękową. Z czasem reakcja ta staje się niemal niezauważalna.
U dzieci sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Ich układ nerwowy jest niezwykle plastyczny, ale jednocześnie niedojrzały. Kluczowym problemem nie jest to, że dziecko "chce" się bać, ale to, że jego kora przedczołowa nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta, by skutecznie hamować impulsy z ciała migdałowatego.
Dla dziecka każdy kolejny raz, gdy zostaje wystraszone, może być tak samo intensywny jak pierwszy, ponieważ jego mózg nie potrafi jeszcze sprawnie przeprowadzić procesu habituacji w sytuacjach emocjonalnych. Co więcej, zamiast przyzwyczajenia, u młodych osób często zachodzi proces odwrotny – sensytyzacja (uwrażliwienie). Zamiast bać się mniej, dziecko zaczyna reagować lękiem na coraz mniejsze bodźce, ponieważ jego system alarmowy przechodzi w stan permanentnego czuwania.
Granica wieku, w której zaczynamy lepiej zarządzać lękiem, jest płynna, ale nauka wskazuje na kilka kluczowych etapów:
Zatem osoby do około 25. roku życia mogą teoretycznie przeżywać lęk silniej i mniej efektywnie go wygaszać niż osoby starsze, choć największa wrażliwość dotyczy dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.
Warto obalić jeden mit: nie każdy dorosły przyzwyczaja się do strachu. Jeśli bodziec lękowy jest zbyt silny lub wiąże się z traumą, dochodzi do wspomnianej wcześniej sensytyzacji. Zamiast habituacji, mózg staje się nadwrażliwy. To mechanizm leżący u podłoża zespołu stresu pourazowego (PTSD). W takim przypadku dorosły, zamiast reagować słabiej, z każdym kolejnym razem reaguje paniką, ponieważ jego system nerwowy uznaje, że zagrożenie jest nieuniknione i ekstremalne.
Jeśli mamy do czynienia z dzieckiem, które regularnie się boi, "hartowanie" go poprzez celowe straszenie jest najgorszym możliwym rozwiązaniem. Może to doprowadzić do trwałych zmian w strukturze mózgu i problemów z lękiem w dorosłości. Zamiast tego warto:
W przypadku dorosłych, którzy czują, że ich lęk zamiast słabnąć – narasta, skutecznym rozwiązaniem jest terapia poznawczo-behawioralna (CBT). Pozwala ona "przeprogramować" reakcje mózgu i nauczyć korę przedczołową lepszej kontroli nad emocjonalnym centrum dowodzenia.
Czy wiesz, że kiedy się boimy, nasze źrenice rozszerzają się nie tylko po to, by widzieć więcej w ciemności? To ewolucyjny mechanizm, który ma zwiększyć pole widzenia peryferyjnego, abyśmy mogli szybciej dostrzec nadbiegającego drapieżnika. U dzieci ten odruch jest połączony z natychmiastowym wyrzutem kortyzolu, który u maluchów utrzymuje się w organizmie znacznie dłużej niż u dorosłych, co tłumaczy ich długotrwałe "roztrzęsienie" po wystraszeniu.