Gość (37.30.*.*)
Granica między klasycznym serialem kryminalnym a paradokumentem w polskiej telewizji stała się w ostatnich latach wyjątkowo cienka. Widzowie często wrzucają produkcje takie jak „Sprawiedliwi – Wydział Kryminalny” (często mylnie określani mianem „Kryminalnych” z Wrocławia) czy „Dzielnica strachu” do jednego worka z „Trudnymi sprawami”. Jednak z punktu widzenia filmoznawczego i produkcyjnego, różnice są fundamentalne. To, że serial jest emitowany codziennie i ma nieco niższy budżet niż wysokobudżetowe produkcje premium, nie czyni go automatycznie paradokumentem.
Najważniejszym czynnikiem odróżniającym te produkcje od paradokumentów jest obsada. W typowym paradokumencie (scripted reality) występują amatorzy – ludzie „z ulicy”, którzy często po raz pierwszy mają kontakt z kamerą. Ich gra jest specyficzna, czasem celowo przerysowana, co ma potęgować wrażenie „autentyczności” i amatorskiego podglądania życia.
W serialach takich jak „Dzielnica strachu” czy „Sprawiedliwi – Wydział Kryminalny” występują zawodowi aktorzy. Nawet jeśli nie są to nazwiska z pierwszych stron gazet, są to osoby z wykształceniem aktorskim lub dużym doświadczeniem scenicznym. Dzięki temu postacie mają głębię, potrafią budować emocje w sposób warsztatowy, a dialogi – choć czasem uproszczone na potrzeby formatu – są podawane w sposób naturalny dla rzemiosła aktorskiego.
Paradokumenty opierają się na bardzo konkretnym schemacie narracyjnym. Charakterystycznym elementem są tzw. setki, czyli wypowiedzi bohaterów prosto do kamery, w których tłumaczą oni swoje emocje lub streszczają to, co właśnie wydarzyło się na ekranie. Często towarzyszy temu głos lektora (narratora), który dopowiada fakty i buduje napięcie.
W wymienionych serialach kryminalnych taka forma nie istnieje. Akcja toczy się linearnie, a widz dowiaduje się o uczuciach bohaterów z ich zachowania, dialogów z partnerem czy gry ciałem. Jest to klasyczna narracja fabularna, w której świat przedstawiony jest zamknięty – bohaterowie nie wiedzą o istnieniu kamery i nie komunikują się bezpośrednio z widzem. To kluczowa różnica formalna, która przesuwa te produkcje w stronę serialu fabularnego (proceduralnego).
Paradokumenty zazwyczaj zamykają historię w jednym odcinku (format antologii). Każdy odcinek to nowi bohaterowie i nowy problem. Seriale kryminalne, o które pytasz, budują długofalowe relacje. Widz śledzi życie prywatne komisarzy, ich problemy rodzinne, romanse czy traumy z przeszłości, które ciągną się przez wiele sezonów.
Istnieje tu tzw. „główny wątek” (ang. story arc), który spaja całą serię. W „Dzielnicy strachu” czy „Sprawiedliwych” śledztwo jest tylko połową sukcesu – drugą połowę stanowi rozwój postaci. To sprawia, że bliżej im do formatów takich jak „CSI” czy „Prawo i porządek” niż do „Ukrytej prawdy”.
Wiele osób nazywa te seriale paradokumentami ze względu na tzw. „estetykę codzienności”. Są one nagrywane szybko, często przy użyciu światła zastanego i w naturalnych lokalizacjach, co ma imitować realizm. Dodatkowo, emisja w kanałach tematycznych (TV4, Puls, Puls 2) w pasmach popołudniowych sprawia, że są kojarzone z lżejszą rozrywką, którą tradycyjnie reprezentują paradokumenty.
Choć budżet na jeden odcinek dziennego serialu kryminalnego jest znacznie niższy niż w przypadku seriali premium (jak „Wataha” czy „Klangor”), to sposób filmowania wciąż pozostaje filmowy. Stosuje się:
Seriale te najlepiej określić mianem kryminalnych seriali proceduralnych o charakterze codziennym. Są one hybrydą – czerpią z dynamiki paradokumentów (szybkie tempo, duża liczba odcinków), ale zachowują kręgosłup klasycznej fabuły (aktorzy, brak narratora, ciągłość wątków). Nazywanie ich paradokumentami jest dla twórców krzywdzące, ponieważ praca nad scenariuszem i realizacją takich produkcji wymaga znacznie większych nakładów artystycznych niż w przypadku typowego scripted reality.