Gość (37.30.*.*)
Wyobraźnia biologiczna potrafi podsuwać nam niesamowite scenariusze. Wizja krwi, która nie jest tylko czerwona, ale mieni się odcieniami błękitu, żółci i kremu, brzmi jak opis organizmu pozaziemskiego. Jednak gdybyśmy spróbowali przenieść te założenia do ludzkiego ciała, musielibyśmy zmierzyć się z fascynującymi, ale i groźnymi konsekwencjami chemicznymi oraz fizycznymi. Taka „tęczowa krew” całkowicie zmieniłaby sposób, w jaki funkcjonują nasze narządy, a termodynamika organizmu musiałaby zostać napisana na nowo.
Wprowadzenie 16,5% niebieskich krwinek zawierających miedź to bezpośrednie nawiązanie do hemocyjaniny – barwnika krwi występującego np. u ośmiornic czy krabów. U ludzi za transport tlenu odpowiada hemoglobina oparta na żelazie, która nadaje krwi czerwony kolor.
Gdyby w naszym krwiobiegu pojawiły się krwinki „miedziowe”, wydajność transportu tlenu mogłaby ulec zmianie. Hemocyjanina zazwyczaj najlepiej sprawdza się w zimnych środowiskach o niskim stężeniu tlenu. W ludzkim ciele, przy temperaturze 37,7°C (którą założyłeś dla tych komórek), miedź mogłaby mieć problem z efektywnym oddawaniem tlenu do tkanek. Dodatkowo, współistnienie żelaza i miedzi w jednym układzie krążenia mogłoby prowadzić do stresu oksydacyjnego. Wolna miedź i żelazo biorą udział w reakcjach Fentona, generując wolne rodniki, które uszkadzają komórki.
Płytki krwi odpowiadają za krzepnięcie. Dodatek cząsteczki siarki do 1,5% z nich oraz obniżenie ich temperatury do 35,5°C wpłynęłoby na procesy enzymatyczne. Siarka jest kluczowym elementem aminokwasów (takich jak cysteina), które tworzą mostki dwusiarczkowe w białkach.
Zwiększona obecność siarki w płytkach mogłaby teoretycznie wzmocnić strukturę skrzepu, czyniąc go bardziej odpornym na rozrywanie. Jednak niższa temperatura tych komórek (35,5°C) działałaby w drugą stronę – większość enzymów odpowiedzialnych za kaskadę krzepnięcia działa optymalnie w temperaturze około 37°C. Te „chłodniejsze” płytki mogłyby spowalniać proces tamowania krwotoków w miejscach, gdzie by się gromadziły.
Najbardziej intrygujące są kremowe krwinki białe (2,5% populacji) z azotem i chlorem o temperaturze 38,8°C. W biologii chlor jest wykorzystywany przez neutrofile do produkcji kwasu podchlorawego (składnika wybielacza), który zabija bakterie.
Wzbogacenie tych komórek o dodatkowy azot i chlor mogłoby uczynić je niezwykle agresywnymi wobec patogenów. Temperatura 38,8°C to stan lekkiej gorączki, co zazwyczaj przyspiesza reakcje odpornościowe. Takie komórki byłyby „gorącymi punktami” w naszej krwi, działającymi jak wyspecjalizowane jednostki uderzeniowe. Ryzyko? Nadaktywność takich krwinek mogłaby prowadzić do chorób autoimmunologicznych, gdzie organizm zbyt gwałtownie atakuje własne, zdrowe tkanki.
Z punktu widzenia fizyki, największym wyzwaniem byłoby utrzymanie różnych temperatur poszczególnych elementów krwi w tym samym strumieniu cieczy. Oto jak wyglądałoby to obliczeniowo i logicznie:
Jeśli przyjrzymy się składowi chemicznemu, który zaproponowałeś, możemy wyciągnąć następujące wnioski:
Gdyby taki system faktycznie działał, prawdopodobnie czulibyśmy się „stale rozgrzani”. Wyższa temperatura krwinek białych i niebieskich podniosłaby ogólną ciepłotę ciała. Nasz metabolizm musiałby pracować na znacznie wyższych obrotach, aby zasilić te wszystkie procesy chemiczne i utrzymać różnice temperatur.
Ciekawostką jest fakt, że w naturze istnieją organizmy o nietypowych kolorach krwi. Oprócz wspomnianych niebieskich skorupiaków, istnieją jaszczurki z Nowej Gwinei (Prasinohaema), które mają zieloną krew z powodu bardzo wysokiego poziomu biliwerdyny (produktu rozpadu hemoglobiny). Ich organizm toleruje stężenia, które dla człowieka byłyby śmiertelne. Twój model „tęczowej krwi” to krok jeszcze dalej – to wizja organizmu, który jest chemicznym laboratorium o niezwykle wysokiej specjalizacji.
Podsumowując, taki organizm byłby prawdopodobnie bardziej odporny na niektóre infekcje (dzięki „gorącym” krwinkom kremowym), ale jednocześnie narażony na ogromne problemy z termoregulacją i toksycznością metali. To fascynujący koncept, który pokazuje, jak precyzyjnie dostrojona jest nasza obecna biologia oparta na żelazie i stałej temperaturze.