Gość (37.30.*.*)
Klub 27 to jedna z najbardziej mrocznych i fascynujących legend popkultury. Termin ten odnosi się do grupy niezwykle utalentowanych muzyków i artystów, którzy zmarli w wieku dokładnie 27 lat. Choć lista nazwisk jest długa i obejmuje takie ikony jak Jimi Hendrix, Janis Joplin czy Kurt Cobain, nauka i statystyka rzucają na to zjawisko zupełnie inne światło niż fani teorii spiskowych.
Wszystko zaczęło się na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. W ciągu zaledwie dwóch lat świat stracił cztery wielkie gwiazdy: Briana Jonesa (The Rolling Stones), Jimiego Hendrixa, Janis Joplin oraz Jima Morrisona (The Doors). Wszyscy mieli po 27 lat. To tragiczne zbiegnięcie się dat w czasie zszokowało opinię publiczną i zasiało ziarno legendy o „przeklętym wieku”.
Pojęcie „Klubu 27” na dobre weszło jednak do masowej świadomości dopiero w 1994 roku, po śmierci lidera Nirvany, Kurta Cobaina. Jego matka w jednym z wywiadów miała powiedzieć: „Teraz odszedł i dołączył do tego głupiego klubu”, co media natychmiast podchwyciły. Kolejnym smutnym wzmocnieniem tej legendy była śmierć Amy Winehouse w 2011 roku, która również odeszła w tym samym wieku.
Wiele osób zadaje sobie pytanie: dlaczego akurat 27? Czy artyści faktycznie umierają wtedy częściej? Odpowiedź brzmi: nie. Naukowcy postanowili sprawdzić to zjawisko za pomocą twardych danych.
W 2011 roku „British Medical Journal” opublikował wyniki badań, w których przeanalizowano losy ponad tysiąca muzyków, którzy znaleźli się na szczytach brytyjskich list przebojów między 1956 a 2007 rokiem. Wyniki były jednoznaczne – nie stwierdzono żadnego „skoku” śmiertelności akurat w wieku 27 lat. Okazało się, że muzycy rockowi i popowi ogólnie umierają młodo (często przed 40. rokiem życia) w porównaniu do reszty populacji, ale wiek 27 nie jest pod tym względem rekordowy.
Dlaczego więc wydaje nam się, że to właśnie 27 jest liczbą magiczną? Działa tu psychologiczny mechanizm zwany błędem potwierdzenia. Zauważamy i zapamiętujemy te przypadki, które pasują do naszej tezy (np. śmierć Amy Winehouse), a ignorujemy te, które do niej nie pasują (np. śmierć Sida Viciousa w wieku 21 lat czy Freddiego Mercury’ego w wieku 45 lat). Gdybyśmy stworzyli „Klub 28” lub „Klub 30”, prawdopodobnie znaleźlibyśmy na liście równie wielu wybitnych artystów.
Choć statystyka odczarowuje mit klątwy, nie da się ukryć, że wiek około 27 lat jest dla wielu artystów momentem krytycznym. Dlaczego tak się dzieje?
W astrologii istnieje pojęcie „Powrotu Saturna”, który następuje mniej więcej między 27. a 30. rokiem życia. Jest to czas, w którym planeta Saturn wraca na tę samą pozycję, na której była w momencie narodzin danej osoby. Astrolodzy uważają ten okres za czas wielkich życiowych prób, kryzysów i konieczności dorosnięcia. Choć nie jest to dowód naukowy, wielu fanów ezoteryki upatruje w tym wyjaśnienia, dlaczego to właśnie ten wiek jest tak trudny dla wrażliwych jednostek.
Choć lista obejmuje kilkadziesiąt nazwisk, to „Wielka Szóstka” uformowała fundament tego mitu:
Klub 27 pozostaje smutnym przypomnieniem o cenie, jaką niektórzy artyści płacą za swoją wrażliwość i geniusz. Choć nauka mówi, że to tylko zbieg okoliczności wzmocniony przez media, legenda ta wciąż żyje, przypominając nam o kruchym losie tych, którzy „płonęli zbyt jasnym płomieniem”.