Gość (37.30.*.*)
Gitara siedmiostrunowa to dla wielu muzyków naturalny krok w rozwoju, choć dla osób przyzwyczajonych do klasycznego układu sześciu strun, może wydawać się na początku onieśmielająca. Przejście na "siódemkę" nie jest jednak tak trudne, jak mogłoby się wydawać, a korzyści płynące z posiadania tego jednego, dodatkowego dźwięku pod palcami, potrafią całkowicie odmienić podejście do komponowania i gry.
Najbardziej oczywistą odpowiedzią jest rozszerzony zakres niskich tonów. Standardowo siódma struna jest strojona do dźwięku B (H), co oznacza, że mamy do dyspozycji o kwartę niższe dźwięki niż w tradycyjnej gitarze, bez konieczności przestrajania całego instrumentu w dół. Co to oznacza w praktyce?
W świecie metalu i rocka progresywnego gitara siedmiostrunowa to standard. Pozwala ona na uzyskanie miażdżącego, niskiego brzmienia przy zachowaniu pełnej funkcjonalności standardowego stroju na pozostałych sześciu strunach. Możesz grać techniczne solówki w wysokich rejestrach, a ułamek sekundy później uderzyć w potężny, niski akord, który wypełni całe pasmo.
Choć siódemki kojarzą się głównie z ciężką muzyką, ich historia sięga znacznie dalej. Muzycy jazzowi, tacy jak George Van Eps czy Bucky Pizzarelli, używali dodatkowej struny do prowadzenia linii basu podczas jednoczesnego grania akordów i melodii. Dodatkowa struna pozwala na budowanie bogatszych voicingów akordów, które na zwykłej gitarze byłyby fizycznie niemożliwe do zagrania.
Jeśli grasz w zespole, który często zmienia tonacje, siódemka jest zbawieniem. Nie musisz mieć kilku gitar nastrojonych do Drop D, Drop C czy B Standard. Większość utworów napisanych na niższe stroje możesz zagrać na siedmiostrunówce, zachowując standardowe interwały między strunami, co oszczędza czas i miejsce w pokrowcu.
Krótka odpowiedź brzmi: to zależy od Twojego nastawienia, ale zazwyczaj proces adaptacji trwa od kilku dni do kilku tygodni. Istnieje jednak kilka aspektów, na które musisz się przygotować.
To pierwsza rzecz, którą poczujesz po wzięciu instrumentu do ręki. Gryf w gitarze siedmiostrunowej jest szerszy, co wymaga od dłoni nieco innej pracy. Jeśli masz małe dłonie, początkowo możesz odczuwać dyskomfort przy łapaniu pełnych akordów barowych. Warto wtedy zwrócić uwagę na profil gryfu (np. cieńsze profile typu "Wizard" od Ibaneza) oraz na technikę kciuka, który powinien znajdować się niżej na plecach gryfu.
Dla mózgu przyzwyczajonego do tego, że najgrubsza struna to E, pojawienie się dodatkowej struny powyżej może być mylące. Na początku będziesz odruchowo traktować strunę B jako E, co doprowadzi do grania wszystkiego o kwartę za nisko. Kluczem do sukcesu jest tutaj ćwiczenie skal i akordów od nowa, traktując siódmą strunę jako integralną część instrumentu, a nie tylko "dodatek do riffów".
Więcej strun to więcej źródeł hałasu. Przy graniu na dużym przesterze dodatkowa, gruba struna ma tendencję do wzbudzania się pod wpływem wibracji innych strun. Będziesz musiał dopracować technikę tłumienia prawą ręką (palm muting) oraz lewą ręką, aby utrzymać czystość brzmienia.
Jeśli zdecydujesz się na zakup, nie rzucaj się od razu na najtrudniejsze utwory. Zacznij od prostych ćwiczeń, które pomogą Ci "pobyć" z nowym instrumentem:
Choć dzisiaj kojarzymy ją z Kornem czy Meshuggah, pierwszą masowo produkowaną gitarą siedmiostrunową był model Ibanez Universe, stworzony przy współpracy ze Steve'em Vaiem w 1990 roku. Vai chciał instrumentu, który pozwoliłby mu na większą swobodę wirtuozerską. Co ciekawe, metalowcy odkryli ten instrument nieco później, wykorzystując go w zupełnie inny sposób, niż planował to sam mistrz techniki.
Przesiadka na gitarę siedmiostrunową to świetna przygoda, która odświeża spojrzenie na instrument. Nawet jeśli ostatecznie wrócisz do sześciu strun, doświadczenie z "siódemką" poprawi Twoją precyzję i zrozumienie gryfu. To nie jest trudniejszy instrument – to po prostu instrument o większych możliwościach.