Gość (37.30.*.*)
Wrocław to miasto, które kojarzy się z pięknym rynkiem, krasnalami i Odrą, ale przez dekady jego krajobraz definiował również potężny przemysł. Jednym z najważniejszych punktów na mapie gospodarczej stolicy Dolnego Śląska był Hutmen – zakład, który przez ponad sto lat kształtował historię dzielnicy Fabryczna i życie tysięcy wrocławian. Choć dziś produkcja tam już nie tętni, historia tego miejsca to fascynująca opowieść o wzlotach, technologicznej potędze i bolesnym zderzeniu z nowoczesnym rynkiem.
Historia Hutmenu nie zaczęła się po II wojnie światowej, choć to wtedy zyskał on swoją najbardziej znaną nazwę. Korzenie firmy sięgają 1918 roku, kiedy to przy ówczesnej Gräbschener Strasse (dzisiejszej ulicy Grabiszyńskiej) powstało przedsiębiorstwo Metallhüttenwerke Schaefer & Schael. Niemieccy założyciele postawili na przetwórstwo metali nieżelaznych, co okazało się strzałem w dziesiątkę w dynamicznie rozwijającym się Wrocławiu.
W tamtym okresie zakład zajmował się głównie odzyskiwaniem metali z odpadów oraz produkcją stopów łożyskowych i drukarskich. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne firma rosła w siłę, stając się jednym z ważniejszych punktów przemysłowych w regionie. Niestety, oblężenie Festung Breslau w 1945 roku obróciło znaczną część fabryki w ruinę.
Tuż po wojnie, w lipcu 1945 roku, polscy pionierzy przejęli zniszczone hale. Początki były niezwykle trudne – brakowało maszyn, prądu i wykwalifikowanej kadry. Zakład początkowo funkcjonował pod nazwą Odlewnia Metali Nieżelaznych, a jego głównym zadaniem było dostarczanie materiałów niezbędnych do odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych.
Przełom nastąpił w 1970 roku, kiedy to przedsiębiorstwo przyjęło nazwę Hutmen. To właśnie wtedy zakład stał się prawdziwym gigantem. Specjalizował się w produkcji wyrobów z miedzi i jej stopów – rur, prętów, drutów i kształtowników. Produkty z Wrocławia trafiały nie tylko na polskie budowy, ale były eksportowane do kilkudziesięciu krajów na całym świecie. Hutmen stał się synonimem jakości w branży instalacyjnej, a charakterystyczny biurowiec i hale produkcyjne stały się stałym elementem panoramy ulicy Grabiszyńskiej.
W czasach swojej świetności Hutmen nie był tylko fabryką. Zakład posiadał własną przychodnię, dom kultury, a nawet ośrodki wczasowe dla pracowników. Praca „na Hutmenie” była powodem do dumy i często przechodziła z ojca na syna, tworząc wielopokoleniowe dynastie hutników.
Lata 90. były dla wielu polskich zakładów wyrokiem śmierci, ale Hutmen początkowo radził sobie całkiem nieźle. W 1992 roku przedsiębiorstwo przekształcono w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a kilka lat później, w 1997 roku, firma zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.
W 2002 roku kontrolę nad spółką przejął znany inwestor Roman Karkosik poprzez grupę Boryszew. Wydawało się, że prywatny kapitał i restrukturyzacja pozwolą zakładowi na długowieczność. Hutmen inwestował w nowoczesne linie produkcyjne, m.in. do produkcji rur miedzianych cienkościennych, które były hitem eksportowym. Jednak globalny rynek metali stawał się coraz trudniejszy, a konkurencja z Chin i rosnące ceny energii zaczęły odciskać swoje piętno na wynikach finansowych.
Decyzja, która wstrząsnęła Wrocławiem, zapadła pod koniec 2020 roku. Zarząd grupy Boryszew ogłosił postawienie Hutmenu w stan likwidacji. Jako główne przyczyny podano niekorzystną sytuację rynkową, wysokie koszty emisji CO2 oraz konieczność poniesienia ogromnych nakładów na modernizację, które – według właściciela – nie gwarantowały zwrotu.
Mimo protestów załogi i prób ratowania zakładu, produkcja została wygaszona w 2021 roku. Setki osób straciły pracę, a ogromny teren przy ulicy Grabiszyńskiej, liczący około 20 hektarów, stał się jednym z najbardziej pożądanych gruntów inwestycyjnych w mieście.
Obecnie trwają prace nad zagospodarowaniem tego obszaru. Większość starych hal fabrycznych została już wyburzona. Plan zagospodarowania przestrzennego przewiduje w tym miejscu funkcje usługowe i mieszkaniowe. Choć przemysłowy charakter tego miejsca znika na naszych oczach, pamięć o Hutmenie pozostaje żywa w nazwach przystanków komunikacji miejskiej oraz w sercach byłych pracowników.
Hutmen to nie tylko liczby, tony miedzi i metry rur. To kawał historii polskiej metalurgii i ważny rozdział w powojennych dziejach Wrocławia. Zakład ten był jednym z filarów, na których opierała się tożsamość przemysłowa miasta. Dziś, przejeżdżając ulicą Grabiszyńską, warto pamiętać, że przez ponad sto lat to właśnie tutaj biło jedno z najważniejszych przemysłowych serc Dolnego Śląska.
Warto dodać, że choć wrocławski zakład przestał istnieć, marka Hutmen wciąż jest rozpoznawalna w branży budowlanej, a produkty, które opuściły fabrykę przez dekady, wciąż służą w instalacjach tysięcy domów w całej Europie. To trwały ślad, którego nie zatrze nawet rozbiórka budynków.