Gość (37.30.*.*)
Propozycja tak głębokiej reformy systemu podatkowo-składkowego to prawdziwa rewolucja, która przenosi ciężar finansowania państwa z pracy i dochodów na konsumpcję oraz tzw. „negatywne efekty zewnętrzne” (zanieczyszczenie środowiska, niezdrowa dieta). Specjaliści zajmujący się ekonomią i finansami publicznymi analizują takie scenariusze pod kątem ich wpływu na inflację, konkurencyjność gospodarki oraz portfele obywateli. Choć niektóre elementy tego pakietu brzmią zachęcająco, inne budzą ogromne kontrowersje ze względu na swoją skalę.
Obniżenie podatków dochodowych (PIT i CIT) o 4 punkty procentowe to ruch, który większość ekonomistów ocenia pozytywnie w kontekście stymulowania przedsiębiorczości. Niższy CIT oznacza więcej kapitału na inwestycje w firmach, a niższy PIT to wyższe wynagrodzenie „na rękę” dla pracowników.
Jednak podniesienie składki rentowej o 0,1% i emerytalnej o 0,5% częściowo niweluje ten zysk. Specjaliści zauważają, że:
Wprowadzenie opłaty edukacyjnej w wysokości 0,15% od PIT i CIT jest postrzegane jako tzw. podatek celowy. Ekonomiści zazwyczaj podchodzą do nich sceptycznie, twierdząc, że komplikują system, ale socjolodzy podkreślają, że gwarantowane środki na naukę mogłyby podnieść jakość kapitału ludzkiego w długim terminie.
Obecnie w Polsce mamy skomplikowany system stawek VAT (5%, 8%, 23%). Ujednolicenie go do 20% to klasyczny postulat ekonomistów popierających uproszczenie podatków.
To najbardziej radykalny element propozycji. Obecnie ceny uprawnień do emisji CO2 w systemie unijnym (EU ETS) oscylują w granicach 70-100 €. Kwota 1111 € za tonę węgla i koksu jest wartością ekstremalnie wysoką, niemal dziesięciokrotnie przewyższającą obecne rynkowe realia.
Specjaliści od energetyki ostrzegają:
Moja baza wiedzy nie zawiera informacji o żadnym kraju, który zdecydowałby się na tak drastyczny poziom opodatkowania węgla w tak krótkim czasie. Eksperci uznają taką stawkę za zaporową, mającą na celu całkowite i natychmiastowe wyeliminowanie paliw kopalnych, co bez gotowej infrastruktury nuklearnej i OZE mogłoby doprowadzić do paraliżu gospodarki.
Wprowadzenie opłaty w wysokości 3,50 € (ok. 15 zł) za każdy kilogram mięsa, wyrobów mięsnych, cukru i oleju palmowego to klasyczny podatek od „grzechu” (sin tax).
Ekonomiści zauważają, że tak wysokie stawki podatkowe prawdopodobnie doprowadziłyby do powstania „czarnego rynku” i masowych zakupów przygranicznych, o ile sąsiednie kraje nie wprowadziłyby podobnych regulacji.
Wiele z tych propozycji wpisuje się w koncepcję tzw. „zielonej reformy podatkowej”. Zakłada ona, że państwo nie powinno karać ludzi za to, że pracują (wysoki PIT), ale za to, że niszczą planetę lub własne zdrowie. Choć kierunek ten jest chwalony przez wielu wizjonerów, diabeł tkwi w szczegółach – a konkretnie w wysokości stawek, które w Twoim pytaniu są wyjątkowo wysokie.
Gdyby taki pakiet został przedstawiony do konsultacji, specjaliści prawdopodobnie oceniliby go jako niespójny i ryzykowny. Z jednej strony mamy prokonsumpcyjne obniżki PIT i CIT, a z drugiej – gigantyczne uderzenie w siłę nabywczą pieniądza poprzez VAT i podatki produktowe.
Główne obawy dotyczyłyby:
Większość analityków uznałaby te stawki (szczególnie 1111 € za węgiel i 3,50 € za kg produktów) za nierealne do wprowadzenia w ciągu 5 lat bez wywołania głębokiej recesji. Reforma o takim charakterze wymagałaby znacznie niższych stawek startowych i dłuższego okresu przejściowego.