Gość (37.30.*.*)
Fundacja rodzinna to w polskim systemie prawnym stosunkowo nowa instytucja, która zrewolucjonizowała myślenie o sukcesji i zarządzaniu majątkiem. Choć ustawa daje fundatorowi ogromne pole do popisu, nie oznacza to, że statut może być "wolną amerykanką". Istnieją ramy prawne, których przekroczyć nie można, a kwestie podatkowe – zwłaszcza dla osób spoza najbliższej rodziny – potrafią ostudzić entuzjazm, jeśli nie zostaną wcześniej dobrze przeliczone.
Fundator jest swego rodzaju architektem fundacji. To on decyduje, komu, ile i na jakich zasadach będą wypłacane środki, a także kto przejmie stery w organizacji po jego śmierci. Ustawa o fundacji rodzinnej celowo została skonstruowana tak, by dawać dużą elastyczność, ale nakłada też konkretne ograniczenia.
Po pierwsze, statut musi zawierać elementy obowiązkowe, wskazane w art. 26 ustawy. Należą do nich m.in. nazwa, siedziba, cel fundacji, zasady powoływania organów oraz czas trwania fundacji (jeśli jest określony). Fundator nie może pominąć tych kwestii, bo bez nich fundacja po prostu nie zostanie zarejestrowana.
Po drugie, fundacja rodzinna nie może prowadzić dowolnej działalności gospodarczej. Ustawa ściśle określa zakres dozwolonej aktywności (np. najem nieruchomości, przystępowanie do spółek handlowych, obrót papierami wartościowymi). Jeśli fundator wpisze do statutu działalność wykraczającą poza ten katalog (np. produkcję mebli czy handel detaliczny), fundacja narazi się na sankcyjną stawkę podatku CIT w wysokości 25%.
Po trzecie, istnieją ograniczenia wynikające z ogólnych zasad prawa cywilnego. Statut nie może być sprzeczny z ustawą, zasadami współżycia społecznego ani naturą fundacji rodzinnej. Nie można np. zapisać w statucie, że beneficjenci mają obowiązek popełniania czynów zabronionych, aby otrzymać wypłatę. Fundator musi też pamiętać o przepisach dotyczących zachowku, które – choć w przypadku fundacji rodzinnej zostały zmodyfikowane – nadal stanowią istotny bezpiecznik dla spadkobierców ustawowych.
Pytanie o "70% kwoty" dotyka skomplikowanego mechanizmu opodatkowania fundacji rodzinnej. Aby zrozumieć, skąd bierze się ta liczba, musimy rozdzielić dwa rodzaje podatków, które pojawiają się w momencie wypłaty świadczenia.
W przypadku beneficjentów z tzw. grupy zero (małżonek, zstępni, wstępni, pasierbowie, rodzeństwo, ojczym i macocha fundatora), opodatkowanie jest bardzo korzystne. Fundacja płaci 15% CIT od przekazanego świadczenia, a beneficjent jest zwolniony z podatku PIT.
Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy beneficjentem jest osoba spoza tej grupy (np. dalszy krewny, przyjaciel lub partner życiowy niebędący w związku małżeńskim). Wtedy dochodzi do tzw. podwójnego opodatkowania:
Przykład obliczeniowy:
Załóżmy, że fundacja chce przeznaczyć na świadczenie dla osoby obcej kwotę 100 000 zł (brutto z perspektywy fundacji).
Warto zauważyć, że mechanizm ten sprawia, iż fundacja rodzinna dla osób niespokrewnionych jest opodatkowana podobnie jak dywidenda w spółce z o.o. (gdzie mamy 9% lub 19% CIT oraz 19% PIT), choć sumaryczna stawka 30% jest często postrzegana jako bardzo wysoka cena za bezpieczeństwo i trwałość majątku.
Mało osób wie, że fundacja rodzinna jest zwolniona z podatku dochodowego tak długo, jak długo majątek w niej "pracuje". Oznacza to, że jeśli fundacja sprzeda akcje z zyskiem lub otrzyma dywidendę ze spółki zależnej, nie płaci od tego ani grosza podatku w momencie transakcji. Podatek 15% CIT pojawia się dopiero wtedy, gdy pieniądze opuszczają fundację i trafiają do rąk beneficjentów. To sprawia, że fundacja jest genialnym narzędziem do reinwestowania kapitału i budowania efektu kuli śnieżnej.
Choć fundator ma ogromną swobodę w określaniu, kto i kiedy dostanie pieniądze, musi liczyć się z tym, że fiskus jest mniej łaskawy dla osób spoza najbliższego kręgu rodzinnego. Planując sukcesję dla partnerów nieformalnych lub dalszych współpracowników, należy uwzględnić ten 30-procentowy "ubytek" już na etapie tworzenia statutu, aby uniknąć rozczarowań przy pierwszej wypłacie.