Gość (37.30.*.*)
Warzywa od lat królują na szczycie piramidy zdrowego żywienia i słusznie – są skarbnicą witamin, minerałów oraz błonnika. W świecie, w którym większość z nas walczy o to, by zjeść choćby zalecane pięć porcji dziennie, pytanie o to, czy można przesadzić z ich ilością, wydaje się niemal abstrakcyjne. Jednak, jak mówi stara mądrość, co za dużo, to niezdrowo. Choć niezwykle trudno jest „przedawkować” warzywa w taki sposób, by zagrażało to życiu, ich nadmierna konsumpcja może prowadzić do szeregu uciążliwych dolegliwości.
Błonnik to jeden z największych atutów warzyw. Pomaga w trawieniu, syci na długo i dba o nasze jelita. Problem pojawia się wtedy, gdy dostarczymy go organizmowi w ilościach hurtowych, do których nie jest przyzwyczajony. Nagłe przejście na dietę opartą niemal wyłącznie na surowych warzywach często kończy się wzdęciami, gazami i bólami brzucha.
Jeśli jemy bardzo dużo błonnika, a zapominamy o odpowiednim nawodnieniu, efekt może być odwrotny do zamierzonego – zamiast regularnych wizyt w toalecie, pojawiają się zaparcia. W skrajnych przypadkach nadmiar nierozpuszczalnego błonnika może prowadzić do podrażnienia jelit, co u osób z wrażliwym układem pokarmowym bywa bardzo bolesne.
To nie jest mit – nadmiar niektórych warzyw może dosłownie zmienić nasz wygląd. Mowa o karotenemii, czyli stanie, w którym skóra przybiera żółtawo-pomarańczowy odcień. Dzieje się tak, gdy spożywamy ogromne ilości produktów bogatych w beta-karoten, takich jak marchew, dynia czy bataty.
Nadmiar barwnika odkłada się w warstwie rogowej naskórka, co jest najlepiej widoczne na dłoniach i podeszwach stóp. Choć wygląda to niepokojąco, dobra wiadomość jest taka, że karotenemia jest nieszkodliwa i mija samoistnie po ograniczeniu spożycia tych warzyw. Warto jednak wiedzieć, że organizm nie jest w stanie przedawkować witaminy A z samej marchewki (przetwarza tylko tyle beta-karotenu, ile potrzebuje), więc nie grozi nam toksyczność tej witaminy.
Warzywa takie jak brokuły, kalafior, jarmuż czy brukselka to prawdziwe superfood, ale zawierają one również substancje zwane goitrogenami. Są to związki, które mogą utrudniać tarczycy przyswajanie jodu. U zdrowych osób, które mają zrównoważoną dietę, nie stanowi to problemu. Jednak jedzenie tych warzyw w ogromnych ilościach, zwłaszcza na surowo, może być ryzykowne dla osób z niedoczynnością tarczycy lub niedoborem jodu.
Ciekawostką jest fakt, że obróbka termiczna (gotowanie, pieczenie) znacznie redukuje zawartość goitrogenów. Jeśli więc kochasz brokuły, ale martwisz się o tarczycę, po prostu wrzuć je na kilka minut do wrzątku lub na parę.
Niektóre warzywa, zwłaszcza szpinak, szczaw, botwinka czy buraki, są bogate w szczawiany. Są to związki, które w organizmie mogą wiązać się z wapniem, tworząc nierozpuszczalne kryształy szczawianu wapnia. To właśnie one są najczęstszym budulcem kamieni nerkowych.
Osoby z predyspozycjami do problemów z nerkami powinny zachować umiar w spożywaniu tych konkretnych warzyw. Co ciekawe, dodanie do posiłku produktu bogatego w wapń (np. jogurtu do chłodnika z botwinki) pomaga związać szczawiany jeszcze w układzie pokarmowym, co zapobiega ich przedostawaniu się do nerek.
Paradoksalnie, jedząc zbyt dużo warzyw, możemy doprowadzić do niedoborów innych składników. Nadmiar błonnika oraz fitynianów (obecnych m.in. w strączkach) może ograniczać wchłanianie ważnych minerałów, takich jak cynk, żelazo, magnez czy wapń. Organizm po prostu „przepycha” jedzenie przez układ pokarmowy tak szybko, że nie nadąża z wyłapywaniem cennych substancji.
Złota zasada brzmi: różnorodność i umiar. Zamiast opierać dietę na jednym rodzaju warzywa, warto mieszać kolory i gatunki. Oto kilka wskazówek, jak cieszyć się zdrowiem bez skutków ubocznych:
Podsumowując, choć warzywa są fundamentem zdrowia, ich ekstremalne ilości mogą obciążyć układ pokarmowy lub wpłynąć na gospodarkę mineralną. Dla większości z nas problemem jest jednak ich niedobór, więc zanim zaczniesz ograniczać marchewkę ze strachu przed pomarańczową skórą, upewnij się, że w ogóle jesz jej wystarczająco dużo.