Gość (37.30.*.*)
Stwierdzenie, że „każdy ma swoją cenę”, od dekad budzi kontrowersje, pojawiając się zarówno w kinowych thrillerach, jak i w kuluarach wielkiego biznesu czy polityki. Choć brzmi to cynicznie, w psychologii społecznej i kryminalistyce analizuje się mechanizmy, które sprawiają, że ludzie decydują się porzucić swoje zasady. Warto jednak zrozumieć, że „cena” rzadko jest wyłącznie kwotą na czeku. To skomplikowana wypadkowa potrzeb, lęków, ambicji i okoliczności, które osoby o nieuczciwych zamiarach potrafią bezbłędnie zidentyfikować.
Osoby szukające dojścia do kogoś, kogo chcą skorumpować lub nagiąć do swoich celów, rzadko zaczynają od bezpośredniej propozycji finansowej. Proces ten przypomina raczej skrupulatne badanie rynku. Pierwszym krokiem jest obserwacja i identyfikacja tzw. deficytów. Każdy z nas czegoś potrzebuje – dla jednego będzie to gotówka na spłatę długów, dla innego uznanie, poczucie władzy, a dla jeszcze innego bezpieczeństwo bliskich.
Manipulatorzy szukają punktów zapalnych, takich jak:
Istnieje sporo prawdy w teorii, że po przekroczeniu pewnego progu, kolejne granice padają znacznie łatwiej. W psychologii zjawisko to wiąże się z mechanizmem zaangażowania i konsekwencji oraz redukcją dysonansu poznawczego. Jeśli raz zgodzimy się na małe ustępstwo (np. przyjęcie drobnego upominku w zamian za drobną przysługę), nasz mózg zaczyna szukać usprawiedliwienia dla tego zachowania.
Gdy „cena” zostanie zapłacona i zaakceptowana, następuje proces racjonalizacji: „Skoro już to zrobiłem, to nie jestem taką złą osobą, po prostu sytuacja tego wymagała”. Każdy kolejny krok wydaje się mniejszy niż ten pierwszy, przełomowy. Co ciekawe, im wyższa stawka na początku, tym silniejszy może być szok moralny, ale po jego przełamaniu opór często znika niemal całkowicie. Osoba, która raz „sprzedała” swoje wartości za wysoką kwotę, często czuje, że nie ma już powrotu do dawnej integralności, co czyni ją podatną na dalszą eksploatację.
W psychologii znana jest technika „stopy w drzwiach” (foot-in-the-door). Polega ona na tym, że spełnienie małej prośby drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo, że dana osoba zgodzi się później na znacznie większą i trudniejszą propozycję. W kontekście korupcyjnym często zaczyna się od niewinnej kawy czy obiadu, co buduje relację i osłabia czujność.
Obrona przed nieuczciwymi zamiarami nie polega na byciu nieprzekupnym „z natury”, ale na budowaniu systemów wartości i nawyków, które czynią nas „zbyt drogimi” lub nieopłacalnymi dla manipulatora.
Twierdzenie, że każdy ma swoją cenę, jest w dużej mierze generalizacją, której nie da się jednoznacznie zweryfikować w sposób naukowy dla każdego człowieka na planecie. Historia zna przypadki osób, które w obliczu tortur, śmierci własnej lub bliskich, nie zdradziły swoich ideałów. Dla takich jednostek „cena” po prostu nie istnieje w kategoriach materialnych czy doczesnych.
Z drugiej strony, badania nad posłuszeństwem (jak słynny eksperyment Milgrama) pokazują, że w odpowiednich warunkach i pod wpływem autorytetu lub presji, zaskakująco duży odsetek ludzi jest w stanie postąpić wbrew swojemu sumieniu. Można więc wysnuć wniosek, że choć nie każdego da się „kupić” pieniędzmi, to niemal każdego można poddać takiej presji sytuacyjnej, w której jego granice zostaną wystawione na ekstremalną próbę. Skuteczność obrony zależy więc nie tylko od charakteru, ale i od siły nacisku, jakiej zostaniemy poddani.