Gość (37.30.*.*)
Przejście z klasycznej gitary sześciostrunowej na instrument o ośmiu lub dziewięciu strunach to dla wielu gitarzystów skok na głęboką wodę. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że to „po prostu więcej tego samego”, w rzeczywistości zmienia się niemal wszystko: od techniki lewej ręki, przez sposób tłumienia strun, aż po samo myślenie o harmonii. Czy jest to trudne? To zależy od Twojej cierpliwości, ale z pewnością jest to wyzwanie, które otwiera zupełnie nowe horyzonty brzmieniowe.
Pierwszą rzeczą, którą poczujesz po wzięciu do ręki „ósemki” lub „dziewiątki”, jest szerokość gryfu. To już nie jest ten smukły kawałek drewna, do którego przyzwyczaił Cię Stratocaster czy Les Paul. Gryf w gitarze ośmiostrunowej przypomina raczej deskę do wiosłowania. Wymusza to zupełnie inne ułożenie kciuka – zazwyczaj musi on znajdować się niżej, na środku tyłu gryfu, aby palce mogły swobodnie dosięgnąć najgrubszych strun.
Kolejną kwestią jest skala, czyli długość czynna strun. Aby najniższe struny (zazwyczaj F# i B w ósemce) nie brzmiały jak gumki recepturki, gitary te mają dłuższą menzurę (często 27, 28, a nawet 30 cali w przypadku dziewięciostrunówek). Oznacza to, że progi są od siebie dalej oddalone, co przy graniu akordów w niskich pozycjach może wymagać sporego rozciągnięcia dłoni. Rozwiązaniem bywają gitary typu multiscale (z wachlarzowym układem progów), które pomagają zachować odpowiedni naciąg, ale wymagają czasu na przyzwyczajenie wzroku i dłoni do „krzywych” progów.
Choć gitary o rozszerzonym zakresie kojarzą się głównie z nowoczesnym metalem i djentem, mają one sporo do zaoferowania w gatunkach takich jak pop czy blues.
W muzyce pop dodatkowe struny pozwalają na tworzenie bardzo bogatych, „fortepianowych” brzmień. Możesz grać niskie, głębokie dźwięki basowe, jednocześnie wykonując skomplikowane partie akordowe w wyższych rejestrach. To świetne rozwiązanie dla artystów solowych lub duetów, gdzie gitara musi wypełnić całe pasmo dźwiękowe. W nowoczesnej produkcji popowej, gdzie często szuka się nietypowych tekstur, dół z gitary ośmiostrunowej może brzmieć bardziej organicznie niż syntezator.
W bluesie dodatkowe struny otwierają drogę do stylu zwanego „walking bass”. Możesz grać linię basu kciukiem na najniższych strunach, podczas gdy pozostałe palce grają akordy i zagrywki solowe. To technika spopularyzowana m.in. przez Charliego Huntera, który na specjalnie skonstruowanych instrumentach gra jednocześnie rolę basisty i gitarzysty. Pozwala to na uzyskanie niesamowitej głębi i sprawia, że klasyczny blues nabiera niemal jazzowego sznytu.
To jedno z najczęstszych pytań i odpowiedź brzmi: zazwyczaj nie. Choć gitara ośmiostrunowa schodzi w rejestry zajmowane przez bas (najniższa struna F# w ósemce jest tylko o pół tonu wyższa niż najniższy dźwięk standardowego basu pięciostrunowego), to charakterystyka brzmienia jest zupełnie inna.
Gitary dziewięciostrunowe to już prawdziwe bestie. Najniższa struna jest zazwyczaj strojona do C# lub C (oktawę niżej niż standardowy bas!). Przy tak niskich częstotliwościach ludzkie ucho zaczyna mieć problem z precyzyjnym rozróżnianiem wysokości dźwięku, a sama struna musi być niezwykle gruba, co sprawia, że instrument staje się bardzo trudny w opanowaniu. Dla większości muzyków popowych i bluesowych 7 lub 8 strun to złoty środek, który daje nowe możliwości bez konieczności walki z fizyką instrumentu.
Jeśli decydujesz się na taki krok, nie próbuj od razu przenosić wszystkich swoich zagrywek z 6 strun. Zacznij od traktowania dodatkowych strun jako „dodatku” do akordów. Naucz się nowych układów skal, pamiętając, że Twoja orientacja na gryfie może zostać zaburzona przez dodatkowy rząd dźwięków.
Największą trudnością nie jest samo granie, ale tłumienie niechcianych dźwięków. Przy ośmiu strunach masz znacznie większą powierzchnię, która może niekontrolowanie wpadać w wibracje. Opanowanie techniki tłumienia prawą dłonią (palm muting) oraz lewą ręką staje się kluczowe, aby Twoja gra w popie czy bluesie nie zamieniła się w chaotyczny szum.