Gość (37.30.*.*)
Atmosfera ziemska to niezwykle precyzyjny mechanizm, w którym nawet niewielkie przesunięcia w proporcjach gazów mogą wywołać lawinę skutków dla całego ekosystemu. Choć na pierwszy rzut oka spadek stężenia dwutlenku węgla (CO2) kojarzy się nam pozytywnie w kontekście walki z ociepleniem klimatu, diabeł tkwi w szczegółach – a konkretnie w tym, czym tę lukę wypełnimy. Scenariusz, który opisujesz, to fascynujące ćwiczenie myślowe, które pokazuje, że w chemii atmosfery "więcej" nie zawsze oznacza "lepiej".
Zanim przejdziemy do skutków klimatycznych, musimy dokładnie policzyć, o jakich wartościach mówimy. Przyjmijmy obecne, średnie stężenia gazów w atmosferze (dane przybliżone dla poziomu morza):
Spadek CO2 o 8,4% jego obecnej objętości:
$420 \text{ ppm} \times 0,084 = 35,28 \text{ ppm}$
To jest objętość, którą musimy podzielić po równo między 6 gazów (H2O, O2, N2O, N2, Ar, H2O2).
$35,28 \text{ ppm} / 6 = 5,88 \text{ ppm}$ dla każdego z tych gazów.
Wzrost o 2% obecnej objętości:
Największym zaskoczeniem w tym scenariuszu jest fakt, że mimo spadku stężenia CO2, temperatura planety najprawdopodobniej by wzrosła, i to w sposób gwałtowny. Kluczem jest tutaj podtlenek azotu (N2O).
N2O jest gazem cieplarnianym około 300 razy silniejszym niż dwutlenek węgla w skali 100 lat. Dodanie do atmosfery 5,88 ppm tego gazu to ekwiwalent wprowadzenia ponad 1700 ppm CO2! Nawet jeśli odejmiemy 35 ppm "starego" dwutlenku węgla, bilans radiacyjny planety zostanie drastycznie zachwiany na korzyść zatrzymywania ciepła.
Dodatkowo wzrost stężenia pary wodnej o ponad 200 ppm wzmocniłby ten efekt. Para wodna jest najsilniejszym naturalnym gazem cieplarnianym. Więcej pary wodnej to więcej zatrzymanego ciepła, co prowadzi do dalszego wzrostu temperatury i... jeszcze większego parowania. To klasyczne dodatnie sprzężenie zwrotne.
Wzrost temperatury wywołany przez N2O i parę wodną radykalnie zmieniłby cykl hydrologiczny:
Wzrost stężenia nadtlenku wodoru (H2O2) o 5,88 ppm to zmiana, o której rzadko się mówi, a mogłaby być zabójcza. W obecnej atmosferze H2O2 występuje w ilościach śladowych. Skok do poziomu kilku ppm uczyniłby atmosferę silnie utleniającą.
Spadek CO2 o 8,4% (ok. 35 ppm) sam w sobie byłby korzystny dla klimatu, cofając nas do poziomu koncentracji z okolic 1988 roku. Mogłoby to nieco spowolnić zakwaszanie oceanów, co jest pozytywną wiadomością dla raf koralowych i skorupiaków. Jednak w Twoim scenariuszu ten pozytyw zostaje całkowicie przykryty przez gigantyczny wzrost podtlenku azotu i pary wodnej.
Ciekawostka: Podtlenek azotu nie tylko ogrzewa planetę, ale jest obecnie główną substancją niszczącą warstwę ozonową (wyprzedził pod tym względem freony). Tak duży wzrost N2O mógłby doprowadzić do drastycznego przerzedzenia warstwy ozonowej, co wystawiłoby życie na Ziemi na zabójcze promieniowanie UV.
Podsumowując, zaproponowana przez Ciebie zmiana składu atmosfery doprowadziłaby do: