Gość (37.30.*.*)
Wprowadzenie tak radykalnego programu transformacji rolniczej i energetycznej w Unii Europejskiej oraz Norwegii byłoby operacją na niespotykaną dotąd skalę. Pomysł wymiany inwentarza żywego na nasiona roślin strączkowych i sadzonki drzew, finansowany z szerokiego wachlarza podatków konsumpcyjnych, uderzyłby bezpośrednio w niemal każdy aspekt życia obywateli — od portfela, przez dietę, aż po strukturę krajobrazu wiejskiego. Choć propozycja brzmi jak scenariusz głębokiej reformy ekologicznej, jej skutki byłyby wielowymiarowe i niezwykle złożone.
Zaproponowane podatki miałyby natychmiastowy wpływ na koszty utrzymania. Choć 0,01 euro za litr benzyny wydaje się kwotą symboliczną, pozostałe daniny są znacznie bardziej odczuwalne. Podatek w wysokości 0,05 euro za 1 kWh energii elektrycznej to potężny wzrost — przy średnich cenach prądu w UE oscylujących wokół 0,25–0,30 euro, oznaczałoby to podwyżkę o blisko 15-20%. Dla przeciętnej rodziny zużywającej 3000 kWh rocznie, sam ten podatek wyniósłby 150 euro rocznie.
Jeszcze silniej odczulibyśmy opłaty za gaz ziemny (0,35 euro za m³) oraz wodę i ścieki (0,1 euro za m³). W przypadku ogrzewania gazowego, roczne rachunki mogłyby wzrosnąć o kilkaset euro. Taka struktura finansowania uderzyłaby najmocniej w osoby najuboższe oraz w przemysł energochłonny, co prawdopodobnie doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu inflacji i cen wszystkich produktów, nie tylko żywności.
Wymiana jednej krowy na 150 kg nasion roślin strączkowych (np. fasoli, grochu, soczewicy) oraz 20 sadzonek drzew owocowych to próba siłowego przestawienia gospodarki z produkcji zwierzęcej na roślinną. W Unii Europejskiej żyje około 75 milionów krów. Gdyby program odniósł pełny sukces, z rynku zniknęłaby ogromna część produktów mlecznych i wołowiny.
Skutki dla rolnictwa byłyby drastyczne:
Jednym z najbardziej fascynujących aspektów tej propozycji jest dystrybucja sadzonek drzew owocowych. Przy założeniu wymiany 75 milionów krów, do zasadzenia byłoby aż 1,5 miliarda drzew. To gigantyczna operacja logistyczna.
Zalety takiego rozwiązania to przede wszystkim zwiększenie bioróżnorodności i retencji wody. Drzewa owocowe stanowią doskonałe źródło pożytku dla pszczół i innych zapylaczy. Jednak pojawia się pytanie o przestrzeń — 1,5 miliarda drzew wymaga ogromnych połaci ziemi. Jeśli zostałyby posadzone w monokulturach, byłyby podatne na szkodniki. Jeśli jednak powstałyby z nich nowoczesne systemy rolno-leśne (agroforestry), mogłoby to znacząco poprawić odporność europejskiego rolnictwa na zmiany klimatu.
Rośliny strączkowe, takie jak bób czy soczewica, mają unikalną zdolność współpracy z bakteriami brodawkowymi, dzięki czemu „pobierają” azot bezpośrednio z powietrza. Dzięki temu wymagają znacznie mniej nawozów sztucznych niż inne uprawy, co dodatkowo redukuje emisję gazów cieplarnianych w procesie produkcji rolnej.
Wprowadzenie takiego programu napotkałoby bariery, których nie sposób pominąć:
Z punktu widzenia ekologii, redukcja pogłowia bydła o znaczną liczbę sztuk drastycznie obniżyłaby emisję metanu — gazu cieplarnianego, który jest wielokrotnie silniejszy niż dwutlenek węgla w krótkiej perspektywie czasowej. Dodatkowo, 1,5 miliarda nowych drzew stałoby się potężnym „magazynem” węgla (carbon sink).
Należy jednak pamiętać, że gospodarka nie znosi próżni. Jeśli popyt na mięso i nabiał w Europie pozostałby na tym samym poziomie, brakująca produkcja zostałaby przeniesiona poza granice UE (np. do Ameryki Południowej). Mogłoby to doprowadzić do paradoksu: Europa stałaby się „zielona”, ale globalne emisje wzrosłyby z powodu wycinania lasów deszczowych pod nowe pastwiska w Brazylii i transportu towarów do Europy.
Realizacja takiego scenariusza wymagałaby całkowitej przebudowy unijnej Wspólnej Polityki Rolnej (WPR). Obecnie system dopłat w dużej mierze wspiera hodowców. Przekierowanie tych środków oraz funduszy z nowych podatków energetycznych na taką skalę wywołałoby ogromne protesty społeczne i polityczne.
Choć wizja Europy jako wielkiego ogrodu owocowego z dietą opartą na roślinach strączkowych jest spójna z niektórymi założeniami Zielonego Ładu, to skala proponowanych podatków (szczególnie na prąd i gaz) oraz tempo zmian mogłyby doprowadzić do destabilizacji gospodarczej. Transformacja w tym kierunku jest możliwa, ale prawdopodobnie musiałaby odbywać się etapami, rozłożonymi na dekady, a nie w formie jednorazowej akcji wymiany.