Gość (37.30.*.*)
Koncepcja "równego startu" to jeden z najbardziej fascynujących i jednocześnie kontrowersyjnych tematów we współczesnej ekonomii politycznej. Idea, według której każdy młody człowiek powinien otrzymać od państwa pewien kapitał początkowy sfinansowany z podatku od spadków, ma na celu zniwelowanie nierówności wynikających z urodzenia, a nie z talentu czy pracy. Jednak diabeł tkwi w szczegółach: kto miałby trzymać rękę na pulsie i decydować o tym, gdzie popłyną te ogromne środki?
W teoretycznych modelach sprawiedliwego podziału kapitału, takich jak te proponowane przez Thomasa Piketty’ego czy Tony’ego Atkinsona, rzadko zakłada się, że jedna osoba lub urzędnik podejmuje arbitralne decyzje. Zamiast tego rozważa się trzy główne mechanizmy:
Jeśli odeszlibyśmy od modelu "każdemu po równo" na rzecz wspierania innowacji, kryteria musiałyby być niezwykle precyzyjne, aby uniknąć korupcji i marnotrawstwa. Podstawą mogłyby być:
To tutaj pojawia się największe wyzwanie. Rozwój technologii takich jak fuzja jądrowa, eksploracja kosmosu czy zaawansowana sztuczna inteligencja wymaga miliardów dolarów skoncentrowanych w jednym ręku. Krytycy podatku od spadków argumentują, że rozdrobnienie wielkich fortun uniemożliwi finansowanie takich przedsięwzięć przez prywatnych wizjonerów (jak Elon Musk czy Jeff Bezos).
Jednak zwolennicy redystrybucji odpowiadają: wielkie innowacje historycznie rzadko były dziełem wyłącznie prywatnego kapitału. Internet, GPS, a nawet podstawy technologii mRNA powstały dzięki ogromnym nakładom publicznym (granty rządowe, badania uniwersyteckie). W systemie "równego startu" to państwo, dysponując funduszami z podatku od spadków, mogłoby pełnić rolę głównego inwestora ryzyka (Venture Capitalist), ale z tą różnicą, że zyski z tych innowacji wracałyby do społeczeństwa, a nie do wąskiej grupy spadkobierców.
Idea kapitału początkowego dla każdego nie jest nowa. Już w 1797 roku Thomas Paine, jeden z ojców założycieli USA, w swoim manifeście "Agrarian Justice" proponował utworzenie narodowego funduszu. Każdy obywatel po ukończeniu 21 lat miał otrzymywać sumę 15 funtów szterlingów (wówczas była to spora kwota) jako rekompensatę za to, że ziemia, która pierwotnie była wspólna, stała się własnością prywatną.
Głównym ryzykiem pozostaje efektywność. Historia pokazuje, że centralne planowanie rzadko wygrywa z wolnym rynkiem w kwestii innowacyjności. Dlatego nowoczesne koncepcje równego startu starają się łączyć oba światy:
W takim układzie o rozdziale kapitału decydowałby miks algorytmów (przy wypłatach powszechnych), demokratycznie wybranych komitetów eksperckich (przy wielkich projektach) oraz samego rynku, na który obywatele wprowadzaliby swoje nowe, sfinansowane z "kapitału startowego" pomysły.
Warto jednak pamiętać, że obecnie nie istnieje na świecie państwo, które w pełni wdrożyło taki model w skali makro. Większość krajów stosuje jedynie umiarkowane podatki od spadków, które zasilają ogólny budżet, a nie bezpośrednie fundusze kapitału początkowego dla młodych. Bezpośrednia weryfikacja skuteczności takiego systemu w nowoczesnej, globalnej gospodarce pozostaje więc w sferze symulacji i teorii ekonomicznych.