Gość (83.4.*.*)
Jim Carrey to postać, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego ekspresyjna mimika, niezwykła plastyczność ciała i energia sprawiły, że stał się ikoną kina lat 90. Jednak to, co kiedyś bawiło miliony, dziś bywa poddawane surowej ocenie. Krytyka pod adresem aktora często koncentruje się na tym, że jego humor bazuje na wyśmiewaniu osób, które nie wpisują się w społeczne normy lub wykazują brak tzw. podstawowych umiejętności społecznych. Dlaczego tak się dzieje i co dokładnie budzi kontrowersje?
Kluczem do zrozumienia krytyki wymierzonej w Carreya jest zmiana, jaka zaszła w naszej kulturze na przestrzeni ostatnich dekad. W latach 90., kiedy triumfy święciły filmy takie jak „Ace Ventura: Psi detektyw” czy „Głupi i głupszy”, humor oparty na przerysowaniu, dziwactwach i „społecznym niedostosowaniu” był standardem. Postacie grane przez Carreya często zachowywały się w sposób nieadekwatny do sytuacji, łamały bariery prywatności i nie potrafiły odczytywać sygnałów wysyłanych przez innych.
Dziś, w dobie większej świadomości na temat neuroatypowości, spektrum autyzmu czy lęków społecznych, takie zachowania rzadziej postrzegane są jako czysty slapstick. Krytycy zauważają, że to, co Carrey przedstawia jako „śmieszne dziwactwo”, dla wielu osób jest codzienną walką z barierami komunikacyjnymi. Wyśmiewanie braku wyczucia społecznego bywa więc odbierane jako „uderzanie w dół” (ang. punching down), czyli żartowanie z grup, które i tak zmagają się z wykluczeniem.
Kolejnym powodem krytyki jest sposób bycia samego aktora poza planem filmowym, który czasem przypomina jego najbardziej ekscentryczne role. Głośnym echem odbił się dokument „Jim i Andy”, pokazujący kulisy pracy nad filmem „Człowiek z księżyca”. Carrey, wcielając się w Andy’ego Kaufmana, stosował ekstremalne aktorstwo metodologiczne – nie wychodził z roli przez całą dobę, co wiązało się z ignorowaniem norm społecznych i utrudnianiem pracy ekipie filmowej.
Dla wielu obserwatorów jego zachowanie było przejawem braku szacunku i empatii wobec współpracowników. Krytykowano go za to, że pod płaszczykiem „artystycznej wizji” pozwalał sobie na zachowania, które w każdym innym kontekście zostałyby uznane za nieakceptowalne społecznie. To właśnie to zacieranie granic sprawia, że część odbiorców zarzuca mu hipokryzję – z jednej strony aktor często mówi o duchowości i miłości, z drugiej bywa postrzegany jako osoba trudna i lekceważąca komfort innych.
Styl humoru, z którego znany jest Jim Carrey, często ociera się o tzw. cringe comedy. To gatunek, w którym źródłem śmiechu jest zażenowanie wywołane przez postać łamiącą konwenanse społeczne. Choć mistrzami tego gatunku są twórcy tacy jak Ricky Gervais czy Sacha Baron Cohen, to właśnie Carrey wprowadził ten element do mainstreamowego kina familijnego, co dziś budzi mieszane uczucia.
W ostatnich latach Jim Carrey stał się bohaterem kilku głośnych i dość specyficznych wywiadów. Jednym z najbardziej znanych był ten z 2017 roku podczas New York Fashion Week. Aktor, krążąc wokół dziennikarki, wygłaszał nihilistyczne tezy o tym, że „nic nie ma znaczenia”, a on sam „nie istnieje”.
Choć część fanów uznała to za genialny performance i krytykę konsumpcjonizmu, inni odebrali to jako przejaw braku podstawowych umiejętności społecznych i zwykłe lekceważenie osoby wykonującej swoją pracę. Krytycy wskazywali, że takie zachowanie jest formą wyższościowego traktowania innych – Carrey, jako wielka gwiazda, może pozwolić sobie na „bycie dziwnym”, podczas gdy osoba bez jego statusu zostałaby po prostu uznana za nieuprzejmą lub zaburzoną.
Warto zauważyć, że sam Jim Carrey w ostatnich latach przeszedł dużą przemianę. W serialu „Kidding” czy nowszych wywiadach pokazuje znacznie bardziej stonowane, refleksyjne oblicze. Często otwarcie mówi o swojej walce z depresją i o tym, jak sława wpłynęła na jego postrzeganie świata.
Krytyka, która go spotyka, jest więc w dużej mierze wynikiem zderzenia starej szkoły komedii z nowymi standardami empatii. To, co kiedyś było uznawane za „energetyczne i zabawne”, dziś bywa analizowane pod kątem szacunku do drugiego człowieka i zrozumienia dla różnorodności ludzkich zachowań. Choć Carrey pozostaje jednym z najwybitniejszych komików w historii, dyskusja wokół jego stylu pokazuje, jak bardzo jako społeczeństwo zmieniliśmy definicję tego, co wypada, a co nie.