Gość (37.30.*.*)
Oglądając „Doskonały świat” w reżyserii Clinta Eastwooda, wielu z nas łapie się na tym samym uczuciu: chcemy, aby ucieczka Butcha Haynesa zakończyła się sukcesem. To dziwne, biorąc pod uwagę, że Butch to zbiegły więzień, który uprowadził małego chłopca. Dlaczego więc, zamiast trzymać kciuki za wymiar sprawiedliwości reprezentowany przez postać graną przez samego Eastwooda, nasze serca biją szybciej, gdy kibicujemy „temu złemu”? Mechanizm ten jest fascynujący i dotyczy nie tylko tego konkretnego filmu, ale całej historii literatury i kina.
W „Doskonałym świecie” kluczem do zrozumienia naszej sympatii wobec Butcha (w tej roli genialny Kevin Costner) jest relacja, jaką buduje on z porwanym Phillipem. Butch nie jest typowym porywaczem. Widzimy w nim człowieka, który sam został skrzywdzony przez system i brak ojcowskiego wzorca. Kiedy zaczyna pełnić rolę mentora dla chłopca, pokazując mu świat, którego ten nie znał ze względu na surowe wychowanie w rodzinie Świadków Jehowy, przestajemy widzieć w nim przestępcę, a zaczynamy widzieć tragicznego bohatera.
To klasyczny zabieg scenariuszowy: postać negatywna otrzymuje „ludzką twarz” poprzez akt dobroci lub wspólną traumę z kimś niewinnym. Butch chroni Phillipa przed swoim brutalnym wspólnikiem, co natychmiast ustawia go w naszej hierarchii moralnej wyżej niż „prawdziwych” złoczyńców. W efekcie zaczynamy postrzegać jego ucieczkę nie jako próbę uniknięcia kary, ale jako desperacką pogoń za wolnością i utraconym dzieciństwem.
Zjawisko kibicowania antybohaterom lub złoczyńcom ma głębokie podłoże psychologiczne. Istnieje kilka powodów, dla których „źli chłopcy” i „złe dziewczyny” fascynują nas bardziej niż krystalicznie czyste postacie:
Postacie idealne bywają nudne i jednowymiarowe. Antybohaterowie, tacy jak Butch Haynes, Walter White z „Breaking Bad” czy Joker, są pełni sprzeczności. Mają wady, lęki i mroczne strony, co paradoksalnie czyni ich bardziej ludzkimi. Łatwiej nam utożsamić się z kimś, kto popełnia błędy, niż z herosem bez skazy.
Zgodnie z koncepcją Carla Junga, każdy z nas posiada „cień” – ukryte popędy i pragnienia, których nie realizujemy ze względu na normy społeczne. Oglądanie postaci, które łamią zasady, pozwala nam na bezpieczne, zastępcze przeżywanie buntu. Kibicując negatywnej postaci, dajemy upust własnej frustracji wobec systemu czy ograniczeń, nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji.
Wielu filmowych złoczyńców to osoby niezwykle inteligentne, błyskotliwe i charyzmatyczne. Często są o krok przed policją czy protagonistami, co budzi podziw dla ich umiejętności. W „Doskonałym świecie” Butch imponuje opanowaniem i sprytem, co sprawia, że podświadomie chcemy, aby jego plan się powiódł.
Współczesne kino, a „Doskonały świat” był jednym z prekursorów tego nurtu w latach 90., odchodzi od czarno-białego podziału na dobro i zło. Film Clinta Eastwooda pokazuje, że granica między katem a ofiarą jest bardzo cienka. Butch Haynes jest przestępcą, ale jest też ofiarą dysfunkcyjnego społeczeństwa. Z kolei stróże prawa, choć teoretycznie stoją po stronie dobra, bywają ograniczeni przez biurokrację i własne ambicje.
Kiedy kibicujemy negatywnej postaci, często tak naprawdę kibicujemy sprawiedliwości naprawczej, a nie tej ustawowej. Chcemy, aby postać dostała drugą szansę, bo wierzymy, że w głębi duszy jest dobrym człowiekiem, któremu życie rzuciło kłody pod nogi.
Początkowo Clint Eastwood nie planował grać w „Doskonałym świecie”. Chciał skupić się wyłącznie na reżyserii. To Kevin Costner namówił go do przyjęcia roli szeryfa Reda Garnetta, argumentując, że ich ekranowe starcie (nawet jeśli głównie na odległość) nada filmowi odpowiedni ciężar gatunkowy. Co więcej, film ten jest uważany za jedną z najlepszych ról w karierze Costnera, właśnie ze względu na to, jak umiejętnie balansuje on między brutalnością a czułością.
W psychologii istnieje również efekt „underdoga” – tendencja do wspierania tych, którzy są na straconej pozycji. Butch Haynes, uciekający przed całą armią policjantów i helikopterów, staje się w naszych oczach jednostką walczącą z bezduszną machiną państwową. Nasz instynkt podpowiada nam, by wspierać słabszego, nawet jeśli ten „słabszy” ma na koncie wyrok.
Ostatecznie „Doskonały świat” nie jest filmem o ucieczce z więzienia, ale o poszukiwaniu ojca, miłości i zrozumienia. To właśnie te uniwersalne pragnienia sprawiają, że moralność schodzi na dalszy plan, a my, siedząc przed ekranem, po cichu liczymy na to, że Butch i Phillip dojadą do celu, mimo że wiemy, iż w rzeczywistości taki scenariusz nie może skończyć się happy endem.