Gość (37.30.*.*)
Wchodzenie na rynek pracy tuż po szkole to dla wielu młodych ludzi prawdziwy chrzest bojowy. Z jednej strony mamy ambitne oczekiwania finansowe, a z drugiej pracodawców, którzy liczą każdą złotówkę i obawiają się kosztów przyuczenia nowicjusza. W tym kontekście coraz częściej pojawia się propozycja systemowego rozwiązania: połączenia niższej płacy minimalnej dla osób wchodzących na rynek z finansową premią za ukończenie szkoły średniej. Eksperci i przedsiębiorcy widzą w tym szansę na rozwiązanie dwóch problemów naraz – wysokiego bezrobocia wśród młodych oraz zjawiska przedwczesnego kończenia edukacji.
Z perspektywy pracodawcy zatrudnienie osoby bez żadnego doświadczenia to inwestycja obarczona sporym ryzykiem. Przez pierwsze miesiące taki pracownik zazwyczaj generuje więcej kosztów (szkolenia, błędy, czas poświęcony przez starszych stażem kolegów) niż realnego zysku. Gdy płaca minimalna gwałtownie rośnie, firmy – zwłaszcza te mniejsze – zaczynają kalkulować: czy opłaca się brać kogoś do nauki, czy lepiej zapłacić nieco więcej osobie z doświadczeniem, która od pierwszego dnia będzie samodzielna?
Specjaliści rynku pracy zauważają, że jednolita płaca minimalna dla wszystkich, niezależnie od stażu, może paradoksalnie wypychać młodych do szarej strefy lub na bezrobocie. Propozycja wprowadzenia tzw. „płacy stażowej” lub „uczniowskiej” zakłada, że przez pierwszy rok pracy młody człowiek mógłby zarabiać np. 80-90% pełnej stawki minimalnej. To miałoby zachęcić firmy do otwierania drzwi przed osobami bez CV.
Aby niższa płaca na start nie stała się formą wyzysku, eksperci ds. ubezpieczeń społecznych oraz ekonomiści proponują mechanizm wyrównawczy. Kluczowym elementem jest tutaj premia za ukończenie szkoły średniej (matury lub dyplomu zawodowego). Idea jest prosta: państwo lub specjalny fundusz celowy wypłacałby jednorazowy lub rozłożony w czasie dodatek dla tych, którzy nie porzucili nauki.
Taki mechanizm pełniłby dwie funkcje:
Przedsiębiorcy w większości popierają rozwiązania, które uelastyczniają koszty pracy na etapie wdrożenia. Wskazują, że niższa stawka wejściowa pozwala im na stworzenie większej liczby miejsc pracy dla absolwentów. Często podkreślają jednak, że system ten musi być przejrzysty i wolny od nadmiernej biurokracji.
Ważnym argumentem podnoszonym przez organizacje zrzeszające firmy jest fakt, że młody pracownik z wykształceniem średnim lub zawodowym jest dla nich cenniejszy niż osoba, która przerwała naukę. Posiada ona bowiem pewne podstawowe kompetencje społeczne i techniczne, które skracają proces adaptacji w firmie. Premia za ukończenie szkoły byłaby więc potwierdzeniem „jakości” kandydata.
Specjaliści zajmujący się systemem emerytalnym i rentowym patrzą na ten problem długofalowo. Ich zdaniem kluczowe jest, aby niższa płaca minimalna nie oznaczała niższych składek, które w przyszłości przełożą się na głodowe emerytury. Proponują oni, aby państwo – w ramach wspierania edukacji – mogło np. dopłacać brakującą część składek ZUS za młodych pracowników objętych tym programem.
Dzięki temu młody człowiek:
Obecnie w Polsce funkcjonują już pewne ułatwienia, jak choćby „Zerowy PIT dla młodych” do 26. roku życia, który realnie zwiększa kwotę „na rękę”. Jednak dyskusja o zróżnicowaniu płacy minimalnej w zależności od stażu wciąż powraca w debatach ekonomicznych.
Głównym wyzwaniem pozostaje kwestia sprawiedliwości społecznej – przeciwnicy obawiają się, że stworzy to grupę „pracowników drugiej kategorii”. Dlatego właśnie połączenie niższej stawki z premią za wykształcenie wydaje się być złotym środkiem, który godzi interesy firm, budżetu państwa i samych młodych ludzi wchodzących w dorosłość.
W wielu krajach Europy Zachodniej, np. w Holandii czy Wielkiej Brytanii, system zróżnicowanej płacy minimalnej ze względu na wiek funkcjonuje od lat. Tam stawki rosną wraz z wiekiem i doświadczeniem pracownika, co ma na celu właśnie aktywizację zawodową młodzieży i zapobieganie ich wykluczeniu z rynku pracy na starcie kariery.