Gość (37.30.*.*)
Temat dyskryminacji pozytywnej, czyli działań mających na celu wyrównywanie szans, od lat budzi ogromne emocje. Nic w tym dziwnego – dotyka on naszych fundamentalnych przekonań na temat sprawiedliwości, ciężkiej pracy i nagradzania za wyniki. Gdy słyszysz argument, że dodatkowe punkty dla konkretnych grup to „dyskryminacja w białych rękawiczkach”, warto podejść do rozmowy z zestawem merytorycznych argumentów, które pozwolą spojrzeć na problem z szerszej perspektywy.
Kluczem do zrozumienia sensu programów wyrównywania szans jest rozróżnienie dwóch pojęć: równości (equality) i sprawiedliwości/słuszności (equity). To najczęstszy punkt zapalny w dyskusjach.
Równość oznacza, że każdy dostaje dokładnie to samo – te same narzędzia, tyle samo czasu i takie same zasady. Brzmi uczciwie? Na pierwszy rzut oka tak. Problem pojawia się wtedy, gdy startujący nie mają tej samej linii startu. Wyobraź sobie wyścig, w którym jeden biegacz ma profesjonalne kolce i tartanową bieżnię, a drugi biegnie boso po piachu. Jeśli obu damy po szklance wody na mecie (równość), nie naprawimy faktu, że jeden z nich miał od początku pod górkę.
Sprawiedliwość polega na dostosowaniu wsparcia tak, aby każdy miał realną szansę na osiągnięcie sukcesu. Dodatkowe punkty w programach kompetencyjnych nie mają na celu „ukarania” silniejszych, ale zniwelowanie barier strukturalnych, których nie widać na pierwszy rzut oka.
Osoby krytykujące dyskryminację pozytywną często odwołują się do idei meritokracji – przekonania, że o sukcesie powinny decydować wyłącznie umiejętności i wysiłek. To piękna wizja, ale w rzeczywistości rzadko kiedy jest w pełni realizowana.
Warto zwrócić uwagę rozmówcy na to, że nasze kompetencje nie biorą się z próżni. Składają się na nie:
Przyznanie dodatkowych punktów to próba „wycenienia” tego dodatkowego wysiłku, który osoba z grupy defaworyzowanej musiała włożyć, by znaleźć się w tym samym miejscu, co osoba z grupy uprzywilejowanej.
Jeśli argumenty etyczne nie trafiają do Twojego rozmówcy, warto przejść na grunt pragmatyczny. Badania (m.in. firmy McKinsey czy Harvard Business Review) jednoznacznie pokazują, że zespoły zróżnicowane pod względem płci, pochodzenia czy doświadczeń życiowych są bardziej innowacyjne i efektywne.
Wprowadzanie osób z różnych środowisk do programów podnoszących kompetencje sprawia, że:
W socjologii i HR istnieje pojęcie „dziurawego rurociągu” (leaky pipeline). Opisuje ono zjawisko, w którym osoby z grup mniejszościowych lub kobiety znikają z drogi awansu na kolejnych szczeblach kariery, mimo że na początku mają takie same wyniki jak mężczyźni. Programy wyrównywania szans mają za zadanie „załatać” te dziury, zanim potencjał tych osób zostanie bezpowrotnie stracony dla gospodarki.
To najtrudniejszy moment dyskusji. Możesz spróbować użyć następującej argumentacji:
Zamiast atakować rozmówcę, spróbuj zadawać pytania, które zmuszą go do refleksji. Na przykład:
Pamiętaj, że celem takiej rozmowy rzadko jest natychmiastowa zmiana czyichś poglądów o 180 stopni. Sukcesem będzie już samo zasiać ziarno niepewności co do tego, czy świat rzeczywiście jest tak czysto meritokratyczny, jak nam się wydaje. Wyrównywanie szans to nie walka z „lepszymi”, to walka o to, by system nie marnował talentów tylko dlatego, że ktoś urodził się w niewłaściwym kodzie pocztowym lub z niewłaściwym zestawem cech.