Gość (37.30.*.*)
Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się nucić melancholijny motyw przewodni z filmu „Ojciec chrzestny” lub poczuć oniryczny klimat włoskiego kina lat 60., to znaczy, że znasz twórczość Nino Roty, nawet jeśli jego nazwisko nie obiło Ci się wcześniej o uszy. Ten włoski kompozytor był kimś więcej niż tylko autorem muzyki filmowej – był muzycznym kameleonem, który potrafił połączyć powagę opery z lekkością cyrkowej melodii, tworząc ścieżki dźwiękowe, które stały się integralną częścią historii kultury.
Nino Rota, urodzony w 1911 roku w Mediolanie, od samego początku był skazany na sukces. Pochodził z muzykalnej rodziny i już jako mały chłopiec wykazywał nieprawdopodobny talent. Wyobraź sobie, że swoją pierwszą oratorię napisał w wieku zaledwie 11 lat, a rok później zadebiutował jako dyrygent. To nie był tylko „zdolny dzieciak” – to był prawdziwy Mozart XX wieku.
Swoje wykształcenie odebrał w prestiżowych konserwatoriach w Mediolanie i Rzymie, a później, dzięki rekomendacji samego Arturo Toscaniniego, wyjechał na stypendium do USA. Tam, w Curtis Institute of Music, szlifował warsztat, co pozwoliło mu później z taką łatwością poruszać się między europejską tradycją a amerykańskim rozmachem.
Nie da się mówić o Nino Rocie, nie wspominając o Federico Fellinim. To była jedna z najbardziej owocnych współprac w historii kina, trwająca niemal trzy dekady. Rota napisał muzykę do prawie wszystkich filmów Felliniego, od „Białego szejka” po „Próbę orkiestry”.
Fellini mawiał, że Rota był „najbardziej uduchowionym współpracownikiem”, jakiego miał. Muzyka Nino idealnie oddawała surrealistyczny, często nostalgiczny i cyrkowy klimat dzieł reżysera. To właśnie dzięki niemu filmy takie jak „La Strada”, „Słodkie życie” czy „8 i pół” zyskały swoją niepowtarzalną, oniryczną atmosferę. Rota potrafił w jednym utworze zawrzeć smutek, radość i groteskę, co stało się znakiem rozpoznawczym włoskiego kina tamtej epoki.
Choć współpraca z Fellinim przyniosła mu uznanie krytyków, to światową sławę i nieśmiertelność zapewnił mu Francis Ford Coppola i „Ojciec chrzestny”. Motyw „The Godfather Waltz” oraz słynna pieśń „Speak Softly, Love” to absolutne ikony popkultury.
Co ciekawe, z Oscarem za ten film wiąże się pewien skandal. Rota został nominowany do nagrody za pierwszą część sagi w 1972 roku, ale nominację wycofano w ostatniej chwili. Dlaczego? Okazało się, że kompozytor wykorzystał fragmenty swojej wcześniejszej muzyki z filmu „Fortunella” z 1958 roku. Akademia uznała, że muzyka nie jest w pełni oryginalna. Sprawiedliwość oddano mu jednak dwa lata później – za ścieżkę dźwiękową do „Ojca chrzestnego II” Nino Rota otrzymał w pełni zasłużoną statuetkę.
Mimo że Nino Rota kojarzony jest głównie z wielkim ekranem, on sam często powtarzał, że czuje się przede wszystkim kompozytorem muzyki klasycznej. Jego dorobek pozafilmowy jest imponujący:
Przez wiele lat (od 1950 do 1978 roku) pełnił funkcję dyrektora konserwatorium w Bari, gdzie wychował pokolenia muzyków. Jego styl klasyczny był, podobnie jak filmowy, melodyjny i przystępny, co w czasach dominacji trudnej muzyki awangardowej nie zawsze podobało się krytykom, ale za to uwielbiali to słuchacze.
Nino Rota słynął z tego, że komponował niezwykle szybko. Często pisał tematy muzyczne na serwetkach w kawiarniach lub w trakcie rozmowy z reżyserem. Miał niesamowitą intuicję – potrafił „usłyszeć” film, zanim jeszcze został on w pełni zmontowany. Jego muzyka nie była tylko tłem; ona dopowiadała to, czego aktorzy nie byli w stanie wyrazić słowami.
Nino Rota zmarł w 1979 roku w Rzymie, zostawiając po sobie setki kompozycji, które do dziś są wykonywane w filharmoniach i kinach na całym świecie. Był artystą, który udowodnił, że muzyka „użytkowa” może być wielką sztuką, a granica między popkulturą a klasyką jest znacznie cieńsza, niż nam się wydaje.