Gość (5.172.*.*)
W ostatnich latach pojęcia takie jak neofeudalizm czy neoniewolnictwo przestały być domeną niszowych teorii spiskowych, a trafiły do głównego nurtu debaty socjologicznej i ekonomicznej. Coraz częściej odnosimy wrażenie, że tradycyjny model kapitalizmu, w którym ciężka praca prowadzi do awansu społecznego, zaczyna pękać. Zamiast wolnego rynku, widzimy świat zdominowany przez gigantyczne korporacje i wąską elitę, co budzi bezpośrednie skojarzenia z mrocznymi wiekami średniowiecza.
Neofeudalizm to koncepcja sugerująca, że współczesna gospodarka zaczyna przypominać strukturę lenną. W klasycznym feudalizmie król i arystokracja posiadali ziemię, a chłop pańszczyźniany pracował na niej, oddając lwią część plonów w zamian za ochronę i prawo do przeżycia. Dziś „ziemią” stały się platformy cyfrowe, dane oraz nieruchomości.
Współczesnymi „lordami” są wielkie korporacje technologiczne (Big Tech) oraz fundusze inwestycyjne skupujące masowo mieszkania. My natomiast stajemy się „cyfrowymi chłopami”. Kiedy korzystamy z mediów społecznościowych, tworzymy darmowy kontent, który wzbogaca właścicieli platform. Kiedy wynajmujemy mieszkanie od funduszu, oddajemy znaczną część pensji komuś, kto po prostu posiada kapitał, nie tworząc przy tym nowej wartości produkcyjnej. Kluczową różnicą między kapitalizmem a neofeudalizmem jest przejście od zysku (wypracowanego przez produkcję i handel) do renty (pobierania opłat za sam dostęp do zasobów).
Termin neoniewolnictwo odnosi się do form wyzysku, które formalnie zachowują pozory wolności, ale w praktyce odbierają jednostce możliwość decydowania o własnym losie. Nie mówimy tu o łańcuchach, lecz o mechanizmach ekonomicznych i technologicznych.
Dla wielu osób kredyty studenckie, hipoteczne czy konsumpcyjne stają się współczesnymi kajdanami. System jest skonstruowany tak, że aby funkcjonować w społeczeństwie, musisz zaciągnąć zobowiązania, które zmuszają Cię do pracy w warunkach, których normalnie byś nie zaakceptował. Brak oszczędności i konieczność spłaty rat sprawiają, że pracownik traci kartę przetargową w relacji z pracodawcą.
Praca w aplikacjach kurierskich czy przewozowych często bywa określana mianem neoniewolnictwa. Pracownik nie ma szefa, z którym mógłby negocjować – jego przełożonym jest algorytm. Jeśli nie zaakceptuje niskiej stawki lub zbyt długich godzin pracy, zostaje „odcięty” od zleceń. To system, w którym całe ryzyko prowadzenia działalności (paliwo, naprawy, ubezpieczenie) spoczywa na barkach pracownika, podczas gdy platforma pobiera prowizję od każdej minuty jego trudu.
Jedną z najbardziej niepokojących cech neofeudalizmu jest jego tendencja do tworzenia systemów zamkniętych. W klasycznym kapitalizmie (przynajmniej w teorii) istniała wysoka mobilność społeczna. Dziś te drzwi zdają się przymykać.
Wzrost popularności tych haseł wynika z narastających nierówności majątkowych, które osiągnęły poziomy nienotowane od dekad. Według raportów Oxfam, majątek najbogatszych ludzi świata rośnie w tempie wykładniczym, podczas gdy realne płace klasy średniej i niższej w wielu krajach stoją w miejscu lub tracą na wartości nabywczej przez inflację.
Dodatkowo, pandemia COVID-19 przyspieszyła cyfryzację życia, co dało właścicielom platform jeszcze większą władzę nad tym, jak pracujemy, kupujemy i komunikujemy się. To poczucie utraty kontroli nad własnym życiem sprawia, że historyczne analogie do feudalizmu stają się dla wielu ludzi niezwykle trafne.
Były minister finansów Grecji, Janis Warufakis, w swojej książce „Technofeudalizm” stawia tezę, że kapitalizm już umarł. Twierdzi on, że rynki zostały zastąpione przez platformy, które nie są miejscem wymiany handlowej, lecz prywatnymi folwarkami. Według niego, Jeff Bezos czy Mark Zuckerberg nie są tradycyjnymi kapitalistami, lecz „cloudistami” (panami chmury), którzy pobierają daninę od każdego, kto chce prowadzić biznes w ich cyfrowym królestwie.
Choć wizja neofeudalizmu i neoniewolnictwa brzmi pesymistycznie, samo nazwanie tych procesów jest pierwszym krokiem do debaty nad nowymi regulacjami prawnymi, które mogłyby przywrócić równowagę między posiadaczami kapitału a resztą społeczeństwa.