Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym ewolucja potoczyła się zupełnie innym torem, a nasze organizmy działają według zasad, które dziś uznalibyśmy za scenariusz filmu science-fiction. Zmiany w biologii człowieka, takie jak specyficzne alergie, zdolność trawienia polimerów czy wielokolorowa krew o zróżnicowanej temperaturze, całkowicie przedefiniowałyby naszą cywilizację, dietę, modę, a nawet medycynę. Jak wyglądałaby codzienność w takim świecie?
Gdyby ludzkość była z natury uczulona na len i bawełnę, historia przemysłu tekstylnego wyglądałaby zupełnie inaczej. Bawełna, która od wieków jest fundamentem globalnego handlu i najpopularniejszym włóknem na świecie, byłaby dla nas substancją toksyczną. Kontakt z ulubioną koszulką mógłby kończyć się silną pokrzywką lub wstrząsem anafilaktycznym.
W takim scenariuszu ludzkość musiałaby postawić na alternatywy. Zamiast bawełnianych plantacji, krajobraz zdominowałyby uprawy konopi siewnych, pokrzyw oraz hodowle zwierząt futerkowych i owiec. Jedwab stałby się towarem powszechnym, a nie luksusowym. Co ciekawe, rozwój włókien syntetycznych, takich jak poliester czy nylon, nastąpiłby prawdopodobnie znacznie szybciej, by zaspokoić potrzeby rosnącej populacji, która nie może nosić naturalnych, "uczulających" tkanin. Moda byłaby oparta na skórze, wełnie i nowoczesnych polimerach, a klasyczny jeans nigdy by nie powstał.
Zdolność trawienia naturalnego kauczuku (lateksu pozyskiwanego z soku drzewa Hevea brasiliensis) zmieniłaby nasze podejście do rolnictwa i gospodarki. Kauczuk naturalny to polimer, który w naszym świecie jest wykorzystywany głównie w przemyśle oponiarskim i medycznym. Gdybyśmy mogli go trawić, stałby się on cennym źródłem węglowodanów lub energii.
Lasy deszczowe Amazonii czy Azji Południowo-Wschodniej stałyby się gigantycznymi "spichlerzami". Zamiast wycinać drzewa pod uprawę soi, chronilibyśmy je jako źródło pożywienia. Można sobie wyobrazić, że gumowe żelki czy nawet niektóre elementy wyposażenia domu byłyby jadalne. Co więcej, w sytuacjach kryzysowych, takich jak klęski głodu, dostęp do naturalnego lateksu mógłby ratować życie.
W naszym świecie naturalny lateks zawiera białka, które u wielu osób wywołują silne alergie. W Twoim hipotetycznym scenariuszu musielibyśmy posiadać specyficzne enzymy (podobne do tych, które mają niektóre bakterie lub owady), zdolne do rozrywania wiązań izoprenowych. Dzięki temu guma stałaby się dla nas wysokokalorycznym "superfoodem".
Najbardziej fascynująca zmiana dotyczy jednak samej krwi. Standardowo ludzka krew jest czerwona dzięki hemoglobinie zawierającej żelazo. W Twoim scenariuszu pojawia się jednak domieszka krwinek o innych barwach i właściwościach termicznych.
Niebieskie krwinki (7,5% populacji erytrocytów): Zawierają żelazo, ale mają temperaturę 35°C. W normalnych warunkach żelazo w hemoglobinie daje kolor czerwony. Niebieski kolor przy obecności żelaza sugerowałby specyficzny stan utlenienia lub nietypowe wiązanie chemiczne (podobne do błękitu pruskiego). Niższa temperatura tych krwinek (o ponad 1,5 stopnia niższa od średniej ciała) sugeruje, że pełniłyby one rolę "chłodziwa" dla organizmu, chroniąc nas przed przegrzaniem podczas wysiłku.
Kremowe krwinki (1,5% populacji leukocytów): Składające się z fosforu i cząsteczki chloru, o temperaturze 38°C. To prawdziwa rewolucja biologiczna. Leukocyty odpowiadają za odporność. Wyższa temperatura (stan podgorączkowy) tych konkretnych komórek sugeruje, że są one "stale aktywne" i gotowe do walki z patogenami. Chlor i fosfor to pierwiastki silnie reaktywne – takie krwinki mogłyby dosłownie "spalać" bakterie i wirusy za pomocą mikro-wybuchów chemicznych lub silnych utleniaczy.
Taka różnorodność komórkowa sprawiłaby, że ludzki organizm stałby się niezwykle odporny, ale i skomplikowany pod względem termoregulacji.
Świat z taką biologią byłby miejscem, gdzie zamiast bawełnianych t-shirtów nosimy jedwabne tuniki, zagryzamy naturalną gumą, a nasze ciała są precyzyjnie nastrojonymi maszynami termicznymi, zdolnymi do przetrwania w ekstremalnych warunkach dzięki chemicznej potędze fosforu i chloru. To wizja ludzkości, która jest znacznie silniej związana z chemią nieorganiczną niż my dzisiaj.