Gość (37.30.*.*)
Wielu fotografów, modeli i twórców wideo staje przed tym samym dylematem: z jednej strony mamy standardowy dokument Model Release, który często zawiera sformułowania o „nieodwołalności” i „wieczystości” uprawnień do wykorzystania wizerunku. Z drugiej strony nad wszystkimi operacjami na danych czuwa RODO (Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych), które jasno mówi, że każdą zgodę na przetwarzanie danych osobowych można wycofać w dowolnym momencie. Czy zatem Model Release to tylko „papierowy tygrys”, który traci moc, gdy model zmieni zdanie? Odpowiedź nie jest czarno-biała i kryje się w rozróżnieniu między prawem autorskim a ochroną danych osobowych.
Aby zrozumieć ten konflikt, musimy uświadomić sobie, że wizerunek w polskim systemie prawnym (i europejskim) jest chroniony na dwa sposoby. Pierwszy to prawo autorskie (konkretnie art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych), który reguluje kwestię zezwolenia na rozpowszechnianie wizerunku. Drugi to RODO, które traktuje wizerunek jako dane osobowe, pozwalające na identyfikację konkretnej osoby.
Kiedy model podpisuje Model Release, udziela on w rzeczywistości dwóch „pozwoleń”:
Z punktu widzenia RODO, zgoda (art. 6 ust. 1 lit. a) musi być dobrowolna i możliwa do wycofania. Jeśli więc podstawą przetwarzania wizerunku jest wyłącznie ta zgoda, model faktycznie może ją cofnąć w dowolnej chwili, a fotograf powinien przestać wykorzystywać zdjęcie.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach, a konkretnie w podstawie prawnej przetwarzania. RODO przewiduje kilka takich podstaw, a zgoda to tylko jedna z nich. Jeśli Model Release zostanie skonstruowany nie jako jednostronne oświadczenie, ale jako umowa (np. o świadczenie usług pozowania), to podstawą przetwarzania danych staje się art. 6 ust. 1 lit. b RODO — czyli niezbędność do wykonania umowy. W takim przypadku wycofanie „zgody RODO” nie sprawia automatycznie, że umowa przestaje obowiązywać.
W profesjonalnych relacjach Model Release jest traktowany jako umowa o charakterze cywilnoprawnym. Jeśli model otrzymał wynagrodzenie (lub umówił się na sesję typu TFP — Time for Print), obie strony zobowiązały się do czegoś. W prawie cywilnym obowiązuje zasada pacta sunt servanda (umów należy dotrzymywać).
Jeśli model wycofa zgodę na rozpowszechnianie wizerunku opartą na prawie autorskim, może to zrobić, ale musi liczyć się z konsekwencjami. W polskim orzecznictwie przyjmuje się, że odwołanie takiej zgody bez istotnego powodu, zwłaszcza gdy fotograf poniósł koszty lub zainwestował czas, może rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą. Innymi słowy: model może powiedzieć „nie publikuj tego”, ale fotograf może wtedy odpowiedzieć „dobrze, ale zwróć mi koszty sesji, wynajmu studia i utracone korzyści”.
W starciu RODO vs. Model Release najczęściej wygrywa zdrowy rozsądek i konstrukcja prawna dokumentu. Oto jak to zazwyczaj przebiega:
Warto wiedzieć, że samo zdjęcie nie zawsze jest uznawane za „szczególną kategorię danych” (dane wrażliwe). Zgodnie z RODO, zdjęcie staje się daną biometryczną tylko wtedy, gdy jest przetwarzane za pomocą specjalnych metod technicznych umożliwiających jednoznaczną identyfikację lub uwierzytelnienie osoby (np. systemy rozpoznawania twarzy na lotniskach). Zwykła fotografia w portfolio fotografa to „zwykła” dana osobowa.
Jeśli jesteś fotografem, zadbaj o to, by Twój Model Release nie był tylko „zgodą na RODO”, ale solidną umową określającą wzajemne świadczenia. Wskazanie w dokumencie, że przetwarzanie danych jest niezbędne do realizacji umowy (a nie tylko oparte na zgodzie), daje Ci znacznie większe bezpieczeństwo prawne.
Jeśli jesteś modelem, pamiętaj, że choć RODO daje Ci duże uprawnienia do kontroli Twoich danych, to podpisanie komercyjnej umowy nakłada na Ciebie zobowiązania. „Wieczysta” zgoda w Model Release może być prawnie podważana w specyficznych sytuacjach (np. gdy publikacja zdjęcia po latach narusza Twoje dobra osobiste w nowy, nieprzewidziany sposób), ale nie jest to „magiczny przycisk”, który pozwala bezkarnie zrywać kontrakty.