Gość (37.30.*.*)
Kotlet schabowy to niekwestionowany król polskiego stołu, ale jego historia ma też swoje mroczniejsze, a raczej... twardsze oblicze. Termin „podeszwa” na stałe wpisał się w kulinarny słownik Polaków i rzeczywiście, jego korzenie tkwią głęboko w realiach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Choć dziś kojarzy nam się głównie z nieudanym obiadem w przydrożnym barze, kiedyś był wynikiem czystej ekonomicznej konieczności i kreatywności gospodyń domowych oraz kucharzy w stołówkach pracowniczych.
W czasach PRL-u mięso było towarem deficytowym, a jego zakup często wiązał się z wielogodzinnym staniem w kolejkach lub posiadaniem odpowiednich kartek. Kiedy już udało się zdobyć kawałek schabu, trzeba było go „rozmnożyć” tak, aby nasycił całą rodzinę lub wypełnił talerz w barze mlecznym.
Główną techniką było ekstremalnie cienkie rozbijanie plastra mięsa. Dzięki temu zabiegowi mały kawałek schabu zyskiwał imponującą powierzchnię, wykraczającą czasem poza brzegi talerza. Aby jednak taki „papierowy” kotlet miał jakąkolwiek masę i dawał poczucie sytości, stosowano grubą, często podwójną panierkę z mąki, jajka i bułki tartej. To właśnie ta kombinacja – bardzo cienkiego, wysuszonego podczas smażenia mięsa i twardej, nasiąkniętej tłuszczem skorupy – sprawiała, że kotlet przypominał w smaku i konsystencji spód od buta.
Nazwa „podeszwa” nie odnosiła się tylko do grubości (czy raczej jej braku), ale przede wszystkim do tekstury. Istniało kilka powodów, dla których schabowy z tamtych lat bywał wyzwaniem dla zębów:
Warto wiedzieć, że kotlet schabowy, choć uznawany za rdzennie polski, jest stosunkowo młodym daniem w naszej tradycji. Pierwsze wzmianki o nim w książkach kucharskich pojawiły się dopiero w XIX wieku (np. u Lucyny Ćwierczakiewiczowej). Jest on polską odpowiedzią na austriacki sznycel wiedeński (Wiener Schnitzel), który tradycyjnie przyrządza się z cielęciny. Polacy zastąpili droższą cielęcinę bardziej dostępną wieprzowiną, tworząc narodowy klasyk.
Współczesna gastronomia odeszła od standardów PRL-u. Dzisiejszy idealny schabowy powinien być gruby na około 1-1,5 cm, soczysty w środku i otoczony lekką, chrupiącą panierką, która „odstaje” od mięsa (tworząc tzw. sufletowanie).
Mimo to określenie „podeszwa” przetrwało jako potoczne, ironiczne określenie na źle przygotowane mięso. Jeśli w restauracji dostaniesz kotleta, który jest suchy, twardy i ma więcej panierki niż schabu, możesz mieć pewność, że to kulinarny powrót do najgorszych wzorców sprzed dekad.
Jeśli chcesz, aby Twój domowy schabowy był przeciwieństwem PRL-owskiej legendy, pamiętaj o kilku zasadach:
Choć „podeszwa” jest symbolem trudnych czasów i braków rynkowych, stała się elementem naszej kulturowej tożsamości. Dziś wspominamy ją z nostalgią, ale na talerzu zdecydowanie wolimy nowoczesne, soczyste wydanie tego klasyka.