Gość (37.30.*.*)
W świecie finansów i prawa często pojawia się pytanie o granice odpowiedzialności pożyczkodawcy. Czy firma udzielająca finansowania musi być swego rodzaju detektywem, który prześwietla każdy aspekt życia klienta? Choć orzecznictwo sądowe coraz częściej staje po stronie konsumentów, nakładając na instytucje finansowe obowiązek rzetelnej oceny sytuacji pożyczkobiorcy, nie oznacza to, że pożyczkodawca ma prawo lub obowiązek żądać wglądu w naszą dokumentację medyczną czy rachunki za prąd.
Zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim, każdy pożyczkodawca ma obowiązek dokonać oceny zdolności kredytowej konsumenta. Jest to proces, który ma na celu sprawdzenie, czy dana osoba będzie w stanie spłacić zobowiązanie wraz z odsetkami w terminie. W praktyce odbywa się to zazwyczaj poprzez weryfikację baz danych, takich jak BIK (Biuro Informacji Kredytowej) czy biura informacji gospodarczej (np. KRD, BIG InfoMonitor).
Sąd, analizując sprawę, może uznać, że pożyczkodawca „wiedział lub powinien był wiedzieć” o trudnej sytuacji klienta, jeśli te informacje były łatwo dostępne w systemach bankowych lub wynikały wprost z przedstawionych dokumentów dochodowych (np. widocznych zajęć komorniczych na wyciągu z konta). Nie oznacza to jednak automatycznego obowiązku gromadzenia stosu zaświadczeń z urzędów.
Tutaj wchodzimy na grunt ochrony danych osobowych (RODO) oraz dóbr osobistych. Żądanie wyników badań lekarskich przez firmę pożyczkową byłoby w większości przypadków uznane za rażące naruszenie prywatności i przekroczenie zasady adekwatności zbierania danych. Dane o stanie zdrowia to tzw. dane wrażliwe (szczególnej kategorii), których przetwarzanie jest surowo ograniczone.
Pożyczkodawca nie jest lekarzem ani orzecznikiem. Jego rolą jest ocena ekonomiczna, a nie medyczna. Jeśli jednak klient sam informuje o swojej chorobie lub stan ten jest widoczny i wpływa na świadomość podejmowanej decyzji, pożyczkodawca powinien zachować szczególną ostrożność, aby nie narazić się na zarzut wykorzystania przymusowego położenia klienta.
Kluczowym pojęciem w tym kontekście jest art. 388 Kodeksu cywilnego, który mówi o wyzysku. Jeśli jedna ze stron, wykorzystując przymusowe położenie, niedołęstwo lub niedoświadczenie drugiej strony, przyjmuje świadczenie, którego wartość w chwili zawarcia umowy przewyższa w rażącym stopniu wartość jej własnego świadczenia, sąd może unieważnić taką umowę lub ją zmodyfikować.
W kontekście „wiedzy” pożyczkodawcy:
Sąd ocenia, czy pożyczkodawca, będąc profesjonalistą, mógł z łatwością zauważyć, że klient nie rozumie treści umowy lub działa pod wpływem ogromnej presji. Nie wymaga to jednak przedstawiania zaświadczeń od dostawców mediów czy z urzędu pracy – profesjonalista powinien wyciągać wnioski z danych, które już posiada.
Termin „powinien był wiedzieć” odnosi się do zachowania należytej staranności zawodowej. Jeśli pożyczkodawca widzi w raporcie BIK kilkanaście niespłaconych chwilówek i komornika, a mimo to udziela kolejnej pożyczki na 100% RRSO, sąd może uznać, że pożyczkodawca zignorował oczywiste sygnały ostrzegawcze.
Weryfikacja nie musi obejmować:
W wielu krajach Unii Europejskiej coraz mocniej promuje się koncepcję "odpowiedzialnego pożyczania". Zakłada ona, że to na instytucji finansowej spoczywa ciężar udowodnienia, że rzetelnie sprawdziła klienta. Jeśli firma pożyczkowa „przymknie oko” na ewidentne bankructwo klienta, byle tylko zarobić na wysokich prowizjach, ryzykuje nie tylko utratę odsetek, ale nawet unieważnienie całej umowy przez sąd.
Dla pożyczkobiorcy ważna jest informacja, że nie musi on spowiadać się z każdego aspektu życia prywatnego, a pożyczkodawca nie ma prawa żądać dokumentów naruszających jego godność czy prywatność (jak wyniki badań). Z kolei pożyczkodawca musi pamiętać, że ignorowanie faktów wynikających z baz dłużników czy wyciągów bankowych może zostać uznane za działanie w złej wierze.
Sądowa ocena „wiedzy” pożyczkodawcy opiera się na logice i dostępnych narzędziach rynkowych, a nie na wymaganiu od firm pełnienia roli organów śledczych czy medycznych. Obowiązek „wiedzy” to obowiązek nieignorowania faktów, które profesjonalista ma przed oczami.