Gość (37.30.*.*)
Historia Polski okresu PRL-u pełna jest dramatycznych wydarzeń, które przez lata były wyciszane przez cenzurę lub przedstawiane w krzywym zwierciadle partyjnej propagandy. Jedną z najbardziej poruszających i kontrowersyjnych historii jest czyn braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków. Ich desperacki akt protestu z 1971 roku wstrząsnął nie tylko Opolem, ale i całą ówczesną władzą, stając się symbolem niezgody na brutalność systemu komunistycznego.
Jerzy i Ryszard Kowalczykowie pochodzili z Podlasia, ale ich dorosłe życie związało się z Opolem. Ryszard, starszy z braci (urodzony w 1937 roku), był pracownikiem naukowym – fizykiem na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu (dzisiejszy Uniwersytet Opolski). Jerzy (urodzony w 1942 roku) pracował jako tokarz i ślusarz, wykazując się niezwykłymi zdolnościami technicznymi.
Przez lata wiedli spokojne życie, nie angażując się otwarcie w działalność opozycyjną. Wszystko zmieniło się jednak po tragicznych wydarzeniach z grudnia 1970 roku na Wybrzeżu, kiedy to wojsko i milicja krwawo stłumiły protesty robotnicze. Widok bezbronnych ludzi ginących od kul władzy ludowej stał się dla braci impulsem do działania, którego nikt się po nich nie spodziewał.
W nocy z 5 na 6 października 1971 roku, tuż przed godziną 1:00, potężna eksplozja wstrząsnęła gmachem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Celem była aula, w której następnego dnia miały odbyć się huczne obchody Dnia Milicjanta i Bezpieki. W uroczystościach mieli brać udział funkcjonariusze odpowiedzialni za pacyfikację robotników na Wybrzeżu.
Bracia Kowalczykowie przygotowali akcję niezwykle precyzyjnie. Jerzy, wykorzystując swoje umiejętności techniczne, skonstruował ładunek wybuchowy, a Ryszard pomógł w obliczeniach i logistyce. Kluczowym aspektem ich planu było to, aby nikt nie zginął. Wybrali godzinę nocną, kiedy budynek był pusty, i upewnili się, że w pobliżu nie ma postronnych osób. Eksplozja zniszczyła aulę, magazyny biblioteczne oraz część archiwów, ale cel humanitarny został osiągnięty – nie było ofiar w ludziach.
Władze PRL potraktowały ten czyn jako akt terroryzmu wymierzony w fundamenty państwa. Po intensywnym śledztwie bracia zostali aresztowani w 1972 roku. Proces przed Sądem Wojewódzkim w Opolu był pokazowy i miał zastraszyć społeczeństwo.
Wyroki, które zapadły we wrześniu 1972 roku, zszokowały opinię publiczną:
Surowość kary dla Jerzego, biorąc pod uwagę brak ofiar śmiertelnych, była bezprecedensowa i uznana za zemstę polityczną. Wywołało to falę protestów w kraju i za granicą. W obronie braci stanęli wybitni intelektualiści, m.in. Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert czy Jan Józef Lipski, podpisując petycje o ułaskawienie. Pod wpływem nacisków społecznych Rada Państwa zamieniła Jerzemu wyrok śmierci na 25 lat więzienia.
Bracia Kowalczykowie nie byli typowymi działaczami politycznymi. Ich czyn był aktem indywidualnego buntu, wyrazem najwyższej bezsilności wobec zła systemu. Warto o nich pamiętać z kilku powodów:
Bracia Kowalczykowie nie odsiedzieli pełnych wyroków dzięki amnestii i naciskom Solidarności. Ryszard opuścił więzienie w 1983 roku, a Jerzy w 1985 roku. Po wyjściu na wolność starali się żyć z dala od blasku fleszy, choć dla wielu mieszkańców Opola i historyków pozostali bohaterami. W 1991 roku prezydent Lech Wałęsa podjął decyzję o zatarciu ich skazań, co było symbolicznym przywróceniem im dobrego imienia w wolnej Polsce. Ryszard Kowalczyk zmarł w 2017 roku, Jerzy wciąż pozostaje osobą chroniącą swoją prywatność.
Dziś przed budynkiem Uniwersytetu Opolskiego znajduje się tablica upamiętniająca ich czyn, a historia braci Kowalczyków jest stałym elementem lekcji o powojennych losach Polski, przypominając o wysokiej cenie, jaką niektórzy płacili za wolność sumienia.