Gość (37.30.*.*)
Internet to przestrzeń, która potrafi łączyć ludzi wokół genialnych inicjatyw, takich jak słynne Ice Bucket Challenge, które zebrało miliony dolarów na walkę z ALS. Niestety, sieć ma też swoją mroczną stronę. Co jakiś czas media obiegają doniesienia o nowych, niezwykle groźnych „wyzwaniach” (ang. challenges), które polegają na podduszaniu się, połykaniu toksycznych substancji czy wykonywaniu niebezpiecznych akrobacji. Choć dla większości dorosłych te zachowania wydają się skrajnie irracjonalne, dla wielu młodych ludzi stają się kuszącą pokusą. Aby zrozumieć to zjawisko, musimy przyjrzeć się mechanizmom psychologicznym, algorytmom platform społecznościowych oraz specyfice rozwoju ludzkiego mózgu.
Większość groźnych wyzwań nie rodzi się w głowach genialnych złoczyńców planujących masową deprawację młodzieży. Ich źródła są znacznie bardziej prozaiczne i najczęściej wiążą się z mechanizmami rządzącymi współczesnym internetem.
Dzisiejsze platformy społecznościowe, takie jak TikTok, Instagram czy YouTube, działają w oparciu o tzw. ekonomię uwagi. Algorytmy tych serwisów są zaprojektowane tak, aby promować treści, które budzą silne emocje – szok, niedowierzanie, strach czy ekscytację. Im bardziej kontrowersyjny lub ekstremalny jest film, tym więcej zyskuje interakcji (polubień, komentarzy, udostępnień), co algorytm odczytuje jako sygnał: „to jest świetne, pokażmy to większej liczbie osób”. W ten sposób niszowe, głupie zachowanie może w ciągu kilku godzin stać się globalnym trendem.
Niektóre wyzwania zaczynają się jako cyniczny żart lub prowokacja na forach takich jak 4chan czy Reddit. Internauci tworzą fikcyjne historie (tzw. creepypasty), które z czasem zaczynają żyć własnym życiem. Gdy trafiają do głównego nurtu mediów społecznościowych, młodzi i podatni na wpływy użytkownicy mogą zacząć traktować je całkowicie poważnie, próbując odtworzyć rzekome „zasady gry”.
To nie przypadek, że ofiarami i uczestnikami niebezpiecznych wyzwań są niemal wyłącznie nastolatkowie oraz starsze dzieci. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, leży zarówno w neurobiologii, jak i w psychologii rozwoju.
Mózg człowieka rozwija się aż do około 25. roku życia. Kora przedczołowa, czyli obszar odpowiedzialny za logiczne myślenie, planowanie, kontrolę impulsów oraz – co kluczowe – ocenę ryzyka i konsekwencji, rozwija się jako ostatnia. Jednocześnie w okresie dojrzewania niezwykle aktywny jest układ limbiczny, odpowiadający za emocje i poszukiwanie nagrody. Dla nastolatka wizja natychmiastowej nagrody (aprobaty rówieśników, lajków) jest biologicznie silniejsza niż racjonalny strach przed odległymi konsekwencjami zdrowotnymi.
Okres dojrzewania to czas, w którym młody człowiek zaczyna uniezależniać się od rodziców, a jego głównym punktem odniesienia staje się grupa rówieśnicza. Potrzeba akceptacji i lęk przed wykluczeniem (FOMO – Fear of Missing Out) są wtedy gigantyczne. Udział w wyzwaniu to dla nastolatka sposób na pokazanie: „jestem odważny”, „należę do tej społeczności”, „jestem fajny”.
Współczesne pokolenie dorasta w świecie, w którym wartość człowieka bywa mierzona liczbą wyświetleń i obserwujących. Przekraczanie granic staje się najprostszą drogą do zdobycia upragnionej, choć chwilowej, sławy w sieci.
Skoro wiemy, jak groźne są te zjawiska, dlaczego rządy, giganci technologicznie i rodzice wciąż przegrywają tę walkę? Powodów jest kilka i mają one charakter systemowy.
Jednym z największych paradoksów walki z niebezpiecznymi wyzwaniami jest to, że próby nagłośnienia problemu często go potęgują. Zjawisko to nazywamy efektem Streisand. Gdy media tradycyjne (telewizja, portale informacyjne) zaczynają ostrzegać przed nowym, rzekomym wyzwaniem, miliony dzieci, które wcześniej o nim nie słyszały, nagle dowiadują się o jego istnieniu. Wiele z tych wyzwań (jak np. słynna „Momo” czy w dużej mierze „Niebieski Wieloryb”) było początkowo miejskimi legendami, które stały się realnym zagrożeniem dopiero wtedy, gdy media i spanikowani dorośli zaczęli o nich masowo pisać.
Algorytmy moderujące treść na platformach społecznościowych opierają się na słowach kluczowych i zgłoszeniach użytkowników. Twórcy niebezpiecznych wyzwań szybko jednak obchodzą te zabezpieczenia, zmieniając nazwy hashtagów, używając emotikonów zamiast słów lub przenosząc się na mniej kontrolowane komunikatory (np. zamknięte grupy na Discordzie czy Telegramie). Zanim moderatorzy platformy zorientują się, że dany trend zagraża życiu, wyzwanie zdąży już okrążyć kulę ziemską.
Internet nie ma jednego właściciela ani policji, która mogłaby natychmiast usunąć szkodliwe treści na całym świecie. Różnice w prawie poszczególnych państw sprawiają, że pociągnięcie platform społecznościowych do pełnej odpowiedzialności za dystrybucję takich treści jest niezwykle trudne i czasochłonne.
Skoro technologia i prawo nie nadążają za pomysłowością internautów, kluczem do ochrony dzieci staje się profilaktyka i budowanie tzw. odporności cyfrowej.
Niebezpieczne wyzwania internetowe nie znikną, ponieważ są one bezpośrednią konsekwencją ludzkiej psychiki połączonej z potężną technologią. Najlepszą tarczą ochronną dla młodego pokolenia nie są jednak kolejne filtry algorytmiczne, ale mądra edukacja, wsparcie dorosłych i silne poczucie własnej wartości, które nie potrzebuje potwierdzenia w postaci wirtualnych polubień.