Gość (37.30.*.*)
Temat japońskiego prawa rodzinnego od lat budzi ogromne kontrowersje, szczególnie w kontekście międzynarodowym. Wiele osób słyszało o drastycznych przypadkach, w których jeden z rodziców „znika” z dzieckiem, a drugi traci z nim jakikolwiek kontakt. Choć sformułowanie o „sześciu miesiącach” nie jest sztywnym przepisem zapisanym w kodeksie cywilnym, to w praktyce japońskich sądów rodzinnych funkcjonuje mechanizm, który działa bardzo podobnie.
W Japonii kluczowym pojęciem przy ustalaniu opieki nad dzieckiem jest tzw. zasada ciągłości (keizoku-sei no gensoku). Japońskie sądy wychodzą z założenia, że dla dobra dziecka najważniejsza jest stabilizacja środowiska, w którym aktualnie przebywa. Jeśli jeden z rodziców zabierze dziecko i sprawuje nad nim opiekę przez dłuższy czas – zazwyczaj przyjmuje się, że okres około sześciu miesięcy wystarcza do „zakorzenienia” – sądy bardzo niechętnie zmieniają ten stan rzeczy.
W praktyce oznacza to, że rodzic, który fizycznie posiada dziecko przy sobie, ma ogromną przewagę procesową. Jeśli uda mu się utrzymać ten stan przez pół roku, sąd prawdopodobnie przyzna mu pełną opiekę, uznając, że przenoszenie dziecka do drugiego rodzica byłoby dla niego zbyt dużym stresem. To właśnie ten mechanizm doprowadził do zjawiska określanego mianem „porwań rodzicielskich”, które są w Japonii de facto tolerowane przez system prawny.
Obecnie (stan na początek 2024 roku) Japonia jest jednym z nielicznych rozwiniętych krajów, w których po rozwodzie nie istnieje pojęcie wspólnej opieki nad dzieckiem. Prawo wymusza wskazanie tylko jednego rodzica, który zachowuje pełną władzę rodzicielską (tandoku kinkon). Drugi rodzic traci prawo do decydowania o edukacji, leczeniu czy miejscu zamieszkania dziecka.
Co gorsza, egzekwowanie kontaktów z dzieckiem (widzeń) jest w Japonii niezwykle trudne. Jeśli rodzic sprawujący opiekę sprzeciwia się spotkaniom, sądy rzadko nakładają skuteczne kary lub przymuszają do wydania dziecka na czas wizyty. W efekcie tysiące dzieci w Japonii całkowicie traci kontakt z jednym z rodziców po ich rozstaniu.
System wyłącznej opieki po rozwodzie jest obecnie rzadkością w krajach zachodnich, gdzie standardem stała się opieka wspólna lub naprzemienna. Większość państw europejskich, a także USA, Kanada czy Australia, promuje model, w którym oboje rodziców zachowuje prawa i obowiązki wobec dziecka, chyba że zachodzą przesłanki o zagrożeniu jego bezpieczeństwa.
Japonia bywa nazywana „czarną dziurą” dla uprowadzonych dzieci, co doprowadziło do licznych napięć dyplomatycznych. Choć Japonia ratyfikowała Konwencję Haską (dotyczącą cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę), jej stosowanie wewnątrz kraju bywa krytykowane przez społeczność międzynarodową jako mało skuteczne.
Warto jednak zaznaczyć, że podobne problemy z egzekwowaniem kontaktów zdarzają się w wielu krajach, nawet tam, gdzie prawo teoretycznie sprzyja wspólnej opiece. Różnica polega na tym, że w Japonii systemowa bariera w postaci braku wspólnej władzy rodzicielskiej po rozwodzie jest wpisana bezpośrednio w strukturę prawną.
Presja międzynarodowa oraz zmieniające się nastroje społeczne w samej Japonii doprowadziły do przełomu. W maju 2024 roku japoński parlament przyjął nowelizację Kodeksu Cywilnego, która ma wprowadzić możliwość orzekania wspólnej opieki nad dzieckiem po rozwodzie.
Nowe przepisy mają wejść w życie w ciągu dwóch lat od ogłoszenia (prawdopodobnie około 2026 roku). Zgodnie z reformą, sądy będą mogły przyznać wspólną opiekę, jeśli uznają, że leży to w interesie dziecka. W przypadku braku porozumienia między rodzicami lub podejrzeń o przemoc, sąd nadal będzie mógł orzec opiekę wyłączną. Jest to ogromna zmiana, choć krytycy wskazują, że bez zmiany mentalności sędziów i wprowadzenia skutecznych mechanizmów egzekucji kontaktów, sama zmiana przepisów może nie wystarczyć.
System wyłącznej opieki w Japonii ma swoje korzenie w tradycyjnym modelu rodziny ie, funkcjonującym w okresie Meiji. W tamtym systemie dziecko należało do „domu” (rodu), a po rozwodzie zostawało w rodzinie ojca lub matki, całkowicie odcinając się od drugiej linii. Współczesne prawo, choć zmodernizowane, przez dekady zachowało ten dychotomiczny podział, który we współczesnym, mobilnym społeczeństwie stał się źródłem wielu dramatów rodzinnych.