Gość (37.30.*.*)
Kuchnia czasów PRL-u to fascynująca lekcja kreatywności, która narodziła się z konieczności. Choć sklepowe półki często świeciły pustkami, a jedynym stale dostępnym towarem bywał ocet, polskie gospodynie potrafiły wyczarować z ograniczonej liczby składników dania, które do dziś budzą ogromny sentyment. To był czas, w którym jedzenie miało być przede wszystkim sycące, a każda zdobyta puszka szprotek czy kawałek mięsa stawały się pretekstem do prawdziwej uczty.
Większość z nas, myśląc o obiedzie z tamtych lat, widzi przed oczami tradycyjny zestaw: kotlet schabowy, ziemniaki z koperkiem i mizerię lub zasmażaną kapustę. Schabowy był symbolem luksusu i statusu, serwowanym zazwyczaj w niedziele. W dni powszednie na stołach królował jego skromniejszy kuzyn – kotlet mielony.
Ciekawostką jest fakt, że ze względu na trudności w zdobyciu mięsa, mielone często "rozmnażano" dużą ilością namoczonej w mleku bułki. Dzięki temu z niewielkiej porcji wieprzowiny można było wykarmić całą rodzinę. W barach mlecznych popularny był również bryzol – cienki płat mięsa (często wołowego lub wieprzowego) podawany z duszoną cebulką i pieczarkami.
Bary mleczne były sercem gastronomii PRL-u. To tam, za niewielkie pieniądze, można było zjeść posiłek, który smakował "jak u mamy". Ze względu na to, że mięso było towarem deficytowym i reglamentowanym na kartki, kuchnia opierała się na mące, nabiale i warzywach sezonowych.
Do absolutnych hitów należały:
Warto wspomnieć o słynnych "zupach owocowych" z makaronem, które dla wielu dzieci z tamtego okresu były zmorą przedszkolnych stołówek, choć dziś niektórzy wspominają je z nutką nostalgii.
Życie towarzyskie w PRL-u kwitło w mieszkaniach i lokalach gastronomicznych, a alkohol wymagał odpowiedniej oprawy kulinarnej. Na imieninach u cioci czy w restauracjach typu "Sezam" królowały zakąski, które stały się legendą.
Najsłynniejszym zestawem była tzw. meduza z lornetą. Meduza to nic innego jak galareta wieprzowa (zimne nóżki), a lorneta to dwa kieliszki czystej wódki. Oprócz tego na stołach nie mogło zabraknąć:
Brak prawdziwej czekolady na półkach zmusił Polaków do wymyślenia własnych słodyczy. Tak narodził się blok czekoladowy – gęsta masa z mleka w proszku, kakao, masła, cukru i pokruszonych herbatników. Po zastygnięciu smakował niemal jak prawdziwa czekolada i do dziś jest hitem wielu domowych imprez.
Innym popularnym deserem były szyszki, czyli preparowany ryż połączony z roztopionymi krówkami lub masą kajmakową. Nie można też zapomnieć o domowym koglu-moglu (utartych żółtkach z cukrem) oraz o galaretkach z bitą śmietaną, które w kawiarniach podawano w wysokich pucharkach.
Pod koniec lat 70. na ulicach polskich miast zaczęły pojawiać się przyczepy kempingowe i okienka, z których sprzedawano zapiekanki. Klasyczna zapiekanka z PRL-u to długa bułka z farszem z duszonych pieczarek i cebuli, posypana serem żółtym (często wyrobem seropodobnym) i polana dużą ilością keczupu o charakterystycznym, octowym smaku. To danie przetrwało próbę czasu i do dziś jest uważane za kultowy element polskiej popkultury kulinarnej.
Kuchnia PRL-u, choć kojarzona z niedoborami, była niezwykle pomysłowa. Wiele z tych dań, jak choćby tatar czy pierogi, na stałe wpisało się w kanon polskiej kuchni i do dziś cieszy się ogromną popularnością, choć teraz przygotowujemy je z produktów najwyższej jakości.