Gość (37.30.*.*)
Wyciskarki wolnoobrotowe od lat królują w naszych kuchniach jako symbol zdrowego stylu życia. Obietnica "płynnego zdrowia" w szklance jest niezwykle kusząca – w końcu dostarczamy organizmowi skoncentrowaną dawkę witamin i minerałów w kilka sekund. Jednak w ostatnim czasie dietetycy i specjaliści od żywienia coraz częściej podchodzą do domowych soków z dużą rezerwą, a czasem wręcz je odradzają. Choć może się to wydawać paradoksalne, krytyka ta opiera się na twardych faktach dotyczących fizjologii naszego organizmu i sposobu, w jaki przetwarzamy cukry.
Największym zarzutem wobec soków, nawet tych wyciskanych metodą "cold press", jest niemal całkowite pozbawienie ich błonnika nierozpuszczalnego. Wyciskarka wolnoobrotowa precyzyjnie oddziela klarowny płyn od miąższu i skórek. To właśnie w tych "odpadach" znajduje się to, co w owocach i warzywach najcenniejsze dla naszego układu pokarmowego.
Błonnik pełni funkcję naturalnego hamulca. Spowalnia on proces trawienia i sprawia, że cukry zawarte w owocach (fruktoza) wchłaniają się do krwiobiegu stopniowo. Kiedy pijemy sok pozbawiony błonnika, serwujemy swojemu organizmowi nagły wyrzut glukozy i insuliny. Dla trzustki jest to ogromny wysiłek, który przy regularnym powtarzaniu może prowadzić do insulinooporności, a w dłuższej perspektywie nawet do cukrzycy typu 2.
Kolejnym powodem krytyki jest fakt, że soki są niezwykle gęste kalorycznie, a przy tym nie dają uczucia sytości. Zastanów się, czy byłbyś w stanie zjeść cztery duże jabłka, dwa pomarańcze i pół kilograma marchwi na jednym posiedzeniu? Prawdopodobnie poczułbyś się bardzo pełny już w połowie. Tymczasem szklankę soku zrobioną z takiej ilości produktów wypijasz w minutę, często jako dodatek do posiłku.
Problem polega na tym, że mózg nie rejestruje płynnych kalorii w taki sam sposób jak stałego pokarmu. Mechanizmy sytości nie zostają uruchomione, przez co dostarczamy sobie potężną dawkę cukru owocowego, nie rezygnując z kolejnych posiłków. Nadmiar fruktozy, która jest metabolizowana głównie w wątrobie, przy braku aktywności fizycznej szybko zamienia się w tkankę tłuszczową, co sprzyja niealkoholowemu stłuszczeniu wątroby.
Marketing wyciskarek wolnoobrotowych opiera się na twierdzeniu, że niskie obroty zapobiegają utlenianiu i przegrzewaniu soku, co pozwala zachować więcej enzymów i witamin niż w tradycyjnych sokowirówkach. To prawda – sok z wyciskarki jest jakościowo lepszy niż ten z urządzenia wysokoobrotowego. Jednak krytycy zauważają, że ta "wyższość" jest często przeceniana.
Nawet najwolniejsza wyciskarka nie zatrzyma procesu utleniania, który zaczyna się w momencie przerwania struktury komórkowej rośliny. Witaminy, zwłaszcza witamina C, są bardzo wrażliwe na kontakt ze światłem i powietrzem. Dlatego sok, który stoi w lodówce choćby godzinę, traci znaczną część swoich prozdrowotnych właściwości. Wiele osób przygotowuje soki "na zapas", co z punktu widzenia wartości odżywczych mija się z celem.
Stomatolodzy również dołączają do grona sceptyków. Soki owocowe, zwłaszcza te z cytrusów czy jabłek, mają wysoki poziom kwasowości i zawierają dużo cukrów prostych. Taka kombinacja to idealne środowisko dla bakterii próchnicotwórczych oraz prosta droga do erozji szkliwa. Pijąc sok powoli, małymi łykami, fundujemy swoim zębom długotrwałą "kąpiel kwasową". Eksperci radzą, by po wypiciu soku przepłukać usta wodą, ale nigdy nie myć zębów od razu – zmiękczone kwasem szkliwo jest wtedy najbardziej podatne na uszkodzenia mechaniczne szczoteczką.
Krytyka domowych soków nie oznacza, że musisz wyrzucić wyciskarkę na śmietnik. Kluczem jest zmiana podejścia do tego, co do niej wrzucasz. Oto kilka zasad, które sprawią, że sok stanie się faktycznym wsparciem dla organizmu:
Czy wiesz, że pulpa z marchewki i jabłka, która zostaje po wyciskaniu soku, to idealna baza do ciasta marchewkowego? Dzięki temu nie marnujesz cennego błonnika i ograniczasz marnowanie żywności (zero waste). Wiele osób wykorzystuje też pulpę warzywną jako zagęstnik do zup kremów lub bazę do domowych bulionów warzywnych.
Podsumowując, soki z wyciskarki wolnoobrotowej są krytykowane głównie wtedy, gdy zastępują całe owoce i stają się bombami fruktozowymi. Jeśli jednak traktujesz je jako okazjonalny dodatek, oparty głównie na warzywach, mogą być cennym uzupełnieniem diety. Wszystko sprowadza się do umiaru i świadomości, że natura stworzyła owoce w całości nie bez powodu.