Gość (83.4.*.*)
Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych to zawsze temat budzący ogromne emocje, ale sytuacja wokół Joe Bidena, jego wieku oraz relacji z Kamalą Harris stała się jednym z najgorętszych punktów dyskusji politycznej ostatnich lat. Krytyka, która spadła na Bidena, nie była jednowymiarowa – łączyła w sobie obawy o jego zdolność do sprawowania urzędu, kwestie dotrzymywania obietnic wyborczych oraz strategiczne planowanie przyszłości Partii Demokratycznej.
Jednym z głównych powodów, dla których Joe Biden spotkał się z krytyką po ogłoszeniu decyzji o ubieganiu się o reelekcję, była jego własna retoryka z kampanii w 2020 roku. Wówczas Biden wielokrotnie określał siebie mianem "kandydata przejściowego" (ang. bridge candidate). Wielu wyborców i komentatorów zrozumiało to jako niepisaną obietnicę, że Biden pokona Donalda Trumpa, uspokoi nastroje w kraju, a po jednej kadencji przekaże pałeczkę młodszym liderom – w tym właśnie Kamali Harris.
Kiedy jednak Biden ogłosił, że zamierza ubiegać się o drugą kadencję, część elektoratu poczuła się zawiedziona. Krytycy argumentowali, że zamiast budować wspomniany pomost, prezydent "zablokował" naturalną wymianę pokoleniową w partii, co uniemożliwiło innym kandydatom, w tym pierwszej kobiecie wiceprezydent, na zbudowanie własnej, silnej tożsamości politycznej przed kolejnym starciem wyborczym.
Nie da się ukryć, że wiek Joe Bidena był najczęściej podnoszonym argumentem przez jego przeciwników, a z czasem także przez zaniepokojonych sojuszników. Biden stał się najstarszym urzędującym prezydentem w historii USA. Każda wpadka słowna, potknięcie czy moment zawahania były szeroko komentowane w mediach społecznościowych i tradycyjnych.
Krytyka dotyczyła nie tylko samego faktu bycia seniorem, ale przede wszystkim obaw o to, czy Biden będzie w stanie sprostać rygorom kampanii wyborczej i kolejnych czterech lat w Białym Domu. W kontekście Kamali Harris pojawiały się głosy, że Biden, trzymając się władzy, naraża partię na ryzyko porażki z Donaldem Trumpem, ponieważ jego słabnące notowania w sondażach ciągnęły w dół całe ugrupowanie.
Relacja między Bidenem a Harris była poddawana analizie pod kątem tego, jak prezydentura Bidena wpływała na szanse Harris na zostanie pierwszą kobietą-prezydentem. W amerykańskim systemie politycznym wiceprezydent często znajduje się w cieniu lidera, a jego sukcesy są przypisywane administracji jako całości, podczas gdy porażki mogą uderzać w niego bezpośrednio.
Krytycy twierdzili, że:
Wielu obserwatorów uważało, że gdyby Biden ogłosił rezygnację z ubiegania się o reelekcję znacznie wcześniej, Partia Demokratyczna mogłaby przeprowadzić otwarte prawybory. Pozwoliłoby to Harris (lub innemu kandydatowi) na zdobycie mandatu bezpośrednio od wyborców, a nie tylko poprzez namaszczenie przez ustępującego prezydenta.
W historii USA bardzo rzadko zdarza się, aby urzędujący prezydent dobrowolnie rezygnował z walki o drugą kadencję, jeśli pozwala mu na to prawo. Ostatnim takim przypadkiem przed Bidenem (choć w innych okolicznościach) był Lyndon B. Johnson w 1968 roku, który wycofał się z wyścigu w obliczu ogromnych protestów przeciwko wojnie w Wietnamie i spadającego poparcia.
Krytyka Bidena wynikała również z czystego pragmatyzmu wyborczego. Sondaże przez długi czas wskazywały, że duża część Amerykanów – w tym sami Demokraci – nie chciała ponownego starcia Biden-Trump. Upór prezydenta przy kandydowaniu był postrzegany jako ignorowanie sygnałów płynących od społeczeństwa.
Z perspektywy zwolenników Kamali Harris, Biden "trzymał stery" zbyt długo, co postawiło ją w sytuacji ekstremalnie trudnej. Zamiast wejść do walki jako liderka nowej fali, musiała w ekspresowym tempie przejąć strukturę kampanii Bidena i zmierzyć się z bagażem niezadowolenia społecznego związanego z inflacją czy polityką zagraniczną urzędującej administracji.
Ostatecznie Joe Biden wycofał się z wyścigu, przekazując poparcie swojej wiceprezydent, co było wydarzeniem bez precedensu w nowoczesnej historii amerykańskich wyborów. Choć gest ten miał na celu zjednoczenie partii, debata nad tym, czy nie stało się to zbyt późno, by Harris mogła skutecznie powalczyć o historyczne zwycięstwo, pozostała żywa aż do samego dnia wyborów.