Gość (37.30.*.*)
To popularne powiedzenie, które od pokoleń krąży w naszej kulturze, brzmi niemal jak złota zasada dietetyki. Choć w Twojej wersji pojawił się dodatkowo podwieczorek, klasyczna forma tego przysłowia brzmi: „Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi”. To zdanie miało przez lata sugerować, że rano potrzebujemy najwięcej energii, a wieczorne objadanie się jest prostą drogą do problemów ze zdrowiem i wagą. Skąd się wzięło to przekonanie i czy współczesna nauka je potwierdza?
Tradycyjnie autorstwo tych słów przypisuje się rosyjskiemu dowódcy, Aleksandrowi Suworowowi, który żył w XVIII wieku. Był on znany z surowego trybu życia i dbania o kondycję swoich żołnierzy. W tamtych czasach, gdy praca fizyczna dominowała, solidne śniadanie było fundamentem przetrwania dnia na polu bitwy czy w gospodarstwie.
Wersja z podwieczorkiem, o którą pytasz, jest rzadziej spotykana, ale logicznie wpisuje się w tę samą filozofię: im później, tym mniej powinniśmy jeść. Podwieczorek i kolacja w tym ujęciu stają się posiłkami zbędnymi, które tylko obciążają organizm przed snem.
Współczesna dietetyka patrzy na tę sprawę znacznie szerzej. Choć stare przysłowie zawiera ziarno prawdy, nie jest już traktowane jako uniwersalna wytyczna dla każdego.
Przez lata powtarzano, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Faktem jest, że poranny posiłek pomaga uregulować poziom cukru we krwi i dostarcza energii do pracy umysłowej. Jednak popularny obecnie model żywienia, zwany postem przerywanym (Intermittent Fasting), pokazuje, że niektórzy czują się świetnie, pomijając śniadanie i zaczynając jedzenie dopiero w porze obiadu.
„Oddawanie kolacji wrogowi” miało chronić przed tyciem. Dziś wiemy, że o przybieraniu na wadze decyduje przede wszystkim całkowity bilans kaloryczny z całego dnia, a nie tylko godzina ostatniego posiłku. Niemniej jednak, jedzenie obfitej, ciężkostrawnej kolacji tuż przed snem faktycznie nie jest zdrowe. Organizm zamiast regenerować się w nocy, musi tracić energię na trawienie, co pogarsza jakość snu i może prowadzić do problemów z układem pokarmowym.
W powiedzeniu o dzieleniu się obiadem z przyjacielem kryje się ciekawy aspekt psychologiczny i społeczny. Posiłek spożywany w towarzystwie zazwyczaj trwa dłużej, co sprzyja lepszemu przeżuwaniu pokarmu i szybszemu odczuwaniu sytości. Z perspektywy historycznej obiad był głównym, najbardziej kalorycznym posiłkiem, więc „podzielenie się nim” mogło być metaforą umiaru.
Istnieje dziedzina nauki zwana chronobiologią, która bada, jak nasz zegar biologiczny wpływa na metabolizm. Badania sugerują, że nasza wrażliwość na insulinę jest najwyższa rano, a najniższa wieczorem. Oznacza to, że organizm rzeczywiście lepiej radzi sobie z węglowodanami na początku dnia. W tym sensie stare przysłowie ma solidne podstawy biologiczne!
Zamiast dosłownie oddawać kolację wrogowi, warto po prostu postawić na lekkostrawne posiłki wieczorem. Jeśli Twoim celem jest lepsze samopoczucie, możesz zainspirować się tą ludową mądrością w następujący sposób:
Pamiętaj, że każdy organizm jest inny. Sportowiec, który trenuje wieczorem, nie może „oddać kolacji wrogowi”, ponieważ potrzebuje regeneracji po wysiłku. Z kolei osoba o siedzącym trybie życia faktycznie odczuje korzyści z ograniczenia kalorii w drugiej połowie dnia. Przysłowie to jest więc świetną wskazówką dotyczącą umiaru, ale nie sztywnym prawem, którego trzeba przestrzegać za wszelką cenę.