Jakie masz pytanie?

lub

Co psycholodzy mówią o zjawisku proponowania zadośćuczynienia w sytuacji odczuwania poczucia winy i na ile prawdą jest twierdzenie, że człowiek nie zaproponuje wówczas niczego, czego sam nie akceptuje lub co nie sprawia mu choćby odrobiny przyjemności? Jak psychologia wyjaśnia ten mechanizm?

redukcja negatywnego stanu mechanizm zadośćuczynienia psychologia emocji prospołecznych
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Poczucie winy to jedno z najbardziej fascynujących i jednocześnie najbardziej uciążliwych uczuć, jakich doświadczamy. Psycholodzy często nazywają je „emocją prospołeczną”, ponieważ – mimo że jest nieprzyjemne – pełni funkcję „społecznego kleju”. Kiedy czujemy, że zawiedliśmy czyjeś zaufanie lub wyrządziliśmy komuś krzywdę, w naszym umyśle uruchamia się silna potrzeba przywrócenia równowagi. To właśnie wtedy pojawia się chęć zadośćuczynienia. Ale czy to, co oferujemy w ramach przeprosin, jest zawsze czystym altruizmem, czy może subtelną formą dbania o własny komfort?

Mechanizm zadośćuczynienia: dlaczego chcemy „odpokutować”?

Z perspektywy psychologii ewolucyjnej i społecznej, poczucie winy jest sygnałem alarmowym. Informuje nas, że nasza relacja z inną osobą lub grupą jest zagrożona. Aby uniknąć wykluczenia, nasz mózg motywuje nas do podjęcia działań naprawczych. Głównym mechanizmem, który tu działa, jest tak zwany model redukcji stanu negatywnego (Negative State Relief Model).

Według tej teorii, kiedy czujemy się źle (np. z powodu winy), szukamy sposobu, aby poprawić sobie nastrój. Pomaganie innym lub oferowanie zadośćuczynienia jest jednym z najskuteczniejszych sposobów na pozbycie się tego wewnętrznego napięcia. W pewnym sensie robimy coś dla kogoś, abyśmy to my poczuli się lepiej. To prowadzi nas do ciekawego pytania: czy w takim razie oferujemy tylko to, co nam samym w jakiś sposób odpowiada?

Czy oferujemy tylko to, co sami akceptujemy?

Twierdzenie, że człowiek nie zaproponuje niczego, czego sam nie akceptuje lub co nie sprawia mu choćby odrobiny przyjemności, zawiera w sobie sporo prawdy, choć wymaga doprecyzowania. Psychologia wskazuje tutaj na kilka istotnych aspektów:

Spójność z własnym systemem wartości

Mało prawdopodobne jest, aby osoba czująca winę zaproponowała zadośćuczynienie, które stoi w całkowitej sprzeczności z jej wartościami. Jeśli ktoś jest zagorzałym wegetarianinem i czuje winę wobec przyjaciela, raczej nie zaproponuje mu wspólnego wyjścia na steka w ramach przeprosin. Wybieramy formy rekompensaty, które mieszczą się w naszym „repertuarze dopuszczalnych zachowań”. W tym sensie faktycznie oferujemy to, co sami akceptujemy.

Przyjemność płynąca z ulgi

Przyjemność, o której mowa w pytaniu, rzadko jest radością z samego aktu (np. sprzątania komuś mieszkania w ramach przeprosin). Jest to raczej „hedonistyczna korzyść” wynikająca z faktu, że ciężar winy spada nam z barków. Psycholodzy zauważają, że akt zadośćuczynienia aktywuje w mózgu ośrodki nagrody. Czujemy satysfakcję nie dlatego, że musimy wydać pieniądze na prezent, ale dlatego, że proces „naprawiania” siebie i relacji jest gratyfikujący.

Teoria wymiany społecznej

Zgodnie z tą teorią, ludzie podświadomie kalkulują koszty i zyski w relacjach. Nawet w przypływie poczucia winy, rzadko oferujemy coś, co całkowicie nas zrujnuje (emocjonalnie lub finansowo). Szukamy „złotego środka” – czegoś, co będzie wystarczająco wartościowe dla drugiej strony, by przyjęła przeprosiny, ale jednocześnie możliwe do udźwignięcia dla nas.

Poczucie winy a „efekt Lady Makbet”

Ciekawostką psychologiczną związaną z poczuciem winy jest tak zwany „efekt Lady Makbet”. Badania przeprowadzone przez Chen-Bo Zhonga i Katie Liljenquist wykazały, że ludzie, którzy odczuwają winę (nawet wywołaną sztucznie w laboratorium), wykazują silną potrzebę fizycznego oczyszczenia się. Częściej wybierają środki czystości, myją ręce lub biorą prysznic.

To pokazuje, jak głęboko mechanizm zadośćuczynienia jest zakorzeniony w naszej biologii. Często zanim zaproponujemy coś innej osobie, podświadomie próbujemy „oczyścić” własny wizerunek we własnych oczach.

Kiedy zadośćuczynienie staje się egoistyczne?

Istnieje cienka granica między szczerą chęcią naprawy a próbą „wykupienia się” z dyskomfortu. Psycholodzy zauważają, że jeśli oferujemy coś, co sprawia przyjemność głównie nam (np. mąż kupuje żonie w ramach przeprosin konsolę do gier, na której sam chce grać), mamy do czynienia z mechanizmem obronnym, a nie z prawdziwym zadośćuczynieniem.

Prawdziwe zadośćuczynienie wymaga empatii – postawienia się w sytuacji drugiej osoby i zrozumienia, czego ona potrzebuje, a nie co nam najłatwiej byłoby oddać. Jeśli jednak oferta zadośćuczynienia jest dla nas całkowicie nieakceptowalna lub budzi w nas odrazę, prawdopodobnie jej nie złożymy, bo nasz instynkt samozachowawczy przeważy nad potrzebą naprawy relacji.

Podsumowanie mechanizmu

Psychologia sugeruje, że mechanizm zadośćuczynienia jest formą autoterapii. Proponując coś, co sami akceptujemy, budujemy most między naszym błędem a naszą tożsamością „dobrego człowieka”. Choć twierdzenie, że zawsze czerpiemy z tego przyjemność, może być zbyt daleko idące, to bez wątpienia dążymy do uzyskania psychicznej ulgi, która sama w sobie jest stanem pożądanym i pozytywnym.

Warto pamiętać, że najzdrowsze zadośćuczynienie to takie, które bierze pod uwagę obie strony: naprawia szkodę u odbiorcy i pozwala sprawcy na autentyczny powrót do równowagi emocjonalnej bez poczucia bycia wykorzystanym.

Podziel się z innymi: