Gość (37.30.*.*)
W dobie smartfonów i nieustannego bycia online granica między tym, co robimy po godzinach, a naszym życiem zawodowym, stała się wyjątkowo cienka. Jeszcze kilkanaście lat temu to, co mówiliśmy przy piwie ze znajomymi, zostawało w pubie. Dziś jeden niefortunny post, komentarz czy zdjęcie wrzucone do sieci może w kilka minut obiec internet i trafić na biurko naszego szefa. Pytanie o to, gdzie kończy się wolność słowa, a zaczyna lojalność wobec pracodawcy, jest dziś aktualne jak nigdy wcześniej.
Rozgraniczenie sfery prywatnej od publicznej w mediach społecznościowych jest niezwykle trudne, a z perspektywy prawnej – często wręcz niemożliwe do pełnego wyegzekwowania. Choć wydaje nam się, że nasz profil na Facebooku czy Instagramie to nasza „prywatna piaskownica”, w rzeczywistości każda treść opublikowana w sieci ma potencjał stania się publiczną.
Nawet jeśli posiadamy ustawienia prywatności ograniczone do „znajomych”, musimy pamiętać, że w tej grupie mogą znajdować się współpracownicy, a zrobienie zrzutu ekranu zajmuje sekundę. Sądy pracy w Polsce coraz częściej stoją na stanowisku, że aktywność w mediach społecznościowych, która uderza w dobro pracodawcy, nie może być uznana za sferę ściśle prywatną, nawet jeśli post został opublikowany po godzinach pracy i z prywatnego urządzenia.
Krótka odpowiedź brzmi: tak. Pracodawca ma prawo wyciągnąć konsekwencje dyscyplinarne, w tym rozwiązać umowę o pracę, jeśli Twoja aktywność w sieci narusza jego interesy lub obowiązki pracownicze. W polskim Kodeksie pracy kluczowy jest art. 100, który mówi o obowiązku dbania o dobro zakładu pracy oraz zachowania w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę.
Zwolnienie może nastąpić w dwóch trybach:
Nie każdy wpis jest powodem do wypowiedzenia. Aby zwolnienie było skuteczne i obroniło się w sądzie, post musi realnie naruszać interesy firmy. Oto najczęstsze sytuacje:
Wiele osób uważa, że „zamknięty” profil to tarcza ochronna. Niestety, orzecznictwo sądowe pokazuje coś innego. Jeśli Twoje treści dotarły do szerszego grona osób (nawet jeśli to tylko 200 znajomych), przestają być traktowane jako poufna korespondencja.
Ciekawostka: W Polsce zapadały już wyroki potwierdzające, że obraźliwy wpis na zamkniętej grupie na Facebooku może być podstawą do zwolnienia, jeśli informacja o nim dotarła do pracodawcy. Sąd uznaje wtedy, że pracownik świadomie godził się na to, że treść może zostać przekazana dalej.
Aby uniknąć nieprzyjemności, warto stosować zasadę ograniczonego zaufania do technologii i własnych emocji. Oto kilka praktycznych wskazówek:
Współczesny rynek pracy wymaga od nas pewnej higieny cyfrowej. Choć każdy ma prawo do własnych poglądów i prywatności, warto pamiętać, że w internecie granica między „ja jako osoba prywatna” a „ja jako reprezentant firmy” jest niemal niewidoczna. Zdrowy rozsądek jest tu najlepszym doradcą.