Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie scenariusz, w którym nasza planeta zostaje poddana serii ekstremalnych testów fizycznych i chemicznych. Z jednej strony mamy subtelne, wręcz laboratoryjne przesunięcia w składzie gazów atmosferycznych, z drugiej – gwałtowny spadek ciśnienia, a na deser... uderzenie kosmicznego giganta o niezwykle osobliwym składzie. Choć brzmi to jak fabuła wysokobudżetowego filmu science-fiction, przeanalizowanie takiego scenariusza krok po kroku pozwala nam lepiej zrozumieć, jak delikatną i precyzyjną machiną jest ekosystem Ziemi.
Przyjrzyjmy się bliżej każdemu z tych czynników i zobaczmy, co stałoby się z klimatem, pogodą i ludźmi, gdyby ten katastroficzny scenariusz stał się rzeczywistością.
Zacznijmy od zmian w składzie chemicznym atmosfery. Na pierwszy rzut oka liczby mogą wydawać się duże, ale diabeł tkwi w szczegółach.
Para wodna ($H_2O$) to najsilniejszy gaz cieplarniany na Ziemi. Jej zawartość w atmosferze jest jednak bardzo zmienna – wynosi od blisko 0% nad pustyniami do około 4% w wilgotnych rejonach tropikalnych (średnio przyjmuje się około 0,25% do 1% całkowitej objętości atmosfery).
Jeśli zawartość pary wodnej wzrosłaby o 1% jej obecnej objętości (czyli pomnożylibyśmy obecną ilość przez 1,01), zmiana ta byłaby niezwykle mała. Przykładowo, jeśli średnia zawartość wynosi 0,25%, wzrosłaby ona do 0,2525%. Taka zmiana jest praktycznie niezauważalna i mieści się w granicach codziennych, naturalnych wahań pogodowych. Nie wpłynęłaby ona znacząco na globalną temperaturę ani na powstawanie opadów.
Obecne stężenie dwutlenku węgla ($CO_2$) w atmosferze wynosi około 420 ppm (części na milion), co stanowi około 0,042% objętości powietrza.
Wzrost o 11,5% oznacza następujące obliczenie:
$$420 \text{ ppm} \times 1,115 = 468,3 \text{ ppm}$$
To zmiana o około 48 ppm. Dla porównania, ludzkość emituje tyle $CO_2$ w ciągu około 15-20 lat obecnej działalności przemysłowej. Taki skok stężenia bez wątpienia przyspieszyłby globalne ocieplenie. Moglibyśmy spodziewać się wzrostu średniej temperatury na Ziemi o około 0,3°C do 0,5°C w ciągu kolejnych dekad, co przełożyłoby się na częstsze fale upałów, topnienie lodowców i anomalie pogodowe. Nie byłaby to jednak natychmiastowa katastrofa dla ludzkiego organizmu – powietrze o takim stężeniu $CO_2$ wciąż byłoby całkowicie bezpieczne do oddychania.
Ubytek tlenu ($O_2$) i azotu ($N_2$) o łączną wartość tych przyrostów (czyli o ułamek promila) byłby całkowicie nieodczuwalny dla organizmów żywych. Nasz oddech i metabolizm nie zauważyłyby tak minimalnej straty tlenu.
To tutaj zaczynają się prawdziwe schody. Standardowe ciśnienie atmosferyczne na poziomie morza wynosi około 1013 hPa. Jeśli spadnie ono o 16%, nowa wartość wyniesie:
$$1013 \text{ hPa} \times (1 - 0,16) \approx 851 \text{ hPa}$$
Taki spadek ciśnienia odpowiada nagłemu przeniesieniu całej ludzkości na wysokość około 1500 metrów nad poziomem morza (wysokość zbliżona do Karpacza, Denver czy Kabulu). Co to oznacza w praktyce?
Wszystkie powyższe rozważania o ciśnieniu i gazach cieplarnianych stają się jednak całkowicie bezprzedmiotowe w zderzeniu z ostatnim elementem układanki. Na Ziemię spada meteoryt o masie 256 bilionów 256 milionów ton.
Zapiszmy tę masę w tonach i kilogramach:
$$M = 256\ 000\ 256\ 000\ 000 \text{ ton} \approx 2,56 \times 10^{14} \text{ ton} = 2,56 \times 10^{17} \text{ kg}$$
Aby uzmysłowić sobie skalę tej katastrofy, porównajmy tę masę z planetoidą, która uderzyła w półwysep Jukatan 66 milionów lat temu i doprowadziła do wyginięcia dinozaurów (krater Chicxulub). Masa tamtego obiektu szacowana jest na około $1 \times 10^{12}$ do $4 \times 10^{12}$ ton.
Oznacza to, że nasz hipotetyczny meteoryt jest od 100 do 250 razy cięższy niż ten, który zabił dinozaury!
Załóżmy, że meteoryt uderza w Ziemię ze standardową prędkością kosmiczną wynoszącą około $20 \text{ km/s}$ ($20\ 000 \text{ m/s}$). Energię kinetyczną ($E_k$) takiego zderzenia obliczamy ze wzoru:
$$E_k = \frac{1}{2} m v^2$$
Podstawiając dane:
$$E_k = 0,5 \times (2,56 \times 10^{17} \text{ kg}) \times (20\ 000 \text{ m/s})^2$$
$$E_k = 1,28 \times 10^{17} \times 4 \times 10^8 = 5,12 \times 10^{25} \text{ Dżuli (J)}$$
Taka energia odpowiada wybuchowi około 12 miliardów megaton trotylu (TNT). Jest to siła tak potworna, że:
To wydarzenie o charakterze całkowitej sterylizacji planety. Życie ludzkie i większość biosfery przestałoby istnieć w ciągu zaledwie kilku godzin od uderzenia.
Meteoryt ten ma bardzo osobliwy skład chemiczny i organiczny. Przyjrzyjmy się, co stałoby się z jego poszczególnymi składnikami podczas wejścia w atmosferę i uderzenia.
Połowa masy tego giganta to woda (mamy więc do czynienia z obiektem przypominającym jądro komety). Podczas uderzenia ta gigantyczna ilość lodu i wody momentalnie zamieniłaby się w supergorącą parę wodną. Ta para zostałaby wyrzucona do atmosfery, tworząc globalną, wrzącą pokrywę chmur, która spotęgowałaby efekt cieplarniany i ugotowała wszelkie ocalałe na powierzchni organizmy.
To absolutnie niewyobrażalna ilość złota. Dla porównania, całe złoto wydobyte przez ludzkość w historii to zaledwie około 200 tysięcy ton. Meteoryt przyniósłby ze sobą 128 milionów razy więcej złota niż posiadamy obecnie. Niestety, nikt nie zdołałby się wzbogacić. W temperaturze rzędu kilkunastu tysięcy stopni Celsjusza towarzyszącej uderzeniu, złoto uległoby natychmiastowemu odparowaniu. Rozprzestrzeniłoby się w atmosferze i po latach opadło na powierzchnię Ziemi w postaci drobnego, metalicznego pyłu, tworząc unikalną, złotą warstwę geologiczną.
Aluminium ($2,56 \times 10^{13}$ ton) oraz lit ($1,536 \times 10^{13}$ ton) to metale wysoce reaktywne. W ekstremalnych temperaturach uderzenia uległyby one gwałtownemu spaleniu (utlenieniu), reagując z tlenem pozostałym w atmosferze. Reakcje te byłyby niezwykle egzotermiczne, generując jeszcze więcej ciepła i zamieniając tlen w tlenek glinu oraz tlenek litu. Te toksyczne pyły na wieki zanieczyściłyby powietrze i glebę.
Obecność tłuszczów i aminokwasów sugeruje, że obiekt ten mógłby pochodzić z jakiegoś niezwykle bogatego w materię organiczną zakątka kosmosu. Niestety, cząsteczki organiczne są bardzo delikatne. W temperaturach rzędu tysięcy stopni, jakie panują podczas uderzenia, tłuszcze i aminokwasy uległyby natychmiastowej pyrolizie i spaleniu. Rozpadłyby się na prostsze związki: dwutlenek węgla ($CO_2$), wodę ($H_2O$), tlenki azotu ($NO_x$) oraz czysty węgiel (sadzę). To dodatkowo zwiększyłoby stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze, daleko wykraczając poza początkowe 11,5% wzrostu $CO_2$.
Gdyby ten scenariusz wydarzył się w rzeczywistości, jego poszczególne fazy wyglądałyby następująco: