Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że Twój język ojczysty to nie tylko narzędzie do zamawiania kawy czy pisania e-maili, ale specyficzne okulary, przez które patrzysz na świat. Czy to możliwe, że osoba mówiąca po japońsku widzi tęczę inaczej niż Polak, a ktoś posługujący się językiem rdzennych mieszkańców Australii ma wbudowany w głowie kompas? To właśnie sedno hipotezy Sapira-Whorfa, znanej również jako relatywizm językowy. Przez dekady rozpalała ona wyobraźnię lingwistów, psychologów i filozofów, sugerując, że granice naszego języka są jednocześnie granicami naszego świata.
Zanim przejdziemy do konkretnych przykładów, warto wyjaśnić, że hipoteza Sapira-Whorfa (nazwana od nazwisk Edwarda Sapira i jego ucznia Benjamina Lee Whorfa) występuje w dwóch wersjach. Pierwsza z nich, tzw. silna wersja (determinizm językowy), zakłada, że język w pełni determinuje nasze myślenie. Jeśli w Twoim języku nie ma słowa na określenie „wolności”, to według tej teorii nie byłbyś w stanie pojąć samej koncepcji bycia wolnym. Ta wersja jest dziś przez naukę w dużej mierze odrzucana jako zbyt radykalna.
Druga wersja, słaba (relatywizm językowy), cieszy się znacznie większym uznaniem. Sugeruje ona, że język nie tyle więzi nasze myśli, co subtelnie je ukierunkowuje. Sprawia, że pewne aspekty rzeczywistości stają się dla nas bardziej zauważalne, a inne spychane są na dalszy plan. To trochę jak wydeptana ścieżka w lesie – możesz iść przez krzaki (pomyśleć o czymś, na co nie masz słowa), ale znacznie łatwiej i naturalniej jest podążać wyznaczoną drogą.
Współczesne badania sugerują, że tak, choć nie dzieje się to w sposób magiczny. Nauka nowego języka lub zmiana struktur, którymi się posługujemy, może wpłynąć na nasze procesy poznawcze, takie jak pamięć, kategoryzacja czy percepcja przestrzeni. Kiedy zmieniamy język, zmieniamy zestaw narzędzi, których używa nasz mózg do segregowania informacji napływających z zewnątrz.
Ciekawostką jest fakt, że osoby dwujęzyczne często deklarują, iż czują się nieco innymi ludźmi w zależności od tego, w jakim języku aktualnie mówią. Może to wynikać nie tylko z samej struktury gramatycznej, ale też z bagażu kulturowego przypisanego do danego języka.
Jednym z najsłynniejszych dowodów na poparcie relatywizmu językowego są badania nad postrzeganiem barw. W języku polskim mamy osobne słowa na „niebieski” i „błękitny”, ale w wielu językach (np. w angielskim – blue) oba te odcienie wpadają do jednego worka. Rosjanie z kolei mają dwa zupełnie odrębne słowa na jasny niebieski (gołuboj) i ciemny niebieski (sinij).
Eksperymenty wykazały, że Rosjanie szybciej potrafią rozróżnić te dwa odcienie na testach wizualnych niż osoby anglojęzyczne. Ich mózgi są „wytrenowane” do wyłapywania tej różnicy, ponieważ ich język wymusza na nich ciągłe dokonywanie tego rozróżnienia. To pokazuje, że język może dosłownie przyspieszać pewne procesy w naszym mózgu.
Czy most może być piękny i delikatny, czy raczej potężny i wytrzymały? Odpowiedź może zależeć od tego, czy w Twoim języku słowo „most” jest rodzaju żeńskiego czy męskiego. W języku niemieckim die Brücke jest rodzaju żeńskiego. Badania pokazały, że Niemcy częściej opisują mosty używając przymiotników takich jak „elegancki”, „lekki” czy „piękny”.
Z kolei w języku hiszpańskim el puente jest rodzaju męskiego. Hiszpanie w tych samych testach opisywali mosty jako „silne”, „niebezpieczne” czy „wytrzymałe”. Choć badani wiedzieli, że most to przedmiot nieożywiony, gramatyka narzuciła im pewien filtr skojarzeniowy, który wpłynął na ich estetyczną ocenę rzeczywistości.
Najbardziej fascynującym przykładem wpływu języka na myślenie jest społeczność rdzennych mieszkańców Australii – Guugu Yimithirr. W ich języku nie istnieją słowa odpowiadające naszym „lewo”, „prawo”, „przód” czy „tył”. Zamiast tego używają oni wyłącznie kierunków kardynalnych: północ, południe, wschód i zachód.
Osoba posługująca się tym językiem nie powie: „masz mrówkę na lewej nodze”, lecz „masz mrówkę na południowo-zachodniej nodze”. Efekt? Ludzie ci mają niesamowitą, niemal nadludzką orientację w terenie. Muszą w każdej sekundzie życia wiedzieć, gdzie jest północ, aby móc w ogóle się porozumiewać. Ich język wymusił na ich mózgach wykształcenie stałej uważności przestrzennej, której my, polegając na własnym ciele jako punkcie odniesienia, zazwyczaj nie posiadamy.
Nawet tak abstrakcyjne pojęcie jak czas jest kształtowane przez mowę. My, Europejczycy, zazwyczaj myślimy o czasie jako o linii poziomej – przeszłość jest za nami (lub po lewej stronie na wykresie), a przyszłość przed nami (lub po prawej). Jednak osoby mówiące po mandaryńsku często używają metafor pionowych. Przyszłość jest „na dole”, a przeszłość „na górze”.
Badania wykazały, że wpływa to na sposób, w jaki te osoby fizycznie reagują na bodźce związane z czasem. Podczas gdy my szybciej reagujemy na chronologiczne układanie obrazków od lewej do prawej, osoby posługujące się chińskim wykazują większą sprawność, gdy układ jest pionowy. To dowód na to, że język buduje w naszej głowie mentalne mapy, według których porządkujemy całe nasze doświadczenie życiowe.