Gość (37.30.*.*)
Wizja Unii Europejskiej, w której wchodzą w życie tak radykalne zmiany proekologiczne i fiskalne, przypomina scenariusz wielkiej transformacji cywilizacyjnej. Gdyby te wszystkie postulaty zostały wprowadzone jednocześnie, dotknęłyby one niemal każdego aspektu naszego życia – od sposobu, w jaki ogrzewamy domy, przez metody przemieszczania się, aż po stan naszych portfeli. Taka kumulacja przepisów wywołałaby lawinę skutków gospodarczych, społecznych i środowiskowych, które warto przeanalizować punkt po punkcie.
Wprowadzenie obowiązkowych certyfikatów energetycznych dla każdego budynku w UE stałoby się potężnym narzędziem kontroli i nacisku. Każdy dom i mieszkanie otrzymałoby „etykietę” określającą jego efektywność, co bezpośrednio wpłynęłoby na ceny nieruchomości. Budynki o niskiej klasie energetycznej drastycznie straciłyby na wartości, stając się niemal niesprzedawalnymi bez kosztownej termomodernizacji.
Jednoczesny zakaz używania wszelkich pieców na paliwa stałe (węgiel, drewno, pellet) wymusiłby masową wymianę źródeł ciepła na pompy ciepła lub systemy ciepłownicze. Z jednej strony przyniosłoby to gigantyczną poprawę jakości powietrza i niemal całkowitą likwidację smogu w miastach. Z drugiej strony, dla milionów gospodarstw domowych oznaczałoby to ogromne wydatki inwestycyjne. Bez potężnych programów osłonowych mogłoby dojść do zjawiska tzw. ubóstwa energetycznego, gdzie koszty modernizacji i późniejszej eksploatacji systemów elektrycznych przerosłyby możliwości finansowe wielu rodzin.
Zakaz poruszania się samochodami spalinowymi to jeden z najbardziej kontrowersyjnych punktów takiej wizji. Przejście wyłącznie na elektromobilność wymagałoby gigantycznej rozbudowy sieci ładowania, szczególnie na osiedlach z wielkiej płyty i w mniejszych miejscowościach. Skutkiem byłoby ograniczenie mobilności osób mniej zamożnych, których nie stać na nowe auta elektryczne, oraz potencjalne przeciążenie sieci elektroenergetycznych.
Jeszcze większym wstrząsem byłby zakaz pasażerskich lotów krajowych i wewnątrzkontynentalnych. Europa musiałaby postawić na kolej dużych prędkości. Podróż z Warszawy do Madrytu czy Lizbony, która dziś trwa kilka godzin, stałaby się wielodniową wyprawą pociągiem. Branża turystyczna w krajach południowych (Grecja, Hiszpania, Włochy) przeżyłaby potężny kryzys, a model biznesowy tanich linii lotniczych przestałby istnieć. Zyskałoby na tym środowisko – emisje z lotnictwa są jednymi z najtrudniejszych do zredukowania – ale kosztem swobody przemieszczania się i integracji europejskiej.
Podwojenie podatku od śladu węglowego uderzyłoby rykoszetem w ceny niemal wszystkich produktów i usług. Transport towarów, produkcja żywności, materiały budowlane – wszystko stałoby się znacznie droższe, co mogłoby napędzić długotrwałą inflację. Firmy zostałyby zmuszone do natychmiastowej dekarbonizacji, co dla wielu oznaczałoby upadłość, a dla innych – konieczność przeniesienia produkcji poza granice Unii Europejskiej (tzw. ucieczka emisji).
Wprowadzenie 5,5-procentowego podatku od nadmiarowych zarobków i przychodów to mechanizm redystrybucji kapitału, który miałby sfinansować opisaną wyżej transformację. Skutki takiego rozwiązania są trudne do jednoznacznego przewidzenia, ale historycznie wysokie opodatkowanie przychodów często prowadzi do:
Z perspektywy ekologicznej, tak radykalne kroki doprowadziłyby do drastycznego spadku emisji gazów cieplarnianych w Europie. Unia stałaby się liderem zielonej technologii, a czystość powietrza i wód uległaby znacznej poprawie. Jednakże, bez analogicznych działań ze strony Chin, USA czy Indii, globalny wpływ na klimat mógłby być ograniczony, podczas gdy gospodarka europejska straciłaby na konkurencyjności.
Warto wiedzieć, że Francja już teraz wprowadziła zakaz lotów krajowych na trasach, które można pokonać pociągiem w mniej niż 2,5 godziny. Jest to jednak rozwiązanie punktowe, a nie obejmujące cały kontynent. Wprowadzenie takiego zakazu w całej UE wymagałoby budowy tysięcy kilometrów nowych torów dla pociągów typu TGV czy ICE, co samo w sobie generowałoby ogromny ślad węglowy podczas budowy.
Gdyby te zmiany weszły w życie, Europa zmieniłaby się nie do poznania. Z jednej strony mielibyśmy kontynent o niezwykle czystym powietrzu, zdominowany przez ciszę samochodów elektrycznych i nowoczesną kolej. Z drugiej strony, społeczeństwo musiałoby się zmierzyć z ogromnym wzrostem kosztów życia, ograniczeniem wolności osobistej w zakresie podróżowania oraz ryzykiem recesji gospodarczej wywołanej nagłym obciążeniem podatkowym.
Realizacja takiego planu wymagałaby nie tylko zgody politycznej wszystkich państw członkowskich, co obecnie wydaje się niemożliwe, ale przede wszystkim gigantycznej zgody społecznej na drastyczną zmianę stylu życia. Bez szerokiego poparcia, tak radykalne reformy mogłyby doprowadzić do głębokich niepokojów społecznych i politycznej destabilizacji regionu.