Gość (37.30.*.*)
Stoisz przed lodówką w markecie i widzisz udka z kurczaka w cenie, która wydaje się wręcz nierealna. Zastanawiasz się wtedy pewnie: „Czy to w ogóle jest zdrowe? Czy to mięso jest coś warte, skoro kosztuje mniej niż kilogram jabłek?”. To naturalne obawy, bo w dzisiejszych czasach przyzwyczailiśmy się, że za wysoką jakość trzeba słono płacić. W przypadku kurczaka sprawa jest jednak nieco bardziej złożona i niska cena nie zawsze musi oznaczać, że kupujesz produkt „drugiej kategorii”.
Niska cena udek wynika przede wszystkim z mechanizmów rynkowych i skali produkcji, a nie tylko z faktu, że mięso mogłoby być gorsze. Polska jest jednym z największych producentów drobiu w Europie. Masowa produkcja pozwala na ogromną optymalizację kosztów – od paszy, przez logistykę, aż po proces uboju.
Kolejnym kluczowym czynnikiem jest popyt na konkretne części ptaka. W Polsce i wielu krajach zachodnich największą popularnością cieszy się pierś z kurczaka. Jest chuda, łatwa w obróbce i uważana za „fit”. To sprawia, że cena fileta jest windowana w górę, podczas gdy udka, podudzia czy skrzydełka stają się produktem, który musi zostać sprzedany szybko, by nie zalegał w magazynach. Często więc niska cena udek to wynik promocji mającej na celu szybkie upłynnienie towaru, a nie sygnał o jego wadliwości.
Wokół taniego drobiu narosło wiele mitów, zwłaszcza tych dotyczących hormonów i antybiotyków. Warto wyjaśnić jedną rzecz: w Unii Europejskiej stosowanie hormonów wzrostu w hodowli drobiu jest surowo zabronione od dziesięcioleci. Jeśli kurczak rośnie szybko, to wynika to z selekcji genetycznej ras oraz precyzyjnie dobranej paszy, a nie z „szprycowania” go hormonami.
Jeśli chodzi o antybiotyki, ich stosowanie jest ściśle regulowane. Nie mogą być one podawane profilaktycznie, a jedynie w celu leczenia chorych osobników pod nadzorem weterynarza. Co najważniejsze, obowiązuje okres karencji – mięso zwierzęcia, które przyjmowało leki, nie może trafić do sprzedaży, dopóki substancje te nie zostaną usunięte z jego organizmu. Niska cena w markecie nie oznacza więc automatycznie, że mięso jest pełne leków, bo kontrola sanitarna w Polsce jest na bardzo wysokim poziomie.
Choć niska cena nie zawsze oznacza złą jakość, istnieją pewne pułapki, na które warto zwrócić uwagę. Największym problemem taniego drobiu z masowych hodowli nie są mityczne hormony, ale procesy technologiczne, takie jak „nastrzykiwanie”.
Niektórzy producenci, aby obniżyć cenę jednostkową, nastrzykują mięso roztworem wody z solą i substancjami wiążącymi (np. fosforanami). Efekt? Kupujesz kilogram udek, ale po wrzuceniu ich na patelnię mięso kurczy się o połowę, a wokół tworzy się „zupa”. Zawsze sprawdzaj etykietę – jeśli w składzie widzisz wodę, sól lub dodatki E, oznacza to, że płacisz za wodę w cenie mięsa.
Najtańsze udka pochodzą zazwyczaj z chowu klatkowego lub intensywnego chowu ściółkowego. Ptaki mają tam ograniczoną przestrzeń, co wpływa na strukturę mięsa – może być ono bardziej miękkie i mniej aromatyczne niż w przypadku kurczaków z wolnego wybiegu czy kurczaków zagrodowych.
Choć to pierś z kurczaka uchodzi za ideał zdrowego żywienia, udka mają swoje unikalne zalety, o których rzadko się wspomina. Ciemne mięso z udek zawiera znacznie więcej cynku, żelaza oraz witamin z grupy B (szczególnie B12 i B6) niż białe mięso z piersi. Jest też bardziej soczyste dzięki nieco wyższej zawartości tłuszczu, co sprawia, że jest trudniejsze do wysuszenia podczas pieczenia czy smażenia.
Jeśli chcesz mieć pewność, że mimo niskiej ceny kupujesz produkt wartościowy, zwróć uwagę na kilka detali:
Niska cena udek z kurczaka najczęściej wynika z ogromnej skali produkcji i mniejszego zainteresowania tą częścią tuszki w porównaniu do fileta. Nie oznacza to automatycznie, że mięso jest niejadalne czy szkodliwe. Kluczem jest czytanie etykiet i wybieranie sprawdzonych dostawców, którzy nie stosują nadmiernego nastrzykiwania wodą.