Jakie masz pytanie?

lub

Czy serial „Detektyw w sutannie” produkcji USA był pierwszy?

historia serialu detektyw początki księdza detektywa fenomen ojca dowlinga
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wielu z nas z sentymentem wspomina popołudnia przed telewizorem, gdy śledziliśmy losy sympatycznego księdza Franka Dowlinga i jego rezolutnej pomocnicy, siostry Stephanie. Serial „Detektyw w sutannie” (oryg. Father Dowling Mysteries) stał się w Polsce niezwykle popularny, budując wizerunek duchownego, który zamiast tylko głosić kazania, rozwiązuje zagadki morderstw w Chicago. Jednak, czy produkcja z USA faktycznie była pierwszą, która wpadła na pomysł „księdza detektywa”? Odpowiedź brzmi: nie, choć to właśnie ten serial spopularyzował ten motyw na masową skalę w nowoczesnej telewizji.

Ojciec Brown – prawdziwy pionier gatunku

Zanim świat usłyszał o Franku Dowlingu, istniał Ojciec Brown. Postać ta została stworzona przez brytyjskiego pisarza G.K. Chestertona już w 1910 roku. To właśnie Brown jest archetypem detektywa w koloratce. Chesterton napisał dziesiątki opowiadań, w których skromny, nieco roztrzepany ksiądz wykorzystywał swoją wiedzę o ludzkich grzechach (zdobytą w konfesjonale), by przechytrzyć przestępców.

Jeśli chodzi o produkcje telewizyjne, brytyjski serial „Father Brown” z Kennethem More’em w roli głównej zadebiutował w 1974 roku, czyli aż 13 lat przed pilotowym filmem „Detektywa w sutannie” (który pojawił się w 1987 roku, a regularna emisja serialu ruszyła w 1989). Zatem palmę pierwszeństwa w kategorii „serial o księdzu detektywie” zdecydowanie dzierżą Brytyjczycy.

Skąd wziął się „Detektyw w sutannie”?

Amerykański serial nie powstał w próżni. Był on adaptacją serii powieści autorstwa Ralpha McInerny’ego. Pierwsza książka o przygodach ojca Dowlinga ukazała się w 1977 roku. Choć autor inspirował się tradycją zapoczątkowaną przez Chestertona, nadał swojej postaci typowo amerykański sznyt.

W wersji telewizyjnej Frank Dowling stał się bardziej „akcyjny” niż jego literacki pierwowzór. Serial postawił na dynamikę, humor i relację między księdzem a siostrą Steve, która – co było nowością – świetnie radziła sobie z prowadzeniem samochodu, otwieraniem zamków wytrychem i znała świat przestępczy od podszewki. To właśnie ta chemia między bohaterami sprawiła, że amerykańska produkcja stała się hitem eksportowym.

Dlaczego myślimy, że to on był pierwszy?

To zjawisko wynika głównie z zasięgu popkultury USA. W latach 90. amerykańskie seriale dominowały w ramówkach telewizyjnych na całym świecie, w tym w Polsce. „Detektyw w sutannie” trafił na podatny grunt, oferując bezpieczną, rodzinną rozrywkę z dreszczykiem emocji. Dla wielu widzów w naszym kraju był to pierwszy kontakt z formatem „clerical mystery” (kryminału duchownego), co utrwaliło przekonanie o jego pierwszeństwie.

Warto też zauważyć różnice w podejściu do tematu:

  • Ojciec Brown stawiał na intuicję, psychologię i filozoficzne podejście do zła.
  • Frank Dowling działał bardziej jak klasyczny prywatny detektyw, zbierając dowody i współpracując (często nieoficjalnie) z policją.

Fenomen, który trwa do dziś

Sukces „Detektywa w sutannie” otworzył drzwi dla kolejnych produkcji tego typu. Najsłynniejszym następcą jest włoski „Don Matteo”, który zadebiutował w 2000 roku. To właśnie na jego licencji powstał nasz rodzimy hit – „Ojciec Mateusz”. Choć Sandomierz dzieli od Chicago ocean, schemat pozostał ten sam: przenikliwy duchowny, rower (lub stary samochód) i policja, która zawsze jest o krok za księdzem.

Ciekawostka: Czy wiesz, że...?

Aktor grający ojca Dowlinga, Tom Bosley, był już wcześniej ogromną gwiazdą w USA dzięki roli Howarda Cunninghama w kultowym serialu „Happy Days”. Z kolei Tracy Nelson (siostra Steve) pochodziła z bardzo znanej artystycznej rodziny – jej ojcem był piosenkarz Ricky Nelson. Co ciekawe, w trakcie kręcenia serialu aktorka zmagała się z poważną chorobą nowotworową (chłoniakiem), którą udało jej się pokonać, nie przerywając pracy na planie na dłuższy czas.

Podsumowując, choć „Detektyw w sutannie” nie był chronologicznie pierwszy, to właśnie on zdefiniował nowoczesny sposób pokazywania duchownych-detektywów w telewizji komercyjnej. Bez Franka Dowlinga i jego przygód w Chicago, dzisiejszy krajobraz serialowy – z ojcem Mateuszem na czele – mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

Podziel się z innymi: