Gość (37.30.*.*)
„Portret młodzieńca” autorstwa Rafaela Santi to bez wątpienia najcenniejsze dzieło sztuki, jakie kiedykolwiek zaginęło z polskich zbiorów. Jego historia przypomina scenariusz filmu sensacyjnego, w którym wielka sztuka przeplata się z brutalną polityką i wojenną pożogą. Zanim jednak ślad po nim zaginął w mrokach II wojny światowej, obraz ten był dumą jednej z najważniejszych kolekcji w Europie Środkowej. Jeśli zastanawiacie się, gdzie dokładnie można było go podziwiać przed kradzieżą, odpowiedź brzmi: w Krakowie, a konkretnie w Muzeum Książąt Czartoryskich.
Dzieło Rafaela trafiło do Polski dzięki pasji i determinacji rodziny Czartoryskich. Zostało zakupione około 1798 roku przez księcia Adama Jerzego Czartoryskiego podczas jego podróży do Włoch. Obraz stał się częścią niezwykłej kolekcji gromadzonej przez jego matkę, księżną Izabelę Czartoryską, która w Puławach stworzyła pierwsze polskie muzeum narodowe.
Po licznych zawirowaniach historycznych i powstaniach narodowych, zbiory ostatecznie przeniesiono do Krakowa. To właśnie tam, w Muzeum Książąt Czartoryskich przy ulicy św. Jana, „Portret młodzieńca” wisiał obok innych arcydzieł światowego formatu, takich jak „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci czy „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta. Te trzy obrazy stanowiły „wielką trójkę” krakowskiej kolekcji, przyciągając znawców sztuki z całego świata.
Spokój krakowskiego muzeum został przerwany we wrześniu 1939 roku. Rodzina Czartoryskich, przeczuwając nadchodzące niebezpieczeństwo, próbowała ukryć najcenniejsze eksponaty w Sieniawie, jednak skrytka została odkryta przez Niemców. Obraz Rafaela, wraz z dziełami Leonarda i Rembrandta, został skonfiskowany przez okupanta.
Początkowo dzieło trafiło do Berlina, gdzie miało stać się częścią planowanego przez Hitlera wielkiego muzeum w Linzu. Jednak w 1940 roku gubernator generalny Hans Frank sprowadził obraz z powrotem do Krakowa, aby ozdobić nim swoją rezydencję na Wawelu. To właśnie z rąk Franka obraz zniknął w 1945 roku, gdy Niemcy uciekali przed zbliżającą się Armią Czerwoną. Choć „Damę z gronostajem” i obraz Rembrandta udało się odzyskać po wojnie, „Portret młodzieńca” zapadł się pod ziemię.
Do dziś historycy sztuki spierają się o to, kim jest tajemniczy mężczyzna z obrazu. Najpopularniejsza teoria głosi, że jest to autoportret samego Rafaela z czasów jego młodości. Inni badacze sugerują, że modelem mógł być Francesco Maria della Rovere, książę Urbino. Niezależnie od tożsamości modela, pewne jest jedno – mistrzostwo wykonania, harmonia i spokój bijący z płótna czynią go jednym z najważniejszych portretów renesansowych w historii.
Mimo upływu ponad 80 lat od zakończenia wojny, polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nigdy nie przestało szukać „Portretu młodzieńca”. Obraz figuruje na szczycie listy polskich strat wojennych. Co jakiś czas w mediach pojawiają się sensacyjne doniesienia o tym, że dzieło znajduje się w prywatnej kolekcji w USA, Szwajcarii czy Rosji, jednak żadna z tych informacji nie została dotąd oficjalnie potwierdzona.
Współcześnie w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie, w miejscu, gdzie niegdyś wisiał oryginał, można zobaczyć jedynie jego pustą ramę lub wierną kopię. Jest to symboliczna wyrwa w polskiej kulturze, która czeka na zapełnienie.