Gość (37.30.*.*)
W świecie paragrafów i sztywnych definicji istnieją przepisy, które pełnią rolę „wentyli bezpieczeństwa”. To tak zwane klauzule generalne – przepisy zawierające zwroty niedookreślone, które pozwalają sędziemu na elastyczność i ocenę danej sytuacji przez pryzmat sprawiedliwości, a nie tylko suchej litery prawa. Najsłynniejszym z nich jest art. 5 Kodeksu cywilnego, mówiący o nadużyciu prawa podmiotowego. Jednak polski system prawny kryje znacznie więcej takich „perełek”, które odwołują się do etyki, moralności czy słuszności.
Jeśli szukamy przepisu, który jest niemal lustrzanym odbiciem art. 5 Kodeksu cywilnego, musimy zajrzeć do Kodeksu pracy. Art. 8 KP brzmi niemal identycznie: „Nie można czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub zasadami współżycia społecznego”.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli pracodawca lub pracownik ma formalne prawo do wykonania jakiejś czynności (np. wypowiedzenia umowy), to jeśli robi to w sposób ewidentnie naruszający elementarne poczucie przyzwoitości, sąd może uznać takie działanie za bezprawne. To potężne narzędzie w rękach pracowników, chroniące przed nadużyciami, które mieszczą się w literze prawa, ale uderzają w jego ducha.
Art. 5 KC to tylko wierzchołek góry lodowej. Zasady współżycia społecznego – czyli ten niepisany zbiór reguł uczciwego postępowania – pojawiają się w Kodeksie cywilnym wielokrotnie:
Warto wiedzieć, że „zasady współżycia społecznego” to pojęcie, które zastąpiło dawne odwołania do „dobrych obyczajów” czy „słuszności”, choć w nowszych przepisach ustawodawca coraz chętniej wraca do określenia „dobre obyczaje” (np. w prawie konsumenckim).
W Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym odpowiednikiem ogólnej, abstrakcyjnej reguły jest „dobro dziecka”. Choć żaden przepis nie definiuje precyzyjnie, czym ono jest, to właśnie ta klauzula stanowi fundament większości rozstrzygnięć sądowych.
Pojawia się ona m.in. w art. 95 § 3 KRO, który nakazuje, aby władza rodzicielska była wykonywana tak, jak wymaga tego dobro dziecka i interes społeczny. Podobnie w przypadku rozwodu – sąd nie orzeknie go, jeżeli miałoby na tym ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci (art. 56 § 2 KRO). Jest to klasyczny przykład normy, która daje sądowi ogromną władzę interpretacyjną, by dostosować wyrok do konkretnej, często skomplikowanej sytuacji rodzinnej.
Również w relacjach na linii obywatel–państwo znajdziemy przepisy o charakterze ogólnym, które mają chronić nas przed bezduszną machiną urzędniczą.
Może się wydawać, że takie ogólne przepisy to błąd ustawodawcy – w końcu prawo powinno być jasne i konkretne. W rzeczywistości jest odwrotnie. Żaden ustawodawca nie jest w stanie przewidzieć wszystkich możliwych sytuacji życiowych. Gdyby prawo było tylko zbiorem sztywnych reguł, dochodziłoby do sytuacji, w których wyrok byłby „zgodny z prawem”, ale rażąco niesprawiedliwy. Klauzule generalne pozwalają prawu „oddychać” i nadążać za zmieniającymi się normami moralnymi społeczeństwa.
W prawie handlowym i konkurencji często spotykamy klauzulę „dobrych obyczajów”. Przykładem jest art. 3 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, który definiuje czyn nieuczciwej konkurencji jako działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta.
To właśnie dzięki takim zapisom sądy mogą karać za nowe, wcześniej nieznane techniki manipulacji rynkowej, które formalnie nie są zakazane konkretnym paragrafem, ale każdy intuicyjnie czuje, że są „nie fair”. Klauzule generalne są więc nie tylko reliktem teorii prawa, ale żywym narzędziem, które codziennie wpływa na wyroki w polskich sądach.