Gość (83.4.*.*)
W dobie mediów społecznościowych, gdzie granica między tym, co prywatne, a tym, co publiczne, niemal całkowicie się zatarła, coraz częściej zadajemy sobie pytanie: gdzie kończy się szczerość, a zaczyna ekshibicjonizm emocjonalny? Często mylimy autentyczność z tzw. „praniem brudów”, czyli publicznym wywlekaniem konfliktów, błędów i intymnych szczegółów z życia swojego lub bliskich. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że pokazanie „całej prawdy” – nawet tej brzydkiej – jest szczytem bycia sobą, rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.
Autentyczność to spójność między tym, co czujemy i myślimy, a tym, jak postępujemy. To odwaga bycia sobą, nawet jeśli nie pasujemy do oczekiwań otoczenia. Jednak bycie autentycznym nie oznacza braku filtrów czy rezygnacji z prywatności. Psychologowie często podkreślają, że autentyczność idzie w parze z integralnością. Oznacza to, że dzielimy się swoją prawdą w sposób, który jest zgodny z naszymi wartościami, ale jednocześnie szanuje granice innych osób.
Prawdziwa autentyczność wymaga autorefleksji. Zanim coś powiemy lub opublikujemy, warto zadać sobie pytanie: „Dlaczego to robię?”. Jeśli motywacją jest chęć pokazania ludzkiej twarzy, przyznanie się do błędu czy szukanie autentycznego porozumienia, jesteśmy blisko bycia autentycznymi. Jeśli jednak celem jest zemsta, chęć upokorzenia kogoś lub desperackie poszukiwanie atencji, wchodzimy na teren „prania brudów”.
Określenie „prać brudy” zazwyczaj odnosi się do wyciągania na światło dzienne spraw, które powinny zostać rozwiązane wewnątrz danej relacji, rodziny czy firmy. Głównym problemem w tym przypadku nie jest sama treść, ale brak szacunku do prywatności osób trzecich, które są w te „brudy” zamieszane.
Autentyczność dotyczy nas samych – naszych uczuć, naszych doświadczeń i naszych reakcji. Pranie brudów dotyczy innych. Kiedy publicznie opowiadamy o zdradzie partnera, błędach rodziców czy niekompetencji szefa, przestajemy być autentyczni, a stajemy się oskarżycielami. W takim działaniu rzadko chodzi o prawdę, a częściej o jednostronną narrację, która ma postawić nas w lepszym świetle lub przynieść chwilową ulgę kosztem kogoś innego.
Różnica między autentycznym dzieleniem się trudnościami a praniem brudów tkwi w intencji.
W pierwszym przypadku skupiamy się na własnych emocjach (tzw. komunikat „Ja”). W drugim – na ataku i obnażaniu cudzych słabości.
Brené Brown, znana badaczka wstydu i wrażliwości, twierdzi, że wrażliwość jest kluczem do autentyczności. Jednak zaznacza ona również, że „wrażliwość bez granic nie jest wrażliwością”. Dzielenie się intymnymi szczegółami z kimś, kto nie zasłużył na nasze zaufanie, lub z szerokim gronem odbiorców w internecie, to tzw. oversharing.
Oversharing często jest mechanizmem obronnym. Wydaje nam się, że jeśli pierwsi „wyrzucimy wszystko z siebie”, to nikt nas nie zrani. W rzeczywistości jednak takie działanie często buduje mur zamiast mostu. Ludzie, którzy są świadkami prania brudów, często czują się zażenowani lub przytłoczeni, co stoi w sprzeczności z budowaniem autentycznej więzi.
W psychologii istnieje zjawisko zwane „efektem reflektora” (spotlight effect). Polega ono na tym, że przeceniamy stopień, w jakim inni ludzie zauważają nasze błędy czy wygląd. Często „pierzemy brudy” publicznie, bo wydaje nam się, że musimy natychmiast sprostować jakąś sytuację, by ratować wizerunek. W rzeczywistości większość ludzi nie poświęca naszym sprawom tyle uwagi, ile nam się wydaje, a publiczne pranie brudów tylko niepotrzebnie ogniskuje ich wzrok na problemie.
Czy można zatem być w pełni sobą, nie ukrywając problemów, a jednocześnie nie przekraczając granic dobrego smaku? Oczywiście, że tak. Oto kilka zasad, które pomagają zachować tę równowagę:
Autentyczność to piękna cecha, która pozwala budować głębokie relacje i żyć w zgodzie ze sobą. Pranie brudów to natomiast strategia krótkowzroczna, która zazwyczaj rani wszystkich zaangażowanych. Prawdziwa siła tkwi w umiejętności bycia szczerym przy jednoczesnym zachowaniu klasy i szacunku – zarówno do siebie, jak i do drugiego człowieka.