Gość (37.30.*.*)
Interpretacja prawa to fascynujące pole bitwy między literą a duchem ustawy. Choć mogłoby się wydawać, że przepis to po prostu zbiór słów, które należy rozumieć wprost, rzeczywistość prawna bywa znacznie bardziej skomplikowana. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do istnienia tzw. klauzul generalnych, takich jak słynny art. 5 Kodeksu cywilnego, który mówi o zasadach współżycia społecznego. Jednak nie wszędzie świat prawniczy wygląda tak samo.
Jeśli szukamy systemów, w których sędziowie kładą ogromny nacisk na dosłowne brzmienie przepisów, musimy skierować wzrok na kraje anglosaskie, czyli systemy Common Law. To właśnie tam narodziła się tzw. Literal Rule (reguła literalna).
W Wielkiej Brytanii, a także w wielu krajach Wspólnoty Narodów (jak Australia czy Kanada), tradycyjnie uważa się, że jeśli tekst ustawy jest jasny i jednoznaczny, sędzia nie ma prawa go „poprawiać” ani szukać w nim głębszego sensu, nawet jeśli wynik stosowania takiego prawa wydaje się niesprawiedliwy lub absurdalny. Logika stojąca za tym podejściem jest prosta: to parlament tworzy prawo, a sędzia ma je tylko stosować. Wszelkie próby „naciągania” tekstu pod konkretną sytuację są postrzegane jako wchodzenie w kompetencje władzy ustawodawczej.
W Stanach Zjednoczonych silnym nurtem jest tzw. tekstualizm. Jego najbardziej znanym orędownikiem był sędzia Sądu Najwyższego Antonin Scalia. Tekstualiści uważają, że jedynym wiążącym źródłem prawa jest opublikowany tekst, a nie intencje polityków, którzy go pisali, czy mgliste poczucie sprawiedliwości społecznej.
W historii brytyjskiego prawa zdarzały się przypadki, gdzie dosłowne brzmienie przepisu prowadziło do kuriozalnych sytuacji. Aby temu zapobiec, obok reguły literalnej wykształciła się Golden Rule (złota reguła), która pozwala na odstępstwo od dosłowności tylko wtedy, gdy prowadziłoby to do oczywistego nonsensu, którego ustawodawca na pewno nie chciał.
Art. 5 polskiego Kodeksu cywilnego to klasyczny przykład klauzuli nadużycia prawa podmiotowego. Mówi on, że nie można czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. To taki „hamulec bezpieczeństwa”, który pozwala sędziemu powiedzieć: „Masz rację według przepisów, ale twoje zachowanie jest tak nieetyczne, że nie udzielę ci ochrony”.
Czy istnieją systemy pozbawione takiego mechanizmu? Odpowiedź nie jest czarno-biała.
Warto wiedzieć, że polski art. 5 KC nie jest ewenementem na skalę światową. Większość krajów systemu kontynentalnego (opartego na prawie rzymskim) posiada podobne rozwiązania:
Współczesne systemy prawne dążą do równowagi między pewnością prawa (wiem, co jest napisane, więc wiem, czego się spodziewać) a słusznością (wynik procesu powinien być sprawiedliwy).
Kraje, które kładą większy nacisk na dosłowność (jak USA czy UK), robią to, by ograniczyć arbitralność sędziów. Chcą uniknąć sytuacji, w której wyrok zależy od osobistych przekonań moralnych orzekającego. Z kolei kraje z rozbudowanymi klauzulami generalnymi (jak Polska, Niemcy czy Francja) wychodzą z założenia, że ustawodawca nie jest w stanie przewidzieć każdej życiowej sytuacji i sędzia musi mieć narzędzie, by zapobiec rażącej niesprawiedliwości.
Nie mogę jednoznacznie zweryfikować, czy istnieje obecnie na świecie uznany system prawny, który w 100% odrzuca jakiekolwiek formy korygowania litery prawa przez zasady słuszności. Większość nowoczesnych państw posiada mechanizmy „bezpieczeństwa”, choć różnią się one nazwą, umiejscowieniem w kodeksach oraz częstotliwością ich stosowania przez sądy.