Gość (188.146.*.*)
Większość z nas przyjmuje za oczywistość, że magiczna granica 18 lat czyni nas dorosłymi. To właśnie wtedy zyskujemy prawo do głosowania, możemy legalnie kupić alkohol czy brać kredyty. Jednak w świecie nauki, psychologii i neurobiologii coraz głośniej wybrzmiewają głosy, że osiemnastka to jedynie umowna data, która ma niewiele wspólnego z faktyczną dojrzałością człowieka. Eksperci postulujący podniesienie wieku pełnoletności najczęściej wskazują na dwie kluczowe granice: 21 oraz 25 lat.
Głównym argumentem naukowców opowiadających się za przesunięciem granicy dorosłości aż do 25. roku życia jest rozwój ludzkiego mózgu. Z punktu widzenia biologii, proces dojrzewania centralnego układu nerwowego nie kończy się wraz z odebraniem dowodu osobistego.
Najważniejszą strukturą, która bierze udział w tym procesie, jest kora przedczołowa. To swoiste „centrum dowodzenia” odpowiedzialne za:
Badania neuroobrazowe (takie jak fMRI) jednoznacznie pokazują, że kora przedczołowa przechodzi intensywne zmiany strukturalne i funkcjonalne aż do połowy trzeciej dekady życia. U osób w wieku 18-20 lat układ limbiczny (odpowiedzialny za emocje i odczuwanie nagrody) jest już w pełni rozwinięty, ale nie jest jeszcze w pełni „okiełznany” przez korę przedczołową. To dlatego młodzi dorośli częściej podejmują ryzykowne zachowania, ulegają presji rówieśników i mają trudności z długofalowym planowaniem.
Psychologowie, na czele z Jeffreyem Arnettem, wprowadzili termin emerging adulthood, czyli okres między 18. a 29. rokiem życia. Eksperci ci argumentują, że współczesne zmiany społeczne i ekonomiczne sprawiły, iż tradycyjne wyznaczniki dorosłości – takie jak stabilizacja zawodowa, małżeństwo czy posiadanie dzieci – przesunęły się w czasie.
Specjaliści popierający podniesienie wieku pełnoletności (lub przynajmniej wydłużenie okresu ochronnego) twierdzą, że 18-latkowie są dziś w zupełnie innym miejscu niż ich rówieśnicy kilkadziesiąt lat temu. Wydłużona edukacja i późniejsze usamodzielnienie sprawiają, że psychiczna gotowość do pełnej odpowiedzialności prawnej pojawia się później. Propozycja granicy 21 lat jest tu często traktowana jako kompromis między biologią a wymogami społecznymi.
Silnym argumentem w debacie nad podniesieniem wieku pełnoletności jest kwestia zdrowia publicznego. Eksperci od uzależnień wskazują, że młody mózg jest znacznie bardziej podatny na neurotoksyczne działanie substancji psychoaktywnych, takich jak alkohol, nikotyna czy marihuana.
Podniesienie granicy wieku (np. do 21 lat, co funkcjonuje w USA w przypadku alkoholu) ma na celu:
W wielu krajach historycznie wiek pełnoletności wynosił właśnie 21 lat. Zmiany na 18 lat dokonano w wielu miejscach (m.in. w USA czy Wielkiej Brytanii) dopiero w latach 70. XX wieku. Głównym impulsem była... wojna. Argumentowano wówczas, że skoro 18-latkowie są wysyłani na front i mogą ginąć za ojczyznę, to powinni mieć również prawo do głosowania i decydowania o sobie w świetle prawa.
W dziedzinie prawa karnego specjaliści również dyskutują nad statusem „młodocianego dorosłego”. Niektórzy prawnicy i socjologowie sugerują, że system sprawiedliwości powinien traktować osoby do 21. lub nawet 24. roku życia w sposób szczególny. Argumentują, że skoro nauka potwierdza niepełną zdolność do kontroli impulsów w tym wieku, surowe kary więzienia mogą być mniej skuteczne niż programy resocjalizacyjne skupione na edukacji i wsparciu psychologicznym.
Nie chodzi tutaj o zwalnianie z odpowiedzialności, ale o uznanie, że proces kształtowania się osobowości i sumienia wciąż trwa, a młody człowiek ma większy potencjał do zmiany niż ukształtowany recydywista.
Podsumowując, propozycje podniesienia wieku pełnoletności do 21 lub 25 lat opierają się na trzech filarach:
Choć wizja podniesienia wieku pełnoletności budzi wiele kontrowersji – głównie ze względu na ograniczenie wolności obywatelskiej – debata ta pokazuje, jak bardzo nasze prawo bywa oderwane od współczesnej wiedzy o człowieku.