Gość (37.30.*.*)
Współczesny świat cyfrowy sprawił, że niemal każdy nasz ruch zostawia ślad, który dla wprawnego oka – a raczej dla zaawansowanego algorytmu – jest wart więcej niż szczera spowiedź. Tworzenie szczegółowych profili psychologicznych na podstawie pozornie nieistotnych danych nie jest już tylko domeną filmów science-fiction czy teorii spiskowych. To codzienność, która napędza globalną gospodarkę opartą na danych. Mechanizm ten, często nazywany psychometrią cyfrową, pozwala na przewidywanie naszych zachowań, nastrojów, a nawet poglądów politycznych z przerażającą wręcz dokładnością.
Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak, i to w wielu aspektach. Badania przeprowadzone m.in. przez naukowców z Uniwersytetu Stanforda i Cambridge wykazały, że algorytm analizujący jedynie nasze „polubienia” na Facebooku jest w stanie ocenić naszą osobowość trafniej niż współpracownicy (po analizie 10 polubień), przyjaciele (70 polubień), a nawet współmałżonek (po analizie 300 polubień).
Realność takiego profilowania opiera się na teorii „Big Five” (Wielka Piątka), która klasyfikuje ludzką osobowość według pięciu cech: otwartości na doświadczenia, sumienności, ekstrawersji, ugodowości i neurotyczności. Okazuje się, że to, jakie zdjęcia oglądamy, jak szybko przewijamy ekran telefonu i jakie słowa dobieramy w komentarzach, koreluje z tymi cechami w sposób statystycznie istotny.
Wbrew pozorom to nie nasze imię, nazwisko czy numer PESEL są najcenniejsze. Największą wartość mają dane behawioralne, czyli te, które generujemy „przy okazji” korzystania z technologii. Do najbardziej pożądanych informacji należą:
Jednym z najsłynniejszych przykładów skuteczności profilowania jest historia amerykańskiej sieci sklepów Target. Na podstawie analizy koszyka zakupowego (zakup bezzapachowego balsamu, suplementów magnezu i dużych ilości waty), algorytm sklepu poprawnie zidentyfikował, że nastoletnia klientka jest w ciąży, zanim dowiedział się o tym jej własny ojciec. Sklep zaczął wysyłać jej kupony na artykuły niemowlęce, co wywołało początkowo skandal, a ostatecznie potwierdziło potęgę analityki danych.
Rynek danych jest ogromny i wielowarstwowy. Głównymi graczami są:
Całkowite zniknięcie z radaru w dzisiejszych czasach jest niemal niemożliwe, jeśli chcemy korzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Można jednak znacząco utrudnić zadanie algorytmom, stosując kilka zasad higieny cyfrowej:
Większość platform społecznościowych i systemów operacyjnych (Android, iOS) posiada rozbudowane sekcje prywatności. Warto regularnie sprawdzać, jakie uprawnienia mają zainstalowane aplikacje i wyłączać dostęp do lokalizacji, mikrofonu czy kontaktów tam, gdzie nie jest to niezbędne.
Używanie przeglądarek dbających o prywatność (np. Brave, Firefox z odpowiednimi wtyczkami) oraz wyszukiwarek, które nie profilują użytkowników (np. DuckDuckGo), to solidny krok naprzód. Warto również korzystać z VPN, który maskuje nasz adres IP i lokalizację.
Algorytmy karmią się naszymi reakcjami. Świadome unikanie klikania w clickbaity czy ograniczanie „lajkowania” wszystkiego, co widzimy, sprawia, że nasz profil staje się bardziej rozmyty i mniej przewidywalny.
W Unii Europejskiej chroni nas RODO (GDPR). Mamy prawo zażądać od dowolnej firmy kopii danych, jakie o nas posiada, a także zażądać ich usunięcia (prawo do bycia zapomnianym). Warto z tego korzystać, zwłaszcza w przypadku brokerów danych.
Profilowanie psychologiczne to potężne narzędzie, które może służyć zarówno personalizacji usług, jak i manipulacji. Kluczem do bezpieczeństwa jest świadomość, że w internecie nic nie jest darmowe – jeśli nie płacimy za produkt, to my sami, a konkretnie nasza psychika, jesteśmy produktem.