Gość (37.30.*.*)
Body shaming to zjawisko, które w dobie mediów społecznościowych przybrało na sile, choć towarzyszy nam od pokoleń. W najprostszym tłumaczeniu jest to zawstydzanie kogoś z powodu jego wyglądu. Nie chodzi tu jednak tylko o złośliwe komentarze pod zdjęciami celebrytów. To szeroki problem społeczny, który dotyka ludzi w każdym wieku, niezależnie od płci czy statusu materialnego. Body shaming opiera się na przekonaniu, że istnieje jeden, słuszny kanon piękna, a każde odstępstwo od niego zasługuje na krytykę, wyśmianie lub „dobrą radę”.
Zjawisko to nie występuje w próżni i często przeplata się z innymi formami dyskryminacji lub specyficznymi określeniami dotyczącymi konkretnych cech wyglądu. Do najpopularniejszych należą:
Przedmiotem ataku może być dosłownie każdy element ludzkiego ciała. Najczęściej krytyka dotyczy masy ciała (zbyt dużej lub zbyt małej), ale lista jest znacznie dłuższa. Ludzie są zawstydzani z powodu trądziku, blizn, rozstępów, cellulitu, owłosienia na ciele (lub jego braku na głowie), wzrostu, wielkości nosa czy kształtu zębów. Body shaming dotyka także osób z niepełnosprawnościami, których ciała nie funkcjonują w sposób uznawany za „standardowy”. Co ciekawe, przedmiotem krytyki bywa nawet styl ubierania się, jeśli w opinii hejtera „nie pasuje on do danej sylwetki”.
Body shaming ma wiele twarzy – od brutalnego hejtu w internecie, po subtelne uwagi w gronie rodzinnym. Może przybierać formę:
Choć osoby stosujące body shaming często twierdzą, że chcą kogoś „zmotywować do zmiany”, prawdziwe cele są zazwyczaj inne. Często jest to chęć podbudowania własnego ego, rozładowania frustracji lub sprawowania kontroli nad drugą osobą poprzez wpędzanie jej w kompleksy.
Skutki body shamingu są niszczycielskie. Do najpoważniejszych należą:
W opozycji do body shamingu stoi nie tylko ciałopozytywność (Body Positivity), ale również coraz popularniejsza ciałoneutralność. Zakłada ona, że nie musimy kochać każdej części swojego ciała każdego dnia. Zamiast skupiać się na tym, jak ciało wygląda, uczymy się doceniać to, co ono dla nas robi – że pozwala nam chodzić, oddychać, przytulać bliskich i doświadczać świata. To podejście bywa łatwiejsze do zaakceptowania dla osób, które mają trudności z pełną samoakceptacją.
Przekonanie kogoś, że nie warto przejmować się uwagami na temat wyglądu, to proces, który wymaga empatii i cierpliwości. Oto kilka kroków, które mogą w tym pomóc:
Warto uświadomić bliskiej osobie, że słowo „niedoskonałość” jest subiektywne. To, co dla jednego jest wadą, dla innego może być cechą charakterystyczną lub wręcz atutem. Edukacja o tym, jak działają media społecznościowe (filtry, odpowiednie światło, retusz), pomaga zrozumieć, że obrazy, do których się porównujemy, często nie istnieją w rzeczywistości.
Pomóż drugiej osobie odkryć jej mocne strony, które nie mają związku z fizycznością. Chwal jej inteligencję, poczucie humoru, umiejętności czy dobre serce. Gdy fundament poczucia własnej wartości opiera się na charakterze i kompetencjach, złośliwe uwagi o wyglądzie tracą swoją niszczycielską moc.
Naucz bliską osobę, że opinia kogoś innego na jej temat mówi więcej o osobie oceniającej niż o niej samej. Ludzie szczęśliwi i spełnieni nie mają potrzeby ranienia innych. Można zastosować prostą wizualizację: komentarz o wyglądzie to „niechciany prezent”. Jeśli go nie przyjmiesz (nie uwierzysz w niego), nadal należy on do osoby, która chciała go wręczyć.
Zachęć do zrobienia porządków w mediach społecznościowych. Odobserwowanie profili, które budzą poczucie gorszości, a zaobserwowanie kont promujących różnorodność ciał, może znacząco zmienić postrzeganie siebie i innych. Widok prawdziwych, nieidealnych ciał oswaja z myślą, że różnorodność jest normą, a nie błędem.