Gość (37.30.*.*)
Temat „kocenia”, czyli specyficznych rytuałów inicjacyjnych, które przez dekady były obecne w szkołach, internatach czy wojsku (pod nazwą „fala”), do dziś budzi ogromne emocje. Wiele osób, które pamiętają te praktyki z lat 80. czy 90., zastanawia się, jaki realny wpływ miały one na psychikę młodych ludzi. Teza, że osoby poddane takim upokorzeniom stają się później bardziej uległe i podporządkowane starszym, jest niezwykle ciekawa z punktu widzenia psychologii społecznej, ale odpowiedź na pytanie, czy to prawda, czy mit, nie jest jednowymiarowa.
Aby zrozumieć, czy „kocenie” faktycznie łamie charakter i wymusza uległość na lata, musimy przyjrzeć się mechanizmom, które stoją za tymi praktykami. W dawnym stylu nie chodziło tylko o niewinne żarty, ale o brutalne zaznaczenie hierarchii. Osoba „nowa” (kot) miała zrozumieć, że jest na samym dole drabiny społecznej, a jej przetrwanie zależy od humoru i przyzwolenia „starych”.
Z perspektywy psychologicznej mamy tu do czynienia z próbą wywołania tzw. wyuczonej bezradności. Jeśli jednostka wielokrotnie doświadcza sytuacji, w których nie ma kontroli nad tym, co się z nią dzieje, a jej opór spotyka się z jeszcze większą agresją, może dojść do trwałej zmiany w postrzeganiu relacji z autorytetami. W takim scenariuszu osoba ta rzeczywiście może stać się bardziej uległa, unikająca konfliktów i nadmiernie podporządkowana osobom postawionym wyżej w hierarchii, nawet w dorosłym życiu zawodowym.
Twierdzenie, że „kocenie” zawsze prowadzi do uległości, jest jednak mitem, ponieważ ludzka psychika reaguje na traumę i stres w bardzo różny sposób. Badania nad dynamiką grup i przemocą rówieśniczą wskazują na co najmniej trzy główne ścieżki adaptacji:
Warto wspomnieć o popularnym niegdyś argumencie, że „kocenie” uczy życia i hartuje charakter. Z naukowego punktu widzenia jest to niebezpieczny mit. Przemoc i upokorzenie nie budują odporności psychicznej, lecz ją niszczą. Osoby, które przeszły przez ciężkie formy takich rytuałów, częściej borykają się z niską samooceną, stanami lękowymi, a w skrajnych przypadkach z zespołem stresu pourazowego (PTSD).
Uległość, którą obserwujemy u takich osób, nie jest wynikiem „nauczenia się szacunku do starszych”, ale wynikiem strachu i wypracowanych mechanizmów obronnych. Szacunek buduje się na autorytecie i kompetencjach, a uległość wymuszona siłą znika w momencie, gdy znika zagrożenie – chyba że trauma jest tak głęboka, że trwale zmienia osobowość.
W kontekście „kocenia” warto wspomnieć o słynnym eksperymencie więziennym Philipa Zimbardo. Pokazał on, jak szybko ludzie wchodzą w role oprawców i ofiar, gdy narzuci im się sztuczną hierarchię. Okazało się, że uległość „więźniów” nie wynikała z ich cech charakteru, ale z totalnej kontroli, jaką sprawowali nad nimi „strażnicy”. To pokazuje, że środowisko, w którym odbywało się „kocenie”, było zaprojektowane tak, by wymuszać uległość, ale nie oznacza to, że ta cecha zostaje w człowieku na zawsze po zmianie otoczenia.
Odpowiedź brzmi: to częściowo prawda, ale z dużymi zastrzeżeniami.
Nie można jednoznacznie stwierdzić, że każda osoba po „koceniu” staje się uległa. To, czy ktoś stanie się bardziej podporządkowany, zależy od jego indywidualnej konstrukcji psychicznej, wsparcia, jakie otrzymał później, oraz natężenia samych praktyk. Dla wielu osób te doświadczenia są źródłem długotrwałych problemów z asertywnością. Jednak dla równie dużej grupy jest to impuls do buntu lub, co gorsza, do wejścia w rolę agresora w przyszłości.
Współczesna psychologia odchodzi od postrzegania takich rytuałów jako „szkoły życia”, wskazując raczej na ich destrukcyjny wpływ na strukturę społeczną i zdrowie psychiczne jednostki. Uległość wobec starszych budowana na lęku jest nietrwała i toksyczna, w przeciwieństwie do zdrowych relacji opartych na wzajemnym szacunku.