Gość (83.4.*.*)
Kampania Jaguara pod hasłem „Copy Nothing” wywołała w sieci prawdziwą burzę, stając się jednym z najbardziej komentowanych wydarzeń w świecie marketingu ostatnich lat. Aby odpowiedzieć na pytanie, czy jest to „filmobajka”, musimy najpierw doprecyzować, co rozumiemy pod tym pojęciem. W tradycyjnym ujęciu filmobajka to produkcja skierowana do dzieci, niosąca morał i osadzona w fantastycznym świecie. Reklama Jaguara z pewnością nie jest bajką dla dzieci, ale bez wątpienia operuje estetyką, która jest oniryczna, surrealistyczna i całkowicie oderwana od rzeczywistości, jaką znamy z codziennych dróg.
„Copy Nothing” to nie tylko slogan, ale cała filozofia, którą Jaguar postanowił wdrożyć przy okazji swojego radykalnego rebrandingu pod koniec 2024 roku. Hasło to nawiązuje do słów założyciela marki, Sir Williama Lyonsa, który twierdził, że Jaguar powinien być „kopią niczego”.
Sama reklama, która wzbudziła tyle emocji, przypomina bardziej wysokobudżetowy teledysk lub awangardowy film modowy niż klasyczną prezentację samochodu. Widzimy w niej grupę modeli w jaskrawych, niemal futurystycznych strojach, poruszających się w sterylnym, kolorowym i mocno odrealnionym otoczeniu. To właśnie ten „bajkowy” czy też „komiksowy” sznyt sprawił, że wielu odbiorców zaczęło się zastanawiać, co właściwie ogląda.
Jeśli przez słowo „filmobajka” rozumiemy coś, co jest nierealne i wykreowane od podstaw w studiu, to reklama Jaguara idealnie wpisuje się w ten schemat. Oto kilka elementów, które budują ten specyficzny klimat:
Rebranding Jaguara spotkał się z ogromną falą krytyki, szczególnie ze strony tradycyjnych fanów marki. Zarzucano firmie, że porzuciła swoje dziedzictwo – ryczące silniki, luksusową skórę i drapieżny charakter – na rzecz „dziwacznej inkluzywności” i estetyki, która bardziej pasuje do wybiegów w Paryżu niż na autostradę.
Nawet Elon Musk włączył się do dyskusji, pytając ironicznie na platformie X: „Czy wy sprzedajecie samochody?”. To pokazuje, że dla wielu osób reklama ta była zbyt „bajkowa” i abstrakcyjna, by kojarzyć ją z marką motoryzacyjną o tak bogatej historii.
Jaguar świadomie zaryzykował. Marka ogłosiła, że staje się w pełni elektryczna i celuje w zupełnie nową grupę klientów – młodszych, bogatszych i szukających czegoś, co jest manifestem artystycznym, a nie tylko środkiem transportu. W tym kontekście „filmobajka” Jaguara jest narzędziem pozycjonowania marki w segmencie „Exuberant Modernism” (żywiołowego modernizmu).
Warto zauważyć, że w dzisiejszym świecie reklamy granice między gatunkami się zacierają. To, co kiedyś było prostym spotem, dziś staje się krótkometrażowym filmem artystycznym. Jaguar nie chciał stworzyć kolejnej reklamy pokazującej auto pokonujące zakręty w Alpach. Chciał stworzyć coś, o czym wszyscy będą mówić – i to mu się bez wątpienia udało.
Przy okazji tej kampanii zmieniono również kultowe logo. Nowy „Leaper” (skaczący jaguar) stał się bardziej minimalistyczny i geometryczny, co ma współgrać z nową, futurystyczną wizją marki. Co ciekawe, Jaguar zdecydował się na użycie specyficznego kroju pisma, w którym mieszane są małe i wielkie litery, co ma podkreślać nieszablonowość i „niekopiowanie” nikogo.
Podsumowując, choć technicznie reklama „Copy Nothing” nie jest filmobajką w sensie gatunkowym, to jej oniryczny styl, brak realizmu i skupienie na czystej fantazji wizualnej sprawiają, że można ją tak postrzegać w sensie metaforycznym. To wizualny manifest, który ma przenieść markę z warsztatu mechanicznego do galerii sztuki nowoczesnej.