Gość (83.4.*.*)
Wielu z nas zdarzyło się rzucić w emocjach mocniejsze słowo lub usłyszeć je pod swoim adresem. Choć w codziennym języku określenie „frajer” bywa używane niemalże potocznie, z punktu widzenia prawa sprawa wygląda znacznie poważniej. Odpowiedź na pytanie, czy można zostać pozwanym za nazwanie kogoś „frajerem”, brzmi: tak, jest to prawnie możliwe. W polskim systemie prawnym istnieją dwie główne drogi, którymi może pójść osoba poczująca się dotknięta takim określeniem – droga karna oraz droga cywilna.
Najczęstszą podstawą prawną w przypadku wyzwisk jest art. 216 Kodeksu karnego, który dotyczy przestępstwa znieważenia. Zgodnie z tym przepisem, kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do tej osoby dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
Słowo „frajer” w powszechnym odczuciu jest uznawane za obraźliwe. Sugeruje ono naiwność, brak sprytu lub bycie osobą dającą się łatwo oszukać. Choć nie jest to najcięższy wulgaryzm, w określonym kontekście może zostać uznane za naruszające godność osobistą. Warto jednak pamiętać, że znieważenie jest przestępstwem ściganym z oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że policja czy prokuratura zazwyczaj nie zajmują się takimi sprawami „z urzędu” – to osoba pokrzywdzona musi sama wnieść prywatny akt oskarżenia do sądu i uiścić opłatę zryczałtowaną.
Druga ścieżka to proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych (art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego). Cześć i godność człowieka są pod ochroną prawa cywilnego. Jeśli ktoś nazwie Cię „frajerem”, możesz domagać się:
W procesie cywilnym sąd bada, czy użyte określenie faktycznie mogło naruszyć dobre imię powoda w oczach opinii publicznej lub jego własne poczucie wartości. Sąd bierze pod uwagę tzw. kryteria obiektywne – czyli czy przeciętny, rozsądny człowiek uznałby takie słowo za obraźliwe w danej sytuacji.
Sądy rzadko podchodzą do słów w sposób izolowany. To, czy nazwanie kogoś „frajerem” skończy się wyrokiem, zależy od wielu czynników:
Warto wiedzieć, że słowo to ma ciekawą historię i nie zawsze było jednoznacznie obraźliwe. Wywodzi się z języka niemieckiego (Freier), gdzie pierwotnie oznaczało „wolnego strzelca”, kandydata do ręki (zalotnika) lub klienta korzystającego z usług domów publicznych. W polskiej grypserze więziennej „frajerem” nazywano osobę spoza hierarchii grypsujących, kogoś, kto nie zna zasad i daje się wykorzystywać. To właśnie z tego środowiska słowo przeniknęło do języka potocznego jako określenie pejoratywne.
Mimo że prawo daje możliwość pozwania za „frajera”, należy realnie ocenić szanse i koszty. Procesy o znieważenie bywają długotrwałe i stresujące. Często kończą się warunkowym umorzeniem postępowania (w sprawach karnych) lub nakazem przeprosin (w sprawach cywilnych), o ile stopień szkodliwości czynu nie był znaczny.
Jeśli jednak takie wyzwiska są elementem uporczywego nękania, mobbingu w pracy lub mają na celu publiczne upokorzenie i zniszczenie czyjejś reputacji, droga sądowa staje się skutecznym narzędziem obrony swoich praw. Kluczowe jest zgromadzenie dowodów: zrzutów ekranu, nagrań lub zeznań świadków, którzy słyszeli padające obelgi.